
Przed dwoma tygodniami rozebrałem na czynniki pierwsze kondycję polskiego żużla mierzoną przez jego popularność. Dziś na warsztat biorę nasiona, dzięki którym ta popularność może wzrastać. Jestem przekonany, że każdy zaangażowany fan czarnego sportu ma swoją opinię w zakresie kwestii, o których więcej poniżej.
Zagraniczny junior w PGE Ekstralidze ? Tak, ale…
Wprowadzenie, a w zasadzie powrót opcji posiadania w składzie zagranicznego juniora, uważam za zmianę pożyteczną. Mimo bycia zwolennikiem tej regulacji, nie obędzie się bez małego „ale”. Argumentem, który do mnie przemawia, jest podniesienie poziomu sportowego, uczynienie z rozgrywek towaru nieco bardziej ekskluzywnego, atrakcyjnego. Na przestrzeni ostatnich lat dało się zauważyć jednostkowe przypadki, gdzie umiejętności zawodnika X nie predestynowały go do startu na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Wprowadzenie zagranicznego juniora uwydatni coś w rodzaju selekcji naturalnej. Sito PGE Ekstraligi wzmocnione przez obcokrajowców odsieje na niższy poziomem poligon doświadczalny tych mniej prosperujących. Ci bardziej obdarzeni, tak czy siak, swoje miejsce w zespole znajdą.
Zastanawiam się jednak, czy reforma dotycząca zagranicznego juniora nie godzi we wprowadzoną przed kilkoma laty piramidę szkolenia. Zastanawiam się, czy zmiana nie zniechęci zarządców do kładzenia mniejszych akcentów na szkolenie. Dochodzę do wniosku, że poprzez inne, towarzyszące tej znaczącej innowacji mechanizmy, PGE Ekstraliga mimo wszystko nie przestawia priorytetów. W wyjściowym zespole wciąż musi znajdować się czterech Polaków. Zostaje wprowadzony program na podobieństwo „Pro Junior System”. Cieszy mnie brak likwidacji rozgrywek do lat 24, choć ich system został przedefiniowany. Istnieje więc „poduszka bezpieczeństwa” dla sukcesywnie budowanego szkolenia. Jedno z moich „ale” uznaję zatem za obalone.
Tego samego nie mogę powiedzieć o drugim „ale”. Skoro zmierzamy w stronę uatrakcyjnienia produktu, pełnej konsumpcji definicji najlepszej ligi świata, to dajmy sobie spokój z pozycją U24. Na argument o roboczej nazwie „A Bewley, a Lambert, a Kubera ?! „, odpowiadam, że zawodnicy tego formatu znaleźliby zatrudnienie na najwyższym poziomie i bez tej regulacji. Niech niższe szczeble rozgrywkowe będą platformą do rozwoju dla żużlowców niegotowych na PGE Ekstraligę, zamiast rozpościerać nad nimi parasol ochronny. Będę teraz bezceremonialny, acz szczery, nie noszący złych intencji. Moim zdaniem powinniśmy ograniczyć sytuację, kiedy zawodnicy, jak Kacper Pludra, czy Wiktor Lampart, utrzymują się tak długo w żużlowym raju.
Fundusz atrakcyjności, skarbonka, w skrócie ekonomia
Od tego roku zostaje wprowadzony fundusz oszczędnościowy, innymi słowy skarbonka z zamrożonym kapitałem, gdzie każdy klub najwyższej klasy rozgrywkowej, przez najbliższe 3 lata, będzie oddawał kawałek tortu o nazwie wpływy z kontraktu telewizyjnego. Ciężko dostrzec minusy tej inicjatywy. Wszyscy wiemy, co nie tak dawno działo się w Gorzowie, z jakimi problemami zmagał się Włókniarz. Jest jeszcze inny fundusz, ten związany z atrakcyjnością. Skoro działa telemetria, transparentny sposób weryfikacji liczby wyprzedzeń, jestem jak najbardziej na tak. Współgra to z poetyką o rozwoju produktu, jakim jest żużel. Takie rozdysponowanie nadwyżki kolejnego kontraktu telewizyjnego dla PGE Ekstraligi (2026-2028), uważam za rozsądne i uzasadnione.
Kolejną dobrą informacją są prace nad Regulaminem Stabilności Finansowej, inaczej „Salary Cup”. Jak mówił Wojciech Stępniewski dla Sportowych Faktów, miałoby to polegać na ustaleniu limitu wydatków na kontrakty zawodnicze, w odniesieniu do realnych przychodów klubu ( wyższa płynność/stabilność, to wyższy próg ). Jeśli tego typu regulacja miałaby odzwierciedlać swój idealistyczny charakter, musi zostać skrupulatnie dopracowana na kilku płaszczyznach. Mam na myśli sytuację, kiedy oprócz oficjalnych zarobków żużlowca, występują również te przemycane za pomocą choćby kontraktów sponsorskich. Pomne doświadczeń władze PGE Ekstraligi z pewnością mają to na uwadze. W innym wypadku dyscyplina biłaby głową w mur.
Niech nikomu tylko nie przyjdzie do głowy ponowne wprowadzenie do KSM-u. Może inaczej. Kalkulowana średnia meczowa to temat powracający jak bumerang, polaryzujący środowisko żużlowe średnio kilka razy w roku. Nie zaliczam się do grona zwolenników tejże właśnie. Pachnie mi ta regulacja lekko komunistycznie. Gospodarka centralnie planowana, równość poprzez wykluczenie. Powróćmy z metafory do żużla. Dlaczego mamy niwelować dysproporcje przez karanie tych gospodarnych, świetnie obracających się w realiach rynkowych, potrafiących zarządzać podmiotem, pozyskiwać źródła finansowania. Ponadto KSM mógłby stworzyć dyktat drugorzędnych zawodników, którzy jako jedyni (lub nieliczni) pasują do układanki, dzięki wartości swojej średniej. Wywindowane kwoty kontraktów mniej nośnych ogniw, mogłyby być pretekstem dla czołowych armat. W takiej sytuacji zamiast uzdrowienia, mamy kolejny akt walenia w mur. Idźmy w stronę właśnie takich kwestii jak Pro Junior System, Fundusz Atrakcyjności, Salary Cup. To jest moim zdaniem dobra droga.
System rozgrywek ? Są większe problemy
Rozmowa o systemie rozgrywek to sprawa raczej czysto teoretyczna. Z perspektywy kibica jego ocena zależy od gustu, na który składa się choćby element rozrywkowy, emocjonalny, czy nutka nieprzewidywalności. Punkt widzenia klubu, działaczy, zależy od punktu siedzenia. Nie znajdziemy bowiem rozwiązania idealnego ze względu na różnej maści uwarunkowania. Różnorodna kondycja finansowa, której skutkiem jest naturalna dysproporcja poziomu sportowego – ona zawsze była, jest, będzie, byle nie zbyt duża. Nie bez znaczenia pozostaje również ilość jakościowych zawodników na rynku.
Obecny harmonogram uważam za strukturę lepszą od poprzedniej. Nie oznacza to, że jest pozbawiona wad. Za taką uważam potencjalną możliwość utrzymania w lidze dzięki literalnie jednemu zwycięstwu. Na plus fakt, że nikt nie kończy zabawy po 14 kolejkach, choć perspektywa klubów może być nieco odmienna ( ci teoretycznie biedniejsi muszą w budżecie płacowym uwzględniać dodatkowe mecze i to nie zawsze tylko dwa ) Pozytywny jest także powrót baraży (tu też wypowiadam się z perspektywy kibica).
System rozgrywek nie jest problemem w kontekście wzrostu atrakcyjności dyscypliny. Jeśli mówimy o strukturalnych aspektach mogących wpływać na odbiór żużla w Polsce, to diabeł tkwi moim zdaniem jeszcze głębiej. Ten diabeł nawiązuje do wszystkich poprzednich akapitów tego tekstu w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Więcej prewencji, mniej następczego zarządzania kryzysowego. Więcej strategii, mniej doraźności. Ciut więcej rozsądku, mniej uczestnictwa w bezpodstawnym wyścigu zbrojeń. Jeśli +20 klubów w Polsce będzie zarządzanych transparentnie i mądrze, to kibice będą mieli zaufanie, dysproporcje się zmniejszą, dyscyplina będzie na krzywej wznoszącej. To jest dopiero idealistyczna projekcja, ale jak mierzyć, to wysoko.
ŻUŻLOWY SEZON OGÓRKOWY #1 (LINK)
INSTAGRAM BEZKRESSPORTU (LINK)



