Cisza przed burzą #8: Trzyniec pod znakiem ciężkich, mistrzowskich batalii

Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy rozpiska XTB KSW 111 jest fascynująca, odpowiedziałbym przecząco. Między słowem „fascynująca”, a „interesująca”, jest jednak pewna przestrzeń, a ta została zagospodarowana w całkiem udany sposób. Stefan Vojcak spróbuje zrobić coś, w co nie wierzy już prawie nikt. Sporo spodziewam się po starciu o pas wagi półciężkiej. Haratyk oraz Leśko regularnie dbają o funkcję rozrywkową wydarzeń ze swoim udziałem.

Smaczki pierwszych taktów

Za jeden z ciekawszych bojów pierwszej części sobotniej gali, uchodzi w mojej opinii pojedynek Paczóski-Górniak. Przed „Papą” największe wyzwanie w króciutkiej jak dotychczas karierze. Spoglądając na aspekt związany z umiejętnościami sensu stricto, za faworyta uchodzi w moich oczach Górniak. „Flinston” jest szybszy na nogach, dobrze pracuje boksersko, wyprowadza ciosy ze sporą częstotliwością, niezłą dynamiką. Tym „ale” w analizowanym starciu są warunki fizyczne Paczóskiego. Stając naprzeciw dwumetrowego kolosa mogącego zaprzęgnąć element zapaśniczy, nic nie jawi się jako oczywiste, tudzież łatwe. Niemniej jednak, to Górniaka upatruje jako zwycięzcę.

Zarówno Adrian Dudek, jak i Bartosz Kurek mają czym grzmotnąć. Kiedy jednak wgłębię się w ciąg myśli związanych z charakterystyką obu panów, wyżej stawiam akcję fightera z Częstochowy. Dudek w swoich bojach często nie bierze jeńców, stroni od półśrodków. Od Kurka oczekuję lepszego usposobienia taktycznego, metodycznej pracy, przygotowywania się pod jedną, efektywną akcję. Abstrahując od wspomnianych aspektów, w Kurku drzemię moim zdaniem większy potencjał rozwojowy.

Nad Laurą Grzyb wciąż widnieje rozpoztarty „parasol ochronny”. Vankova jest utytułowaną zawodniczką sportów uderzanych i potencjalnie może stanowić dla Polki mniejsze, czy większe zagrożenie, choćby poprzez kopnięcia. Chcąc jednak „wspinać się po szczeblach” wszechstylowej walki wręcz, Grzyb musi takie „przeszkody” pozostawiać za sobą. Szczególnie, jeśli mowa o rywalce, której mariaż z MMA dopiero się zaczyna.

Obowiązek Brichty ; żołnierski marsz Pawlika ?

Stosunkowo niedawno Leo Brichta zszedł do kategorii piórkowej. Dla przeciwwagi, jego rywal, Werlleson Martins, postanawia pójść wyżej. Już sam ten fakt dostarcza mi myśl, że przewaga warunków fizycznych powinna być gargantuiczną korzyścią czeskiego bohatera. Ostatnimi czasy, kariera Brichty nie układa się w modelowy sposób, obfita jest w liczne potknięcia. Oczywiście, Czech przegrywa z renomowanymi zawodnikami, jednakże oczekiwanie wobec niego wysuwane są w pełni uzasadnione. Nazwałem to starcie „obowiązkiem”, albowiem Martinsa uznaje za niezwykle solidny weryfikator. Aspiracje Brichty nakazują przejść tę weryfikację w pomyślny sposób, a co za tym idzie, z powrotem „plątać się” w okolicach szerokopojętej czołówki. Nie wydaje mi się, by omawiane starcie trafiło do parteru, a na nogach karty powinien rozdawać Czech. Jeśli przekrojowy Brazylijczyk postanowi wpleść grę zapaśniczą, piętno powinien odcisnąć punkt wyjścia – warunki fizyczne.

Mateusz Pawlik, czyli ten, który pojawił się znikąd, a wyszedł ze sporym kapitałem. Z Wiktorem Zalewskim sporą rolę odegrała warstwa wolicjonalna – nieustępliwość, determinacja, poszukiwanie zwarcia, kontaktu. Niewykluczone, że w sobotę przydadzą się podobne przymioty. Matus Juracek jawił się jako bardzo ciekawy, nieszablonowy zawodnik, jednak ostatnie występy pod egidą KSW, to historie zupełnie nieudane, a może i poniekąd zagadkowe. Czech sprawiał wrażenie, jakby z kolejną sekundą starcia, tracił przekonanie do własnych umiejętności, wiarę w ostateczny sukces. Juracek wraca po zwycięstwie na gali RFA i sam jestem ciekaw jego oferty. Kluczem Pawlika zdaje się być wywieranie presji i próba przełamania Czecha.

Mistrzowskie rozgrywki

Z niecierpliwością oczekuję boju Bartosza Leśki z Rafałem Haratykiem. Teoretycznie, argumenty zdecydowanie przemawiają za aktualnym mistrzem. Z drugiej strony, Leśko ma w swoim wachlarzu nutkę klatkowego szaleństwa, nieco ekstrawagancji. Spotykają się dwa zupełnie odmienne, acz intrygujące style. Haratyk elastyczny, opanowany, inteligentny, wyglądający na nieskoordynowanego, jednocześnie bijący z różnych kątów, a co za tym idzie – nieczytelny dla rywala. Panujący mistrz nie daje absolutnie żadnych przesłanek, by podważać jego kompetencje klatkowe. Choć racjonalna część mnie faworyzuje strażaka z Bielsko-Białej, to nie zamierzam stawiać Leśki w pozycji jednoznacznie straconej. Bojownik Mighty Bulls powinien skupić się na pracy w dystansie, być może poszukiwaniu firmowych kopnięć wszelakiej maści. Nie jestem jednak przekonany, czy z biegiem czasu, przy tak eksploatacyjnym sposobie walki, do głosu nie zaczną dochodzić deficyty kondycyjne.

Czy Stefan Vojcak ma narzędzia, by jakkolwiek zaszkodzić De Fries’owi ? Tak, natomiast mieć atrybuty, a je wykorzystać, to dwie różne sprawy. Szczególnie, jeśli naprzeciw „wita cię” przesympatyczny, a zarazem niewiarygodnie efektywny Brytyjczyk. Metoda na Phil’a klarowna i oczywista – nie dać się złapać. Niby proste, ale od ośmiu lat nikomu ta sztuka się nie powiodła. Panujący mistrz w niepodważalny sposób korzysta ze swojego kapitału, łącząc umiejętności z posiadanymi gabarytami, stwarzając „mur nie do przebicia”, „mieszankę doskonałą”. A co, jeśli Vojcak spróbuje obalić Phil’a ? Nie posądzam go o to, jednakże mogłoby to uchodzić za odważne, ciekawe urozmaicenie. Wracając na ziemię, Słowak dysponuje „bombą” w dłoni, natomiast musi ulokować ją na twarzy rywala szybciej, niż ten „wjedzie” mu w nogi. Jakby to ująć, ciężko będzie Panie Vojcak, oj ciężko…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry