
Ależ to był ogień ! Fantastyczny weekend ze Speedway Grand Prix. Nawierzchnia w Manchesterze dała zawodnikom platformę do tego, by umiejętności techniczne w połączeniu z inteligencją torową były główną determinantą sukcesu. Wszystko poza angielskimi ekscesami, pozostawało w ich cieniu. Jeździła Metalkas 2 Ekstraliga, gdzie jazdy na styku było prawdę mówiąc niewiele. Jedziemy z kolejnym „Żużlowaniem”.
Król jest tylko jeden
W Manchesterze było wszystko. Wypełnione po brzegi trybuny, świetny duet komentatorski (Koro-Kuźbik), niepoliczalna ilość optymalnych ścieżek, walka „na żyletki”. „Double header” kompletny, żywa reklama speedway’a. Pierwszy rozdział dwudniowego spektaklu to być może najlepsze grand prix w historii (za krótko żyję na tym świecie, by wydać w tej kwestii jednoznaczną opinię). Rozkładanie na czynniki pierwsze większości odbytych biegów jest całkowicie pozbawione sensu, bowiem można by było temu poświęcić kilkugodzinny wykład. Był Fryderyk „na płocie”, był wszędobylski Zmarzlik, było śmigające po balotach „zhardziałe szczenię :)”).
Kurtz miał Zmarzlika gonić, a okazało się, że Polak będzie „kangurowi” uciekał. Nie świadczy to o słabości Brady’ego, bowiem za nim dwa świetne turnieje. Świadczy to wyłącznie o wielkości Zmarzlika, którego w drodze na szczyt zatrzymać się nie da. Po majestatycznym występie w sobotę, powietrze zeszło z Bewley’a. Właśnie to odróżnia tych kapitalnych od mistrzów w swoim fachu. Umiejętność kontroli emocji, zachowania wysokiego poziomu koncentracji, regularność dyspozycji. Nie zmienia to oczywiście faktu, że Bewley „złote chwile” przeżywał. To jednak wciąż tylko i aż chwile. Za dni kilka kolejny epizod tegorocznego cyklu. Zawitamy w progi Gorzowa Wielkopolskiego.
Tarnowianie mimo wszystko na plus ; kłopoty Naj…yyy…Ostrowa
Okej, Autona Unia Tarnów zebrała baty w Bydgoszczy. Żadne to zaskoczenie, a wręcz każdy się tego spodziewał. Mimo srogiej porażki, jest na czym budować. Objawił się ostatnimi czasy Radosław Kowalski, który wpadek z oczywistych względów jeszcze nie unika, ale punktuje ponad stan, a co najważniejsze – obiecująco wygląda na motocyklu. Kolejnym promykiem nadziei przy Sportowej był Marko Lewiszyn, a i Szczepaniak połapał się na starych śmieciach. O zwycięzcach zbyt wiele mówił nie będę. Wywiązali się ze swojej roli. Pochwalić należy Emila Maroszka, bo nie ukrywajmy, to on skradł show w nominowanych, zresztą w pełni zasłużenie. Abramczyk Polonia niedługo wychowankami może stać i bardzo dobrze.
Dzień wcześniej „Jaskółki” złoiły u siebie Moonfin Malesę. Pewne rzeczy można usprawiedliwić brakiem Luke’a Beckera, ale są pewne granice. Jeśli Ostrowianie w czwartek potrafili w Poznaniu uciułać 44 punkty, to z całym szacunkiem, ale 33 „oczka” w Tarnowie są klęską, żeby nie powiedzieć wstydem. Tym, kto w Ostrowie zwraca moją pozytywną uwagę, jest Frederik Jakobsen. Jego ułożenie na motocyklu, harmonia i płynność, elegancja w wykonywanych atakach – naprawdę mogą robić wrażenie. Do „Jaskółek” na moment wracając, mają one w swoich szeregach wyraźnie „rannego ptaka”. Matej Zagar jest wolny, po prostu. Pewnie chce, ale nie może. Szkoda, bo pałam sympatią do słoweńskiego komandosa.
W Poznaniu mają o czym myśleć, co uwydatniła postawa trenera Jóźwiaka w pomeczowym wywiadzie. Niby wygrał, ale co to za zwycięstwo. Ryan Douglas wsparcie w kolegach wreszcie miał, jednak chciałoby się więcej.
Wilki zraniły Żurawie ; Leszczynianie wykonali zadanie
Fogo Unia Leszno może odmeldować rzetelne dopełnienie formalności. H.Skrzydlewska Orzeł Łódź przyjechał na ścięcie i nie wydarzyło się nic, czego plan by nie zakładał. Mania na punkcie Manii znowu opanowała Leszno. Generalnie wszyscy solidarnie, względnie równo podzielili się kawałkami z 60-punktowego tortu. Jedynym latającym na wysokim pułapie „Orłem” był nie pierwszy raz już Robert Chmiel.
Cellfast Wilki znów dowiodły swojej wartości i tego, że zamierzają deptać po piętach dwóm możnym Metalkas 2 Ekstraligi. W lekkim dołku znajduje się Jakub Jamróg ? Nie ma sprawy, bowiem wjeżdża William Drejer i dokłada ważne punkty. Są liderzy z prawdziwego zdarzenia. Jest „druga linia”, która w buty liderów również może spokojnie wejść. Dla Rzeszowian wynik jest mam wrażenie lepszy, niż sama jazda. Po pierwszej serii zapowiadał się sowity pogrom, a na koniec status quo został bez mała utrzymany. Chciałem, by Paweł Przedpełski dawał od siebie „coś ekstra”. Myślę, że w Krośnie właśnie to zrobił. Wciąż jednak posiadam mało odpowiedzi w kontekście ekipy Pawła Piskorza, a to już połowa sezonu.


