
Jeśli jakiekolwiek spotkanie ma się kończyć rezultatem 1:0, to niech to będą takie mecze, jak ten niedzielny na San Siro. Tak sobie myślę, że okres 1/4 sezonu daje sporą przestrzeń do wysnucia pierwszych, głębszych wniosków. W związku z tym przyszedł czas na drobne wróżenie, ale „bez udziału fusów”.
Intensywna piłkarska interakcja
Niedzielny hit w Mediolanie przypominał prawdziwą „włoską kłótnię”, gdzie gorące temperamenty każdej ze zwaśnionych stron nie pozwalają zbliżyć się do optymalnego środka, a „lina” przeciągana jest raz w jedną, raz w drugą stronę. W pierwszej połowie piłkę nożną uprawiała AS Roma, kiedy Milan z „utęsknieniem” spoglądał na uciekającą przed oczami futbolówkę. Imponowała mi intensywność „Giallorossich”, którą zaimplementowali od pierwszej minuty. Stan rzeczy idealnie obrazowała przywoływana przez komentatorów Eleven statystyka braku kontaktów z piłką Nkunku. Od końcówki pierwszej części nastąpił diametralny zwrot. Roma piłkę wciąż częściej posiadała, ale realne zagrożenie stanowił Milan. Rzymianie mogli jeszcze liczyć na „pomocną dłoń” Fofany, natomiast Dybala z oferty nie skorzystał.
Z planu drużynowego, taktycznego, generalnego, zejdźmy na szczebel indywidualny. Zaimponował mi Rafael Leao, który wziął na siebie ciężar odpowiedzialności. Podobał mi się Pavlovic i jego przekonujące wejścia do fazy ofensywnej. Bohaterem nie pierwszy raz został „Magic Mike”. Na minus z pewnością Bartesaghi za przyczyną jego kilku strat w pierwszej połowie. Po stronie Romy podobać mogły się „hulaszce” wahadła, zupełnie niezły Bryan Cristante. Gdyby nie niewykorzystany karny, za pozytyw uznałbym również Paulo Dybalę w roli wolnego elektrona. Niestety, chybiona jedenastka swoje waży.
Milan jest sprytny, skuteczny i wyrachowany ( w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Jego tożsamość absolutnie koreluje z zasiadającym na ławce trenerem, o czym już wspominałem ( Zawsze skuteczna analiza wsteczna #16: Król Julian ; zwycięski milan i błyszczący Pulisic – Bezkres sportu ). Gasperini ze spokojem przeobraża Romę w swój autorski projekt. Defensywa uchodzi za „niezwykle solidną konstrukcję”, polot w ataku jest fragmentarycznie zauważalny, na bramki jeszcze przyjdzie czas.
Generalnie wiemy niewiele
Mam przekonanie, że Arsenal dojrzał do mistrzostwa Anglii. To przekonanie tkwi we mnie od przedsezonowych refleksji. U podstawy tej tezy tkwi jakość kadry, stabilizacja taktyczna, nowe „elementy” układanki, którą Arteta zdaje się wykanczać. Dalej gąszcz z kilkoma „nieproszonymi gośćmi”. O Sunderlandzie wiem jeszcze niewiele, aczkolwiek planuję zerknąć na ich najbliższą potyczkę. Wiem, że na rynku nie próżnowali, co najwyraźniej w połączeniu z innymi czynnikami przynosi wymierne korzyści. Przyczyna śladowych różnic punktowych w czołówce jest prosta. Każdy ma swoje problemy, od Liverpoolu zaczynając, na United kończąc ( choć w kontekście „Diabłów” bezproblemowa rzeczywistość jest bliżej nieznana).
W tym „czołowym gąszczu” kilku ekip niewątpliwie brakuje. „The Villains” płaci za abstrakcyjnie nieurodzajny początek. Newcastle sprawia wrażenie zespołu rozregulowanego. Patrzę na dół zestawienia i widzę co najmniej dwa zespoły, które pod żadnym względem nie powinny tam egzystować. West ham jest tragiczny, w Nottingham na ratunek wezwano „strażaka Dyche’a”. Szkoda, bo jeszcze rok temu, z podobnym potencjałem kadrowym, Forest biło się o Lige Mistrzów.
Płynnie przechodzę na grunt Serie A, grunt równie, a może i bardziej niepewny. Za Juventusem długi okres bez zwycięstwa, który w ostatecznym rozrachunku nie jest przesadnie opłakany w skutkach. Przyszedł Spaletti, wygrał jeden mecz, ścisła czołówka wciąż znajduje się na „wyciągnięcie ręki”. Kilka tygodni temu rozpływałem się nad Como ( Zawsze skuteczna analiza wsteczna #17: Defensywny kryminał The Reds ; minimalizm Villi ; catenaccio pełną gębą – Bezkres sportu ). Ostatnio upodobali sobie remisy, niemniej jednak jeśli ktoś ma „atakować z tylnego siedzenia”, to oni, ewentualnie Bologna. Droga Atalanto, przestrzegałem przed Ivanem Juriciem. No cóż, „La Dea” przed szkodą i po szkodzie głupia. Bezkresnymi remisami, to mogą zawojować zawrotny środek tabeli.


