Żużlowy sezon ogórkowy #4: czy żużel na świecie jeszcze oddycha ?

Polską rzeczywistość żużlową zwiedziłem wzdłuż i wszerz w pierwszych dwóch artykułach cyklu. Dziś wybieram się za granicę, gdzie w kontekście czarnego sportu, jakby mniej kolorów. Światowy speedway bez wątpienia posiada status pacjenta w ciężkim stanie. Pytanie, czy na horyzoncie tli się jeszcze nadzieja. A może zwyczajnie „pudrujemy niemalże trupa”.

Grand Prix pod Discovery – osąd bohatera

Przez ostatnie lata na barki Warner Bros. Discovery wylały się hektolitry krytyki, najczęściej słusznej. Sam fakt rezygnacji firmy z bycia promotorem cyklu, daje nam sygnał, że coś nie wyszło. Ba, śmiem twierdzić, że raczej większość nie wyszła, Na początku tej pięknie zaprojektowanej przygody byliśmy mamieni szumnymi zapowiedziami.

Zapowiadano podbój nowych rynków, penetrację terenów wykraczających poza Europę, szeroko pojętą popularyzację żużla. Jeśli odkrywaniu nowych destynacji ma służyć coroczne kopiuj-wklej kalendarza z małą kosmetyką, to ja dziękuję za tę „rewolucję”. Nie sądzę, by popularyzacji czarnego sportu miało sprzyjać przyznawanie dzikich kart na podstawie klucza geograficznego, nie uwzględniającego poziomu sportowego ( z całym szacunkiem dla bardzo przyzwoitych rajderów – Kaia Huckenbecka, czy Jana Kvecha). Ciekawi mnie również, jaka była idea przewodnia autora nowego systemu kwalifikacji (punktowanych tylko w wybranych przystankach cyklu), które jak domniemam, ogląda max. kilka tysięcy osób. Ideę to ja może i znam. Mam jednak srogie wątpliwości, czy zamierzony cel został osiągnięty.

Wystarczy już tego pastwienia się nad nieudanym mariażem Grand Prix oraz Discovery. Kilka spraw im się udało. Za dobry ruch uważam wchłonięcie Mistrzostw Świata Juniorów pod brand SGP oraz rozbicie ich na mały cykl. Dlaczego ? Nadaje imprezie większej wagi, transparentności, w jakiś sposób ujednolica i porządkuje przestrzeń. Podobają mi się również wprowadzone przed kilkoma laty, nowe boksy w parku maszyn. Nie budzi we mnie żadnego niesmaku warstwa graficzna okalająca transmisję zawodów (ramki, grafiki, sylwetki prezentowane przed biegiem). Oczywiście jest to kwestia indywidualnego poczucia estetyki.

Problem w tym, że wymienione przeze mnie pożyteczne działania stanowią wyłącznie dodatek do rzeczywistości. Co ci z pięknego ogrodu, jeśli dom chwieje się u fundamentu. Czas na współpracę z Mayfield Sports Events (telewizyjnym dystrybutorem pozostaje Warner Bros). Pole do popisu wielkie jak tor w Krośnie. Początek taki sobie, jeśli za ten uznamy choćby przyznanie „stałego dzikusa” Taiowi Woffindenowi (decyzja podjęta wespół z FIM-em). Brytyjczyk to oczywiście postać pomnikowa dla żużla. Niemniej jednak dobrze, jeśli poziom sportowy obsady współgra z aktualnym stanem faktycznym.

Ligi zagraniczne ? Bilet w jedną stronę

O ile żużel w Polsce urasta do rangi jednego ze sportów narodowych, tak na świecie mówimy o dyscyplinie zaściankowej, prowincjonalnej, skrajnie niszowej. W trakcie sezonu sporadycznie zerkam na transmisje spotkań lig zagranicznych. Nie powiem, fajnie niekiedy cofnąć się w czasoprzestrzeni, ujrzeć surowy speedway, pełnię folkloru z nim związanego. W szerszej perspektywie jest raczej nad czym zapłakać. Profesjonalizacja oraz adaptacja do aktualnej rzeczywistości nie idzie w parze z wałami ziemnymi, „drewnianymi” parkami maszyn, brakiem infrastruktury, czy wątpliwej jakości obecnością medialną. Tego nie da się zmienić pstryknięciem palca.

Potrzeba ludzi, pomysłów, przede wszystkim inwestorów, środków finansowych. Problem w tym, że na speedway nie ma koniunktury. Kibice za granicą coraz starsi (mam wrażenie, że większość interesuje się dyscypliną wyłącznie dzięki transmisji międzypokoleniowej), a i ich coraz mniej. Gdzie cykl SGP by nie zawitał, tam gro frekwencji zapewniają Polacy. Kluby wiążą koniec z końcem. Zawody w Czechach, czy w Niemczech, ciężko nazwać poważnymi rozgrywkami. W Wielkiej Brytanii nie ma co myśleć o skoku wprzód, jeśli deweloperzy przejmują stadiony (Birmingham, Wolverhampton). Zdaje się, że jak chodzi o żużel za granicą, priorytetem jest nie tyle profesjonalizacja, co zwyczajne utrzymanie na powierzchni.

Niebagatelna polska rola

Zdawajmy sobie sprawę, że Polska jest poniekąd szklarnią światowego żużla. Nasza rola nie ogranicza się wyłącznie do dbałości o własne poletko. W takim wypadku za jakiś czas będziemy mówić, jak to Polska została mistrzem Polski. Ta rola wynika z miejsca, jakie zajmujemy w łańcuchu pokarmowym światowego speedwaya. Przedsięwzięcia jak Ekstraliga Camp, czy rozgrywki U24 otwierają okno na świat dla młodych, chcących spełniać się na żużlu ludzi. One stwarzają przestrzeń/warunki do rozwoju, których być może brakuje w rodzimych krajach. Nie jest przesadą stwierdzenie, że Polska jest dla zagranicznych jeźdźców rajem na ziemi, priorytetową destynacją.

Widziałbym naszego przedstawiciela na miejscu chociażby Armando Castagni (Dyrektor Komisji Wyścigów Torowych w FIM). Nie mówię tego przez wzgląd na powszechnie zauważalny brak sympatii dla Włocha. Powody brzmią następująco. Wyznaczamy najwyższe standardy czarnego sportu na wielu płaszczyznach. Posiadamy produkt o nazwie PGE Ekstraliga, produkt jakościowy, zawieszony na pułapie nieosiągalnym dla innych. Co za tym idzie, sądzę, że mamy w swoich szeregach ludzi, którzy zwyczajnie wiedzą, jak ten sport robić/budować.

Zachęcam do zerknięcia na poprzednie publikacje. Za dwa tygodnie przechodzimy na niwę stricte sportową i rozpoczniemy przewidywanie przyszłości 🫡

Zapraszam również na INSTAGRAMA 🔔🔥

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry