
Wczorajszy spiel na Allianz Arenie miał być dla mnie przestrzenią, pretekstem do docenienia zespołu Hoffenheim. Choć wynik wygląda na sowite manto bez taryfy ulgowej, to paradoksalnie „Wieśniaków” jest za co pochwalić. Oprócz powyższego wątku rzut oka na przestworza bundesligowej rzeczywistości, wszak od ostatniej publikacji minął niespełna miesiąc.
Godna klęska Hoffenheim
Pierwszy kwadrans toczył się w dobrym, satysfakcjonującym tempie. Podobał mi się fakt, że Hoffenheim, zgodnie z własnym „ja”, wyprowadzało piłkę spod własnej bramki, nie bało się nią operować. Świat zaczął się walić po czerwonej kartce Akpogumy. W tym momencie dał o sobie znać brak Hranaca. Zastanawiam się jednak, czy określenie „świat zaczął się walić”, jest w tym wypadku adekwatne. Dochodzę do wniosku, że nie do końca. Hoffenheim nie przyjęło biernej postawy, pozostało podłączone do prądu, co pochwaliłem w krótkim komentarzu na INSTAGRAMIE . Funkcjonowały skrzydła, celnie dośrodkowywali Prass, czy Coufal. Prezent od Neuera wypakował Asllani wespół z Kramariciem. Morale podkopała feralna końcówka pierwszej części. Zastanawiałem się wówczas, czy „Wieśniacy” wytrzymają narzuconą przez Bayern intensywność. Obraz Hoffenheim w drugiej połowie stał się jakby bledszy, mniej wyrazisty pod kątem efektywności. Zaimponował mi jednak fakt, że nie zaprzestali starań w kreacji, mimo zaistniałego wyniku.
Bayern od pierwszych taktów wyglądał na rozsierdzony, wściekły, co skorelowane z ostatnimi miernymi rezultatami. Bawarczycy mogliby nacisnąć na hamulec przy stanie 4-1, tymczasem jakby spotkanie trwało cały dzień, do zmroku wbijaliby piłkę do siatki. Długo proporcje rozkładały się naprawdę równo, co uwypukla chociażby statystyka posiadania piłki. Ekipa Kompanego w końcu wrzuciła jednak wyższy bieg. W znamienny dla siebie sposób odnajdywali się w grze na małej przestrzeni, blisko pola karnego Hoffenheim. Oczywiście należy podkreślić nazwisko Diaz, który wbił na „plac zabaw” i notował konkret za konkretem. Reasumując, bardzo pozytywna reakcja Monachijczyków na ostatnie niepowodzenia.
Wrócę jeszcze na chwilę do drużyny z Sinsheim w oderwaniu od wczorajszego meczu. Christian Ilzer objął zespół w trakcie poprzedniej kampanii. Zespół Hoffenheim naznaczony był wówczas marazmem, stagnacją, nicością. To był pacjent, którego przy życiu utrzymuje wyłącznie respirator. Swoją frustrację wylewał Andrej Kramaric, żywa ikona, którą tym bardziej bolał stan faktyczny. Na domiar złego, umówmy się, początek pracy Austriaka był jaki był. Na tamten kształt nałóżmy teraz aktualną aparycję „Wieśniaków”. Dowiemy się, ile potrafi zdziałać czas, zaufanie, spokojna, metodyczna, konsekwentna praca, przemyślane ruchy kadrowe. Dzisiejsze Hoffenheim ma liderów, tożsamość, wyniki i spore szanse na Champions League.
Co tam słychać w Bundeslidze ?
W zespole z Dortmundu nie zmieniło się zupełnie nic w porównaniu do stanu, który wielokrotnie omawiałem na łamach tego portalu. Niemniej jednak, abstrachując od siermiężnego stylu, doceniam powtarzalność osiąganych rezultatów. W maszynie z Lipska ostatnimi czasy sporo uchybień. Nie inaczej sprawa się ma w kontekście Leverkusen. Nie szczędziłbym kolejnych pochlebstw w stronę Stuttgartu, no ale porażka z St. Pauli chluby nie przynosi. Eintracht Toppmollera wyspecjalizował się w regularnym traceniu trzech bramek, dlatego Dino na pokładzie już nie ma.
Druga połowa tabeli, jak to często w Bundeslidze bywa, naznaczona jest sporym ściskiem. O ile Koeln jako tako punktuje, Hamburg zmierza w dobrą stronę, Mainz Ursa Fishera wyszło na prostą, tak w Wolfsburgu po staremu. Jak już przy negatywach jesteśmy, to w dół pikuje impotentny w ataku Werder (już bez Horsta Steffena). Borussia Eugena chwieje się nogach, choć sytuacja jest jeszcze relatywnie stabilna. Artykuł zakończę pozytywnie, wracając na moment do ekipy z Moguncji. Jest ład, skład, niezłe ruchy transferowe, cztery zwycięstwa w pięciu ostatnich meczach, oni z Bundesligi nie spadną.
Zapraszam serdecznie na INSTAGRAMA



