
Na teren polskiej sceny MMA planuje wjechać „najeźdźca”. Czy „pochodzący z czeskiego rodu intruz o imieniu Oktagon”, w nadwiślańskiej krainie zagości na dłużej ? A może jego ambitne dążenia zostaną stłumione u źródła. W ostatnim czasie byliśmy również świadkami kilku burzliwych dyskusji w zakresie sędziowskich decyzji, czy też „zasadności zasad”.
„Czas pokaże…”
Jak grom z jasnego nieba spadła kilka dni temu informacja o „polskich wojażach” federacji Oktagon. Czy czeski potentat ma kim podbić nadwiślański rynek ? I tak, i nie, a jeśli tak, to w krótkowzrocznej perspektywie. Skąd taka opinia ? Zanim przejdę do biznesowej perspektywy angażu Michała Materli, wzrok kieruję w stronę innych zatrudnionych rodaków. Nazwiska, jak Lęgierski, Jotko, Wawrzyniak, mają wysoce jakościową wartość sportową, ale nie skupiają zainteresowania szerszej publiczności. Jesteśmy w momencie, kiedy oprócz względnie stałej grupy odbiorców o nazwie „fani zainteresowani MMA w szerokim, globalnym zakresie”, liczną grupę stanowią również kibice skupieni wokół wybranych postaci, marek osobistych, lokalnych bohaterów. Dzisiaj nie organizacja tworzy zawodników, ale zawodnicy tworzą organizację. Więcej o stanie polskiego mma, tudzież współczesnej definicji fightera pisałem tutaj: Na bitewnym szlaku #12: Ruchała i Wikłacz w UFC, czyli jaka jest droga do popularyzacji MMA w Polsce ? – Bezkres sportu .
Jestem absolutnym fanem Michała Materli, postaci wyjątkowej, inspirującej, niepowtarzalnej. Nie czas jednak na sylwetkę wojownika oraz moją osobistą percepcję „Cipao”. Odsuwając wielką sympatię na bok, kilka słów opinii o biznesowej perspektywie czeskiej federacji. Michał Materla to zawodnik, którego kariera „spogląda w twarz mecie”, a jego dyspozycję można określić co najwyżej „cieniem” tej już minionej. Nic dziwnego, jeśli przyjrzymy się bogatej bitewnej historii Polaka. Wartość medialna Materli wciąż jest wysoka, choć nijak się ma do czasów świetności, również minionych. Szczecinianin bez cienia wątpliwości przyczyni się do sprzedaży biletów na galę w Netto Arenie. Niemniej jednak nie można z nim wiązać jakichkolwiek dłuższych planów. To dobre rozwiązanie doraźne, uwzględniające okoliczności (lokalizacja, odejście z KSW), ale mało wartościowe w wymiarze strategicznym.
Wojsław Rysiewski w wywiadach dla TVP Sport oraz In The Cage, wyraził opinię, wedle której decyzja Oktagonu o penetracji polskiego rynku, była sprawą raczej impulsywną. Ciężko się z tymi słowami nie zgodzić. W jakiś sposób należy przecież skonsumować angaż Michała Materli. Niewykluczone, że pierwsza gala okaże się sukcesem w aspekcie sprzedaży hali. Pytanie, co z oglądalnością. Problem w tym, że wcześniej wspomnianych „kibiców skupionych wokół wybranych postaci, marek osobistych, lokalnych bohaterów”, niekoniecznie musi interesować produkt Oktagonu. Na dziś dzień, oprócz Michała Materli, nie widzę zbytnio postaci o sporym potencjale medialnym. Jak podkreślałem wyżej, Materla wiecznie walczył nie będzie, dlatego rodzi się wątpliwość, co dalej w długiej perspektywie ? Obawiam się, że bez kluczowych transferów się nie obędzie, albo obędzie, ale nie w Polsce.
Pytanie o zasadność zasad
W mojej głowie zakotwiczyły trzy sytuacje. Pierwsze dwie to podwójny pakiet „palców w oczy” (Aspinall vs Gane ; Acosta vs Delija ). Trzecia to pozostałe bez konsekwencji ciosy Leo Brichty w tył głowy Werllesona Martinsa ( z decyzją Lukasza Bosackiego oraz sędziowskiego gremium się nie zgadzam. Uważam, że liczba nielegalnych uderzeń, wynosząca przynajmniej 4/5 uderzeń, nie powinna ujść płazem ). Każda z powyższych sytuacja jest zupełnie inna, ale wszystkie trzy wydarzenia prowokują mnie do tych samych wniosków.
W mojej opinii, wszelkiego rodzaju przewinienia, a w szczególności te przytoczone powyżej, z miejsca powinny być karane. Żadnego ze wspomnianych faulów, nie można nazwać intencjonalnym. Pierwszą rolę odgrywa ferwor walki, być może instynkty, odruchy bezwarunkowe. Mimo braku woli, ciężko cofnąć skutki popełnionego faulu. Choć Gane prawdopodobnie nie chciał zranić przeciwnika, Anglik nie był w stanie wrócić do starcia. W związku z powyższym, widniejące w zasadach „Unified Rules” słowo „intencjonalność”, wprowadza moim zdaniem chaos, powoduje dyskusje, łagodzi popełniony czyn, uchyla odpowiedzialność. Niezależnie od intencji lub jej braku, każdorazowy faul powinien skutkować przynajmniej odjęciem punktu. Oczywiście taka regulacja nie usunęłaby z miejsca wszystkich podobnych ekscesów, ale z pewnością zmniejszyłaby ich liczbę. Zamiast krzewić bezkarność, niwelujmy zagrożenie.


