Zawsze skuteczna analiza wsteczna #26: Juventusie, to była przyjemność ; daremne wysiłki Romy

Wczoraj miałem realną przyjemność z oglądania Juventusu. To uczucia chyba coraz częściej gości w sercach miłośników „Starej Damy”. Później mieliśmy drugie danie w niedzielnej, smakowitej, włoskiej ofercie. Po pierwszej połowie hitu w Rzymie intuicja podpowiadała mi, że ten paradoksalnie nie skończy się dobrze dla gospodarzy. Ostatecznie mogło być gorzej. Cóż poradzić na makiaweliczną twarz Milanu.

AS Roma, czyli „to i tak by nic nie dało”

Ruszyło meczycho na Olimpico w Rzymie, a ja miałem wrażenie, że oglądam z odtworzenia spotkanie obu drużyn z pierwszej części sezonu (Zawsze skuteczna analiza wsteczna #19: Kłamliwy wynik ; co wiemy w kwestii Premier League i Serie A ? – Bezkres sportu). W ogóle cały ten pojedynek wyglądał jak szkolna prezentacja, w którą wysiłek włożył wyłącznie jeden uczeń, ale podpisał się pod nią cały zespół. Roma była piękna, dominująca środek pola, intensywna i ognista do ostatniego, acz kluczowego momentu prowadzonych akcji. Kulało to, co kuleje niezmiennie od dłuższego czasu, czyli brak regularnego egzekutora. Szybka, naznaczona zerwaniami tempa, kreatywna dystrybucja piłki na połowie przeciwnika, ale i zorganizowana postawa w defensywie. To cechowało wczoraj „Giallorossich”, Milan długo nie miał absolutnie nic do powiedzenia. Można rzec: no i co z tego. Jak już wielokrotnie wspominałem, spójrzcie na trenera, a dowiecie się, dlaczego Milan wygląda jak wygląda, a mimo wszystko wciąż liczy się w walce o Scudetto.

Nawiązując do wspomnianych deficytów AS Romy, wypada nawiązać do postaci Doneylla Malena. Znam tego zawodnika bardzo dobrze z okresu pobytu w Dortmundzie. Z pewnością nie należy do grona typowych napastników. Kwalifikowałbym go raczej jako skrzydłowego. Grajek szybki, dysponujący techniką nie z pierwszej łapanki, w tym wszystkim jednak niestabilny, o sinusoidalnej formie. Wczoraj miał na nodze bodajże dwie dogodne piłki, których jednak do siatki nie skierował. Jeśli chodzi o Milan, doceniam drugą połowę w wykonaniu Luki Modricia, „mądrego starca”, tempomatu zespołu. Oczywiście „Magic Mike”, jak zazwyczaj, stawał na wysokości zadania. Kapitalny ostatnio jest Adrien Rabiot, choć wczoraj tak raczej „so so”, mówiąc z angielska. Generalnie Milan jest „so so”, choć tabela mówi zupełnie coś innego.

W stronę słońca

Zaraz po ostatnim gwizdku pierwszego taktu hitowej niedzieli w Seria A, napisałem na INSTAGRAMIE, że Juventus wreszcie jakkolwiek licuje z wielkością własnej marki. W końcu wiem, jak „Stara Dama” chce grać, w jaki sposób scharakteryzować jej tożsamość. Juve było wczoraj szybkie, ekspresywne piłkarsko, nie cierpiące zwłoki, chcące jak najlepiej wykorzystać pierwsze momenty z piłką przy nodze. Imponuje mi zdobywanie przestrzeni przez Thurama, połączone z technicznym zaawansowaniem. Konkrety od kilku spotkań oferuje w końcu David. Defensywa spisała się bez zarzutów, choć umówmy się, nie miała przesadnie wiele pracy.

Napoli zwyczajnie wczoraj „męczyło bułę”. Do tego stanu bez cienia wątpliwości przyczynił się kiepska sytuacja kadrowa. Kontuzje nie omijają w tym sezonie Neapolu. Jest 3-0, a gdyby nie straceńcza interwencja Buongiorno, mogło być i więcej. Kilka impulsów dał Vergara. Co prawda nie były one obfite w treść, ale zawsze coś. Zupełnie bezradny zdawał się być Hojlund. Jednym słowem kicha. Zespół musi się dźwignąć, jeśli chce kontynuować przygodę w Lidze Mistrzów, a przed Włochami przecież nie lada wyzwanie (mecz z Chelsea). Nie jest żadną tajemnicą fakt, że Champions League i Antonio Conte raczej nie żyją ze sobą w zgodzie, czego ucieleśnieniem trwająca kampania.

Co więcej w trawie piszczy ?

Trener Carrick chwycił za czarodziejską różdżkę i dokonuje rzeczy, które się filozofom nie śniły. Przyznam szczerze, że pokonanie raz za razem City oraz Arsenalu nie mieściły się w granicach mojego poznania. W złym kierunku zmierza Crystal Palace. Szkoda, bo jeszcze nie tak dawno zwrot był skrajnie odwrotny. Jeśli chodzi o Hiszpanię, sobotniego wieczoru zerknąłem na spotkanie Villarealu z Realem Madryt. Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy zauważam znaczące różnice w grze „Królewskich” względem kadencji Alonso, odpowiedziałbym, że raczej nie. Wypada może powiedzieć jeszcze nie, bowiem nie zamierzam recenzować Arbeloi na podstawie tak małej próbki. Villareal, jak to często bywa, chciał szybko, reaktywnie, co uwydatniało się choćby poprzez szybkość i sposób wznowień od własnej bramki. Tak, czy siak, zadyszkę „Łodzi Podwodnej” należy odnotować.

LINK: INSTAGRAM BEZKRES SPORTU

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry