Żużlowy sezon ogórkowy #3: Bartosz Zmarzlik – definicja zwycięzcy

Nie znajdziecie w tym tekście charakterystycznych dla sylwetki elementów życiorysu, czy zestawienia rozmaitych osiągnięć. To osobista percepcja postaci polskiego mistrza, miejscami przypominająca laurkę. Bartosza Zmarzlika można darzyć mniejszą lub większą sympatią, ale nie da się podważyć faktu, że mówimy o jednostce wybitnej.

Wciąż niedoceniony ?

Na początek trochę prywaty. Stałem się fanem Bartosza Zmarzlika, zanim to było modne. Kiedy jako młokos, nastolatek wchodzący w świat speedwaya, udzielał wywiadu w trakcie jakiegoś ligowego meczu, moją uwagę zwrócił charakterystyczny głos. Zgadza się, nie jest to zbyt wyszukane kryterium. Niemniej jednak byłem wówczas małym dzieckiem. Ta ogromna sympatia trwa do dnia dzisiejszego, choć wspomniany głos nie uchodzi już za główny jej „magnes”.

Bartosz Zmarzlik to jeden z niewielu, a być może i jedyny przedstawiciel środowiska żużlowego, który swoją osobą wykracza poza jego ramy. Spokojnie możemy nazwać go dumą, wizytówką, ambasadorem czarnego sportu. Jeśli losowy przechodzień pozbawiony punktów stycznych z żużlem, miałby cokolwiek o nim powiedzieć, najpewniej wskazałby na Zmarzlika. Mimo wszystko odnoszę wrażenie, że mistrz wciąż pozostaje niedoceniony.

Spora dawka antypatii wobec Polaka , wylewała się podczas sławetnej już rywalizacji z Bradym Kurtzem. Jasne, każdy może mieć własne preferencje. Jeden bardziej ceni tego, drugi innego. Rzecz w tym, że spora część niepochlebnych opinii/komentarzy nosiła znamiona bezpodstawnych, niczym nieuzasadnionych. Abstrahując od polsko-australijskiej batalii, na podstawie własnych obserwacji twierdzę, że Zmarzlik nie jest personą specjalnie wielbioną. Być może paradoksalną przyczyną tego stanu jest monotonia w kolekcjonowaniu kolejnych tytułów. Często przywoływany jest także brak Rosjan w stawce SGP, a co za tym idzie, potencjalne ułatwienie dla Polaka. Zmarzlik nie ma jednak w tej kwestii nic do gadania, on najzwyczajniej maksymalizuje osiągi w zastanych warunkach.

Poszukuję analogii wśród innych sportów. Robert Lewandowski, czy Iga Świątek też często nie mogą liczyć na litość rodaków. Przyznam, że niezwykle ciężko zrozumieć ten fenomen, a jeszcze ciężej sensownie go wytłumaczyć. A może najzwyczajniej głosy malkontentów są bardziej słyszalne. Ci noszący poczucie dumy, zainspirowani sukcesami innych, nie odczuwają potrzeby uzewnętrznienia. Nawet jeśli swoje zadowolenie eksponują, nośniejsze pozostają negatywnie zabarwione komunikaty. Sądzę, że zarówno Zmarzlika, jak i Lewandowskiego doceni historia. Urzeczywistni się klasyczny schemat. Oni skończą wybitne, jedyne w swoim rodzaju kariery, a co niektórym otworzą się oczy.

Zmarzlik i jego harmonia z motocyklem

To, co czyni Bartosza Zmarzlika tym, kim jest, postanowiłem podzielić na dwa śródtytuły. Zacznijmy od aspektu odnoszącego się do kompetencji torowych sensu stricto. Jestem zwolennikiem teorii, która nie bagatelizuje wkładu umiejętności w osiągi żużlowców. Jeśli ktoś zapyta mnie o proporcje w zestawieniu człowiek, a jakość sprzętu, nie odpowiem mu jednoznacznie na to pytanie. Wychodzę z założenia, że mierny rider nie uczyni takiego użytku z motocykla, jaki jest w stanie uczynić zawodnik klasy światowej (przy założeniu, że ma pod czterema literami „rakietę”). Podobnie ten mechanizm działa w skrajnie innym punkcie wyjścia. Świetny żużlowiec wyciśnie więcej z wątpliwej jakości „osiołka”, niż człowiek pozbawiony daru. Do samego sprzętu, czy umiejętności, dochodzą również inżynieryjne czynniki, jak czucie motocykla, dopasowanie ustawień do aktualnych warunków torowych/atomosferycznych.

Choć znaczenie sprzętu wzrasta (szczególnie biorąc pod uwagę polskie, równiutkie owale), to Bartosz Zmarzlik jest idealnym przykładem ucieleśniającym moje powyższe słowa. Kiedy „F16” jest najszybszy, nie przeszkadza swojemu motocyklowi, płynie, pozostaje z nim w harmonii, tworzy żużlowy teatr. Niejednokrotnie (choć rzadko) w ostatnich latach zdarza się jednak, że Zmarzlik najszybszy w stawce nie jest. Właśnie wtedy tworzy się przestrzeń, platforma dla uwypuklenia kunsztu, czegoś, co umiejscawia Zmarzlika na piedestale światowego speedwaya. Na to „coś” składa się unikalna sylwetka, elastyczność, chirurgiczne opanowanie oraz kontrola nad „rumakiem”. Ileż to razy miałem wrażenie, jakby Polak wydrapywał punkty siłą woli. Oczywiście, Zmarzlik często stompa po cienkim lodzie, jedzie na żyletki, jest w swoich ruchach odważny i przebojowy. Niemniej jednak ta granica najczęściej nie zostaje przekraczana. Zmarzlik decyduje się na ryzykowne manewry, jednocześnie umiejętności pozwalają mu wychodzić obronną ręką, nie godząc przy tym w bezpieczeństwo rywali.

Zaprogramowany na zwycięstwo

Ze sfery nazwanej przeze mnie kompetencjami torowymi, przejdźmy do tej osobowościowej, mentalnej. Z wielu wypowiedzi środowiskowych, ale i słów samego Zmarzlika, wysuwa się jeden wniosek. Ten człowiek jest opętany żużlem. Ten człowiek ma rzeczywistą obsesję na punkcie speedwaya. On żużel chłonie, on nim oddycha, a w jego żyłach płynie metanol. Przejdźmy na płaszczyznę żywych przykładów.

Podczas każdego jednostkowego wyścigu, niezależnie od rangi zawodów, spod kasku wylewa się determinacja, ambicja, nieokiełznana żądza zwycięstwa. Jeśli skrupulatnie obserwujemy transmisję, zauważymy pewien schemat. Po każdym biegu Zmarzlik melduje się w boksie i pierwszą wykonaną czynnością jest wymiana odczuć ze swoim teamem. „F16” nie tylko wykonuje efektowną pracę, ale dogląda procesu, który tą zabawę mu umożliwia. A propo teamu, Polak od lat współpracuje z tą samą drużyną, ludźmi, z którymi doskonale się rozumie (brat Paweł, tata Paweł, Seweryn, Grzegorz). Polak niejednokrotnie podkreśla ważną rolę rodziny, swoich najbliższych. Krótko syntetyzując myśl, w instytucji o nazwie Bartosz Zmarzlik, każdy element układanki ma przeznaczone sobie miejsce.

Zmarzlik oczywiście jest indywidualistą. Gdyby nim nie był, prawdopodobnie nie mówilibyśmy o 6-krotnym mistrzu globu. Tak, czy siak Zmarzlik bez cienia wątpliwości stanowi wartość dodaną dla zespołu, i to nie tylko ze względu na indywidualny dorobek punktowy. O ile na torze Polak raczej nie bywa koleżeński, tak poza nim już jak najbardziej. Możemy obserwować odprawy, gdzie Zmarzlik jest ciekawy, pyta, dzieli się, żyje zagadnieniami zespołu. Ten facet wyznacza poprzeczkę współczesnego żużla. Polak relatywnie szybko wspiął się na szczyt, a cechy go tworzące, pozwalają na tym szczycie się utrzymywać. Wielką sprawą jest móc doświadczać ery najwybitniejszego żużlowca w historii.

Zapraszam do lektury poprzednich artykułów cyklu:

Żużlowy sezon ogórkowy #1: Popularność żużla w Polsce, czyli jak to jest z tym speedwayem – Bezkres sportu

Żużlowy sezon ogórkowy #2: Żużel i jego kondycja w aspektach systemowych (zagraniczny junior, U24, fundusze,…) – Bezkres sportu

LINK: INSTAGRAM

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry