
Siły nieczyste, a konkretniej mówiąc fura pecha zawitała do Krosna oraz Częstochowy, w szczególności pod Jasną Górę. W wyniku zdrowotnych nieszczęść, kontuzje „malują smutny obraz” Moonfin Malesy Ostrów. „Anioły” sprowadziły Stelmet Falubaz na ziemię. „Łódzkie Orły” wzniosły się z kolei najwyżej w tym sezonie. Ziemia tarnowska została częściowo zdobyta, z którego to powodu w Poznaniu raczej nie narzekają. Czas na kolejne „Żużlowanie”.
Bydgosko-lubelsko-leszczyńskie nudy
W czwartek bydgoska Abramczyk Polonia spusciła Ostrowianom solidne manto. Niestety, w Wielkopolsce warunki dyktują kontuzje. Nie sądzę oczywiście, że w pełnych zestawieniach Moonfin Malesa stawiłaby czoła, jednakże moglibyśmy mieć chociaż pozory ciekawego widowiska. Frederik Jakobsen niespotykanie wolny, zaś najlepszym rajderem gości okazał się być Norbert Krakowiak. Z całym szacunkiem do Polaka, ten fakt mówi sam przez siebie. Wśród Bydgoszczan wręcz same pozytywy. Prawdziwym showmanem czwartkowego zajścia przy Sportowej – Aleksandr Łoktajew. Ukrainiec wreszcie stanowił najlepszą wersję samego siebie – był niełapalny.
Piątkowe starcie w Lublinie to istna „żużlowa droga krzyżowa”. Dotrwałem do końca, aczkolwiek nie lada to było wyzwanie. O czym by tu powiedzieć ? Znów będę wałkował temat Dominika Kubery, wszak sytuacja jest to alarmująca. Suche statystyki wskazują na niebezpieczną tendencję, a i sam „Domin” wyraża swoje niezadowolenie. Identyfikacja problemu najwyraźniej chyba wciąż trwa. Kubera ma ten komfort, że współtworzy „lubelską hydrę” i póki co, największa presja to zapewne ta będąca wyrazem oczekiwań wobec samego siebie. Polak miał w tym sezonie na stałe zagościć w ścisłej światowej czołówce, ustabilizować swój rozwój, tymczasem jakby zatrzymał się w miejscu.
W Lesznie cisza i spokój, sytuacja na razie pod całkowitą kontrolą. Na odległym sportowym biegunie leży Rzeszów. W kontekście Texom Stali wciąż nie pozbyłem się wielu znaków zapytania, ale…Ale problem jest taki, że czas z ich perspektywy się budzić, wszak play-offy odjeżdżają powoli w siną dal. Wczoraj przyjechali na teren najtrudniejszy z możliwych, jednak mecz ten potwierdził pewne tendencje. Z tonu spuścił Marcin Nowak, Nicolai Klindt nie daje żadnych gwarancji, zaś David Bellego to „los na loterii”. Juniorzy nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Jedyną opoką, na której można cokolwiek budować, staje się Paweł Przedpełski z solidną pomocą Keynan’a Rew. W czwartek, na łódzkiej Motoarenie ważna weryfikacja, definiująca poniekąd rzeszowskie możliwości/narzędzia.
Stali zabrakło żądeł, Falubazowi seniorów
Konstrukcja personalna Gezet Stali znacząco zwęża taktyczne pole manewru i sportowy margines błędu, a uraz Oskara Fajfera po pierwszym starcie wcale tej sytuacji nie pomógł. Gorzowskie nadzieje do pewnego momentu mogły „być żywe”, lecz po 10 gonitwie „wrocławski pociąg” odjechał. Tylko dwa indywidualne zwycięstwa nie mogły przechylić szali. Tylko jeden „ostry lider” (Andrzej Lebiediew) nie mógł dać zwycięstwa. Z takim Andersem Thomsenem, Stali będzie ciężko o święcenie triumfów. Choć spotkanie toczyło się w bliskim kontakcie, to Betard Sparta nie straciła nad nim kontroli. Artiom Łaguta wreszcie zanotował satysfakcjonujący go w pełni występ. Osobne brawa dla Jakuba Krawczyka, dla którego powrót po kontuzji jest wręcz wzorowy. W „rażący solidnością” rytm wpadł Maciej Janowski, obok czego również nie sposób przejść obojętnie.
Ciekawego zjawiska doświadczyliśmy w Toruniu. Stelmet Falubaz mógłby przyjechać składem juniorskim, a wynik nie odbiegałby znacząco od stanu faktycznego. Choć poprzednie zdanie zabrzmiało pretensjonalnie, to jest to laurka dla „młodych mysz”. Honoru seniorów bronił jakkolwiek Leon Madsen, choć momentami nieco pokracznie. Reszta pogubiona jak „dzieci we mgle”. Czas na małą zagadkę. Dlaczego Pres Toruń zdobywa 53 punkty, skoro Robert Lambert pozostał na przeciętnym dla siebie poziomie, a Patryk Dudek zaliczył najsłabszy występ w sezonie ? A no w niezwykle zjawiskowy sposób objawił się nam „czeski zawadiaka” – Jan Kvech. Jeśli coś miałoby uskrzydlić Czecha, to właśnie taki występ.
O DME w Gdańsku będzie lapidarnie, bowiem ciężko z tych zawodów cokolwiek wykrzesać. Brawa dla Polaków – „złote medale nie rosną na łące”. Samo wydarzenie „nudne jak flaki z olejem”, a i rozwleczone w czasie przez łatanie dziury.
Przełamanie Łodzian, przełamanie Rybniczan
Takiego scenariusza w Krośnie nie przewidziałby pewnie nikt. W obliczu braku Piotra Świercza oraz straty Kennetha Bjerre, mam następującą refleksję. Dimitri Berge „nie grzeszy prędkością” od początku sezonu. Wcześniej jego deficyty były tuszowane przez fakt wyrównanej drużyny, kolektywu pełnego postaci mogących pełnić role wiodące. Teraz, kiedy świetna dyspozycja Francuza była potrzebna, jak nigdy wcześniej, te deficyty zostały uwypuklone. H.Skrzydlewska Orzeł rozpędzał się niezwykle wolno, ale w końcu zaskoczył pozytywnie, i to w najmniej spodziewanym momencie. Bardzo szybko z krośnieńskim torem zaprzyjaźniła się trójka: Lyager, Chmiel, ale przede wszystkim Patryk Wojdyło. Oliwier Buszkiewicz wreszcie przypominał samego siebie z ubiegłej kampanii. To był „mit założycielski” Orła Ślączki. Lepiej późno niż wcale. Na koniec rozważań znów zaznaczę: w Krośnie można oglądać intrygujące widowiska. Drogie Cellfast Wilki – nie dziękujcie za reklamę.
Zwycięśtwo INNPRO ROW-u nie tyle jest gorzkie, co zniekształcające rzeczywistość. Jeśli Piotr Pawlicki kontynuowałby spotkanie, rezultat mógł być podobny, tyle że w drugą stronę. Zwycięzców się jednak nie sądzi. Jedynie pozytywnie oceniać można „latającego” Drabika, na którego usposobienie, sylwetkę patrzy się z nieskrywanym uśmiechem. Rohan Tungate z impetem wrócił na właściwe tory, na wysokie rejestry. Wynik Chrisa Holdera niby zadowalający, acz lista pokonanych „na kolana nie powala”. Jakim cudem Mads Hansen został dopuszczony do powtórki feralnego biegu ? Odpowiedzi nie znam do teraz. Znamy za to konsekwencje zdrowotne, które dotknęły Duńczyka. „Karuzela absurdu” zamiast zwalniać, zdaje się rozpędzać. Krono-Plast Włókniarz przegrał z Rybnikiem, ale przede wszystkim z kontuzjami. Pod Jasną Górą muszą liczyć na jak najszybszy powrót „lidera Pitera”. Na razie jednak czeka ich „męka” z rąk Betard Sparty. We Wrocławiu też wiedzą, co to znaczy nie mieć szczęścia do zdrowia.
W Tarnowie na remis
Tarnów został zdobyty, przynajmniej w jakimś stopniu. W Poznaniu słońce coraz odważniej przebija się przez chmury. Matias Nielsen wreszcie sprostał zadaniom przed nim stawianym, tej mitycznej średniej 1.8, o której wspominałem w ostatnich „Przedbiegach”. Odnotujmy także fakt, że jakkolwiek dźwiga się Bartosz Smektała. W kontekście Tarnowian pragnę zauważyć jeden detal, który wpływa jednak na całościowy obraz. Słabszy mecz Radosława Kowalskiego, a „Jaskółki” tracą na sile. Gorzów oraz Tarnów – geograficznie odległe krainy – na torze sporo analogii.


