(Po)bojowisko #11: Nie ma mocnych na Parnasse’a (przynajmniej w KSW) ; zacne nokauty w Radomiu (XTB KSW 114)

XTB KSW 114 to co najmniej udane rozpoczęcie kolejnego roku. Zaskoczeń co prawda jak na lekarstwo, a wręcz nie było ich wcale. Niemniej faworyci wywiązywali się ze swoich ról iście zjawiskowo. Nogi ścinały rywali jak maszyny drzewa w tartaku, a przecież o takie chwile w tym sporcie zabiegamy.

Francuska maszyna

Na miano „maszyny” trzeba sobie zasłużyć. Salahdine Parnasse taką maszyną jest, przynajmniej w obrębie federacji KSW. Francuz nie pozostawił złudzeń, wykonał swoją robotę niemalże perfekcyjnie. Od pierwszego gongu narzucił własne tempo ( bardzo wysokie tempo ), uderzał gdzie chciał i kiedy chciał. Marcin Held nie miał narzędzi, by sprostać dynamice, szybkości myślenia Parnasse’a. Każdy jego ruch był dla Francuza czytelny i nie jest to przytyk w stronę Helda, ale realna ocena klatkowych poczynań, podkreślenie jakości rywala. Kiedy wylądowali na ziemi, teoretycznie w naturalnym środowisku Polaka, Parnasse w pełni kontrolował bieg zdarzeń.

Fascynujący jest fakt, że z każdym kolejnym starciem, Francuz stanowi lepszą wersję samego siebie. Nie tylko tłumi nadzieje rywala, ale wysyła sygnał, że dystans dzielący jego oraz potencjalnych pretendentów wcale się nie zmniejsza. Elementem zaobserwowanym przeze mnie ostatnimi czasy jest siła ciosu – większa, wzbudzająca respekt, niosąca nieprzyjemne dla oponenta konsekwencje. Umówmy się, umiejętności Parnasse’a wręcz nakazują skoczyć na tą najgłębszą wodę ( UFC ). Sądzę iż odejście „Lwa Atlasu” miałoby dla KSW dwojakie konsekwencje. Z jednej strony federacja traci fundament zasadności ekspansji francuskiej. Z drugiej rodzi się przestrzeń do wzrostu dla tych pozostających dotychczas w cieniu.

Uwaga, kopnięcia !!!

Zacznijmy od profesury Arkadiusza Wrzoska, bo właśnie tak można określić jego występ z Szymonem Bajorem ( przy zachowaniu wszelkich proporcji ). To było połączenie nabytej mądrości, dojrzałości klatkowej oraz wieloletniej, nie znającej półśrodków fighterskiej tożsamości. Kiedy Bajor imał się klinczu/zapasów, Wrzosek przetaczał na siatce, wstawał, pracował biodrami, przeważał siłowo. Kiedy starcie toczyło się w stójce sensu stricto, przewaga rysowała się jasno i wyraźnie. Samo skończenie to szczęśliwa zbieżność dwóch czynności. Jeśli ten efektowny dla oka zbieg nie miałby miejsca, Wrzosek prędzej czy później postawiłby kropkę nad i. Powodem fakt, że w zasadzie jedyna deska ratunku Bajora ( grappling ) nie wiązała się z korzyściami. Wszystko zbyt wolno, jednostajnie, przewidywalnie.

Wiktoria Czyżewska nie pierwszy raz dowiodła, że ma narzędzia, by przekonywać do walk kobiet tych nieprzekonanych. Jak już nieraz wspominałem, Polka oferuje kompleksową całość, gdzie wartość medialne koreluje/uzupełnia się z tą sportową. A na temat samego pojedynku ? Cóż, Petra Castkowa miała flashbacki, jak oglądała. Było szybko, boleśnie i bezkompromisowo. Po Tamires Vidal nie spodziewałem się cudów, ale na pewno oczekiwałem więcej. Nie dostałem zupełnie nic oprócz blasku „Chicatoro”.

W komentarzu rzeczywistym na INSTAGRAMIE wspominałem, że choć Andi Vrtacic machnął kopnięciem pytajnikowym, to jednak postawił wykrzyknik. Istotnie tak było. Swój ustawowy obowiązek ( bo za taki uważam pokonanie Goli ) zrealizował w unikalny sposób. Jeśli nie możesz zyskać „drabinkowo”, to spróbuj zakorzenić się w umyśle fanów. Jak można było przewidzieć, Gola rozpoczął intensywnie, nie doczekując się swojego momentum. Potrafił zamknąc rywala na siatce, ale większość jego nabojów odbijała się od gardy. Kiedy wyeksploatowany Polak wracał z wyprawy bez łupów, Chorwat dopiero się na nią wybierał.

Pozostałe wątki XTB KSW 114

Jeśli chodzi o potyczkę Różański vs Chuzhigaev, najzwyczajniej szkoda takiego obrotu spraw. Wyrównany bój zaserwowała dwójka Kacprzak oraz Kazieczko. Były mistrz Babilonu dobrze wykorzystywał własne atuty, jednocześnie nie dał sobie zrobić krzywdy w sferze strikerskiej. Różnicę jakości uwydatnił Amaury Wako – Zabo. W każdej płaszczyźnie Francuz był krok, a w elementach grapplerskich może i dwa przed Czechem. Zaimponował mi Konrad Rusiński w nowej, lepszej odsłonie. Dobre wejścia w nogi, pełnia kontroli na ziemi, ale przede wszystkim poprawiony aspekt kondycyjny. Pierwsza, najmniej urodziwa batalia, to zderzenie dwóch światów. Mam wrażenie, że komentarz którym posłużyłem się na INSTAGRAMA, celnie obrazuje występ Irasa. Najpierw skupił się na defensywie, potem zainwestował w posiadanie piłki, by ostatecznie strzelić kilka bramek.

LINK DO INSTAGRAMA

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry