Żużlowanie #22: Zdyscyplinowany Pres sięga po złoto ; kosmiczny rudzielec

Toruń „kąpie się w złocie”, złocie długo nie widzianym, niezwykle wyczekiwanym, ale co najważniejsze – zasłużonym. Jeśli komuś nie chce się czytać „obfitej laurki dla aniołów”, zachęcam do zaprzestania lektury tej publikacji. Nad Wartą „woda” się stabilizuje, przynajmniej w aspekcie sportowym. W Bydgoszczy, nieziemskiego Andersa Thomsena, przyćmił debiutujący „kosmiczny rudzielec”.

Udźwignęli ciężar

Za nami wyborne zwieńczenie sezonu, o ironio, na nudnawym dotychczas owalu w Lublinie. To „Lambo” przemykający obok mistrza świata na ostatniej prostej, to Emil Sajfutdinow ze swoimi „cudownymi nożycami”. Jaki był wczoraj Pres Toruń ? Inteligentny, umiejący liczyć – czytaj odpowiedzialny, stawiający dobro zespołu nad własne, ambitne, partykularne interesy. Jeśli goście jechali wczoraj na 3:3, próbowali ten stan rzeczy podtrzymać, a już na pewno go nie zaprzepaścić. Jak już nieraz wspominałem, torunianie stanowią zespół, na różnych polach znaczeniowych tego słowa. Ten stan oczywiście nie bierze się znikąd. To dobry moment, by wspomnieć o Piotrze Baronie. Facet w sukces obraca wszystko, za co się bierze. Czy ktokolwiek, oprócz Patryka Dudka, zrobił wczoraj ponadprzeciętne wrażenie ? Nie, natomiast suma punktów po stronie gości wynosi 38. Dzięki temu, „Anioły” trzymają teraz w ręku medale z ponadprzeciętnego kruszczu.

Orlen Oil Motor Lublin posiadał wczoraj sporo narzędzi, by toruńskie święto zepsuć. „Koziołki” były wręcz idealnie sklejone z domowym owalem. Na przeszkodzie stanęło jednak to, co teoretycznie nie powinno mieć miejsca, wszak ze spotkaniami tej rangi gospodarze mieli sporo do czynienia ostatnimi czasy. Mówię o spokoju, opanowaniu, odpowiedzialności, czyli przymiotach będących siłą gości. Jedno niepotrzebne wykluczenie, później kolejne, dwie straty pozycji na ostatnich metrach, a złoto „odlatywało”, stając się w końcu niedoścignionym bytem.

Meczycho w Bydgoszczy

Z nieskrywaną radością oczekiwałem debiutu Maksymiliana Pawełczaka. To wyjątkowy przypadek trzeba przyznać. Chłopak nie zdążył jeszcze zadebiutować w lidze, a o jego istnieniu wiedziała cała żużlowa Polska. Jeśli „świeżo upieczony 16-latek” rozstawia po kątach zawodników Grand Prix, to wiesz, że masz do czynienia z talentem epokowym. Będę pompował mityczny balonik, bo są ku temu solidne podstawy. Miałem okazję oglądać na żywo Pawełczaka podczas finału DMPJ w Krośnie i potwierdzam – on jest prawdziwy. Mam nadzieję, że tego „diamentu” nikt nie zaniedba.

Rozpieszcza nas tor w Bydgoszczy ostatnimi czasy i nie inaczej było wczoraj. Z walorów estetycznych niekoniecznie muszą cieszyć się gospodarze, bo czego by nie mówić, przewaga jest to nikła. Byłaby sporo większa, gdyby nie Anders Thomsen. Duńczyk lubował się wczoraj w bydgoskich kątach, penetrując wszelkie optymalne ścieżki. Gdyby nie Pawełczak, to właśnie Thomsen byłby obiektem wszelkich westchnień. Można powiedzieć, że w pojedynkę przybliżył Gezet Stal do upragnionego utrzymania. Brutalnie zweryfikowany został za to Oskar Paluch. Rzemiosło żużlowe w aspekcie technicznym, skrywa jeszcze przed nim sporo tajemnic.

Jak o Abramczyk Polonię chodzi, nikt jednoznacznie nie zawalił spotkania, jednocześnie nikt nie zbliżył się do szczytu osobistych możliwości. Wśród seniorów panowała nijakość, tudzież nieregularność. W taki sposób da się wygrać mecz, ale o solidnym dorobku nie ma mowy. Trio Huckenbeck-Woźniak-Łoktajew zanotowało sumarycznie 21 punktów. To znamienne…

Spartańska formalność

Po wstydliwym występie przy Paderewskiego, grudziądzanie dali choć trochę uśmiechu swoim kibicom. Mogli sobotnie spotkanie potraktować po macoszemu, a mimo to, starali się „zmazać rozległą plamę”. Sporo komplementów skierowałem dotychczas w stronę „Liglada” i z przyjemnością zrobię to jeszcze raz, głównie za sprawą 15 gonitwy, czyli „złota w czystej postaci”. Poza nim, tegoroczna esencja Bayersystem GKM-u, czyli mizerny Fricke, bardzo dobry u siebie Tarasienko, solidny Miśkowiak, oraz Jaimon „jajko niespodzianka” Lidsey. Tak, czy siak, ludzie związani z grudziądzkim speedway’em mogą spać spokojnie. Projekt zmierza w dobrym kierunku.

Wśród „Spartan”, pochylę się nad Bartłomiejem Kowalskim. Niestety, zawodnik WTS-u to w tym roku gorsza wersja samego siebie, z pogłębiającymi się problemami, a konkretniej jednym problemem. „Diabeł” tkwi rzecz jasna w meczach wyjazdowych. Przed Kowalskim ważny rok, ostatni z „parasolem ochronnym” nad głową. Liczę, że znajdzie receptę na wyjazdową niedolę. Tego dowiemy się jednak dopiero za ciąg długich miesięcy. Tymczasem jeszcze nieszczęsny SoN, który mam nadzieję, przestanie funkcjonować jako nieszczęsny, po czym wejdziemy w „sezon ogórkowy”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry