
W sobotę mieliśmy być świadkami gładkich, bezinwazyjnych zwycięstw, a jak się okazało – rywale „tanio skóry nie sprzedali”. W niedzielę już jedna deklasacja miała miejsce, a to za sprawą Zielonogórzan, którzy zdają się jeszcze nie budzić ze snu zimowego. Stal rzutem na taśmę wyrwała remis, zaś krośnieńskie Wilki po raz kolejny wyostrzyły kły. W poniedziałek na stadionie w Opolu zwyciężył Bartosz Zmarzlik, po raz czwarty zgarniając „Złoty kask”.
PGE Ekstraliga
W Lublinie miało być lanie, jednak Krono-Plast Włókniarz postanowił stawiać opór. Oglądając bieg szósty, mogłem zachwycić się zaciekłym bojem Zmarzlika z Pawlickim. Pojedynki tych dwóch obrosły niemałą legendą. Po stronie Orlen Oil Motoru obok meczu przeszedł Mateusz Cierniak. Mam jednak przekonanie, że był to wypadek przy pracy. Takiej pewności nie mam za to, patrząc na Bartosza Bańbora. Tam na starcie rozgrywek ewidentnie coś nie gra. „Lwami” przewodził Jason Doyle. Swego rodzaju przełom zaliczyli juniorzy Włókniarza, czego pomijać nie należy. Oby nie okazało się to tylko pojedynczym wyskokiem.
Bayersystem GKM swoje zadanie wykonał, aczkolwiek spacerkiem tego nie nazwę. Jak na Grudziądz przystało, obfitego w mijanki widowiska nie doświadczyliśmy, choć ostatni wyścig i batalię „duńskich armat” spokojnie określić można mianem wisienki na torcie. „Gołębie” po raz kolejny udowodniły, że są równym, zbilansowanym zespołem ze skarbem w postaci juniorów. Prędzej, czy później nadejdzie ściana, ale nie zamierzam burzyć nastrojów – teraz czas na docenienie Roberta Kościechy i spółki. Rybniczanie nie muszą zwieszać głów. Swoje troski i zmartwienia rzecz jasna mają. Maksym Drabik bardziej umiejętnościami, niżeli siłą własnego sprzętu, wyciska jakiekolwiek punkty. Promykiem nadziei bardzo dobry Nicki Pedersen, choć tutaj czekam na wyjazd inny niż do Grudziądza. Grzechem byłoby odstawiać Rohana Tungata, a i Chris Holder nieźle radzi sobie u progu sezonu. Przed trenerem Żyto ciężki orzech do zgryzienia.
Nie skłamię, jeśli powiem, że ambitny plan Piotra Śwista raczej wypalił. Kolejną ciekawą zagrywką było pozostawienie dodatkowych startów Oskara Palucha na drugą część meczu. Choć na torze działo się niewiele, to wynik niewątpliwie budował dramaturgię. Piętnaście wyścigów i ani jednego biegowego remisu. Cios za cios, od początku po sam kres. Zrehabilitował się poniekąd Andrzej Lebiediew. Oskar Fajfer dowoził cenne zdobycze. Anders Thomsen błyszczał, zaś progres Oskara Palucha zauważalny jest gołym okiem. Spokojnie w rozgrywki wdraża się Martin Vaculik, co specjalnie mnie nie dziwi, o czym wspominałem przed sezonem. Na rozgrzewkę nie ma jednak czasu, bowiem przy takiej konstrukcji składu, Słowak z miejsca musi stać się liderem zespołu. Wśród „Aniołów” jedna spora i zaskakująca jednocześnie dziura pod postacią Emila Sajfutdinowa. Robert Lambert póki co także wykorzystuje margines błędu. Najlepszy mecz w PGE Ekstralidze odjechał Jan Kvech, który najwyraźniej dobrze czuje się w nowym klubie.
Gładki przejazd walcem, pogrom, deklasacja, katastrofa Stelmet Falubazu. Tak było we Wrocławiu, gdzie miejscowa Betard Sparta nie pozostawiła złudzeń. Zielona Góra musi podjąć jakieś kroki, może nie radykalne, ale znaczące, gdyż początek kampanii jest najzwyczajniej wstydliwy. Przemysław Pawlicki jedzie na swoim sinusoidalnym poziomie, Rasmus Jensen póki co nie jedzie w ogóle. Leonowi Madsenowi brakuje blasku, Jarosław Hampel zalicza drobne wpadki, pozycja u24 zajęta jest tylko w teorii, a i juniorzy nie spełniają pokładanych nadziei. Za Spartanami mecz niemalże wzorowy. Brady Kurtz latał po „Olimpico”, zaprzeczając wątpliwościom po pierwszym meczu. Przyczepić mógłbym się do Macieja Janowskiego, ale nie specjalnie mam ochotę, kiedy patrzę na bieg trzeci i jego wręcz podręcznikową jazdę parą.
Metalkas 2 Ekstraliga
W pewnym sensie Krosno sprawiło małą niespodziankę, choć umówmy się, ich zwycięstwo nie jest rzeczywistością wyrwaną z kosmosu. Nawierzchnia przyczepna, wymagająca, jak to się mówi – selektywna, ale co najważniejsze, sprzyjająca gospodarzom. W tym zakresie Piotr Świderski oraz spółka wykonali dobrą robotę i być może przerodzi się to w regularny atut. Pojawiają się rzecz jasna głosy o antyreklamie speedwaya, braku widowiska, małej ilości żużla w żużlu. Z jednej strony tak, faktycznie na próżno szukać wrażeń estetycznych. Z drugiej jednak strony, nie będzie ten stan przeszkadzał kibicom Cellfast Wilków, dopóki drużyna będzie zwyciężać. Zauważam sporo analogii w stosunku do Grudziądza. Na samym torze wśród Krośnian brylowały cztery filary, szczególnie Tobiasz Musielak – nowy rekordzista owalu. Wśród gości niepokojącą postawę przejawia Janusz Kołodziej. To wyglądało trochę tak, jakby wymagająca nawierzchnia niwelowała wielość atutów, którymi dysponuje legenda polskiego żużla. Warto odnotować również pozytywny występ Antoniego Mencela.
W Bydgoszczy „Żurawie” naprawdę dzielnie stawiały czoła gospodarzom, którzy jakby jeszcze troszkę pogubieni na własnym owalu. Odrzućmy jednak to stwierdzenie, bowiem godziło by ono poniekąd w naprawdę solidny występ Rzeszowian. Wśród bydgoskich „jeźdźców apokalipsy” błąd przytrafił się każdemu liderowi. Najbliżej perfekcji był Krzysztof Buczkowski. Po drugiej stronie z popiołu powstał David Bellego. Na dystansie pozycje gubił Paweł Przedpełski. Marcin Nowak był z kolei bardziej widoczny, niż wskazywałyby na to punkty. To dobry symptom – Nowak na początku roku jest szybki i może się podobać.
W Poznaniu pewny triumf gospodarzy, drużyny bardzo wyrównanej. Naprawdę nie sądziłem, że juniorzy Hunters PSŻ mogą być aż tak ważnym elementem układanki. Dobrze jest się czasami zaskoczyć i móc oglądać takiego Tobiasza Jakuba Musielaka, robiącego dziesięć punktów z bonusem. Łódź w minorowych nastrojach i lekkim marazmie. Myślę, że to jeszcze nie czas, by bić na alarm, wszak jesteśmy po dwóch rundach. Nie mogą jednak satysfakcjonować dwie porażki w tak znaczących rozmiarach.
Złoty kask
W Opolu wyrównane zawody, duży ścisk, dwa biegi dodatkowe. Stawka niemała, bo miejsce w eliminacjach do SEC i SGP. Zapierające dech w piersiach widowisko to to nie było. Patryk Dudek na dystansie „kroił po zewnętrznej”. Ponadto wrażenia artystyczne dołożył gdzieniegdzie Bartosz Zmarzlik. Prymat wiodły głównie pierwsze i drugie pole startowe. Mimo przeprowadzania testów, wpadki w drugim starcie, „kinicki terminator” i tak pozostał bezlitosny dla konkurentów. W eliminacjach SGP udział weźmie Mateusz Cierniak, Dominik Kubera i Kacper Woryna. Mateusz Cierniak wczoraj bardzo dobry, skrajnie inny w stosunku do sobotniego starcia ligowego. Worynie szyki pokrzyżował upadek, jednak i ta historia zawiera happy end.


