
Zostaliśmy wynagrodzeni dwójnasób za te wątpliwej jakości, ciężkostrawne widowiska z końcówki rundy zasadniczej. W ostatnich dniach słowo „widowisko” nabrało właściwego sobie znaczenia. „Anioły” latały po pulsującej Motoarenie. Gezet Stal wykonała swój plan, ogrzewając się w blasku Andersa Thomsena. W Rybniku przedłużono nadzieje na zwycięstwo, czego nie można powiedzieć o Bayersystem GKM-ie, czy „Wilkach” z Krosna.
Toruński spektakl ; wodzirej Thomsen
Tego typu wydarzenia sprawiają, że w żużlu można się zadurzyć. Toruńskie harce, czyli moc długich prostych, nożyc, czy innych „dzid w kredę”. Z perspektywy Betard Sparty problem jest jednak taki, że harcującymi najczęściej byli gospodarze. Mówiłem, że Pres Toruń swoją siłę opierał będzie głównie na kapitale wywalczonym na domowej nawierzchni. Trzeba przyznać, że ten kapitał jest imponujący. Początek niewinny, zwiastujący wyrównany bój, ale z czasem, do zmieniających się warunków, adaptowały się wyłącznie „Anioły”. Spójrzmy na twarde dane. Jedno zwycięstwo biegowe „Spartan”, cztery indywidualne. To mówi samo przez się. Zawiodło wszystko po trochu – gasnący Janowski, Bewley, ale również, czy przede wszystkim „szorstka relacja” Kurtza z Motoareną. Dla przeciwwagi, wśród zawodników Pres-u zgadza się niemalże wszystko. Gonitwy 9-12 to równia pochyła dla gości, czego zwieńczeniem, ale i symbolem, było 5-1 pary Kvech-Kawczyński. Droga do finału nie jest dla „WTS-u” rzecz jasna zamknięta, ale stała się długa, wyboista, wymagająca.
Mam wrażenie, że spotkanie na Krono-Plast Arenie szczerze uśmiechnięci skończyli wyłącznie goście. Jest ku temu kilka powodów. 42 punkty to rezultat przynajmniej bardzo dobry, a należy przy tym nadmienić, że to wszystko bez obolałego Oskara Palucha, czy z chwiejnym w niedzielę „łotewskim wojownikiem”. Tego typu „obraz” nie byłby możliwy, gdyby nie galaktyczny występ Andersa Thomsena, który swoją jazdą „malował pejzaże”. Pogoń z 6 biegu przywołała mi na myśl tą sprzed roku z Zielonej Góry, kiedy natchniony przedarł się z końca stawki na jej przód. Czy wrócił stary, dobry Thomsen ? Istnieją ku temu przesłanki. Jeśli Wiktor Lampart, Mads Hansen oraz juniorzy odjeżdżają dobre spotkanie, a drużyna zdobywa 48 punktów, to coś ewidentnie musiało nie wyjść. I nie wyszło Kacprowi Worynie. Choć z bonusami jego rezultat nie wygląda najgorzej, tak zawodzą te najważniejsze, „twarde” zdobycze.
Motor niszczy zabawę ; ROW wygrywa
Płonne nadzieje Bayersystem GKM-u zgasły z przytupem. Strata Przyjemskiego okazała się mniej dotkliwa, niż mogłoby się wydawać. W tym miejscu należy pochwalić Bartosza Jaworskiego, który oprócz cennych punktów w piątek, w sobotę spiął klamrą ten przełomowy dla siebie weekend, zostając mistrzem europy U-19. Poza tym, w Lublinie „stara bida”, nic nowego. Słabe spotkanie zaliczył Dominik Kubera, co i tak przesadnie nie przeszkodziło „Koziołkom”. Bartosz Zmarzlik od kilku ekstraligowych kolejek, znajduje się na innej, tylko sobie znanej „planecie”. Ciężko o lepszy rezultat dla „Gołębi”, jeśli para Australijczyków zdobywa sumarycznie 8 punktów. Niemniej jednak konsumpcja historycznego dla klubu wyniku trwa, brązowe medale wciąż leżą na stole. Jeszcze nie tak dawno, jazda we wrześniu stanowiła dla kibiców grudziądzan niedoścignione marzenie, a dziś jest rzeczywistością.
Mam przekonanie, że INNPRO ROW „stanął na rzęsach”, by ostatecznie uzyskać tylko i aż 46 punktów. Tylko, bo umówmy się, zaliczka to nikła. Aż, bo jak by nie było, zwycięstwo zawsze buduje. Czy Nicki Pedersen był sabotażystą ? Niekoniecznie, albowiem był on po prostu sobą. Czy byciem sobą, można usprawiedliwiać piątkowe ekscesy z nim związane ? Znowu – i tak, i nie. Tak, bo w Pedersenie zauważalne było „wojownicze usposobienie”, nie tylko w parku maszyn, ale również na torze. Nie, bo mimo wszystko, działał na szkodę drużyny. Rybniczan cieszy z pewnością „zmartwychwstanie” Rohan’a Tungate’a. Jak o Falubaz chodzi, można powiedzieć, że status quo został utrzymany. Problemy wciąż te same, przełomów nie stwierdzono. Oczywiście „Myszy” są faworytami rewanżowej potyczki i mniemam, że szalę na swoją korzyść przechylą. „Rekiny” pokazały jednak w fazie zasadniczej, że owal przy „W69” nie jest im straszny.
Gryfy atakują ; „ostro po swoje”
Nie dość, że „beton” w Krośnie nie przyniósł estetycznego waloru, to Cellfast Wilki również na tym rozwiązaniu nie skorzystały. Niedzielna potyczka potwierdziła w zasadzie wszystko, o czym pisałem w ostatnich „Przedbiegach” ( Przedbiegi #18: Anioły odlecą Sparcie ? ; Włókniarz i Stal o spokój ; ostrowska zagadka – Bezkres sportu ). Świetna postawa miejscowych juniorów, trzymający fason Pollestad oraz Musielak i to tyle, jak o „wilcze” pozytywy chodzi. Mam wrażenie, że swoimi taktycznymi manewrami nie pomógł drużynie również Piotr Świderski. Dwie szanse dla Williama Drejera, przy takich, a nie innych uwarunkowaniach, to przynajmniej o jedną za dużo. „Gryfy” pewne, od początku do końca zmierzające w kierunku finału. Dobierali lepsze niż gospodarze ścieżki, co nieco zaskakujące. Tom Brennan nie przestaje robić furory, czym podkreśla, że ten sezon to milowy krok w jego karierze.
Choć losy ostrowsko-łódzkiego dwumeczu nie są jeszcze w mojej opinii rozstrzygnięte, to H.Skrzydlewska może delikatnie „pluć sobie w brodę”. Dzielnie trzymali względnie optymistyczny dystans, by w biegach nominowanych z 8 punktów straty, zrobiło się 12. Matej Zagar nie okazał się zbawcą na białym koniu. Łodzki „wózek” ciągnęło trio Lyager-Wojdyło-Chmiel. Duńczyk niejednokrotnie dbał o naszą rozrywkę, co rusz „całując bandę”. Generalnie rzecz biorąc, ostrowski owal spisał się na medal. Moonfin Malesa Ostrów stanowiła w niedzielę prawdziwą drużynę, kolektywnie zbierając zdobycze, co przy przebiegu obecnego sezonu, nie było oczywistością. Brylował Luke Becker do spółki z Sebastianem Szostakiem. Na pewnym etapie spisywałem Polaka na straty, jak widać – błędnie. Teraz tylko słowo klucz, a mianowicie stabilizacja, co w kontekście Szostaka jest kwestią niezmiernie ważną. Swoją robotę wręcz z nawiązką wykonał Anders Rowe, podobnie „nieśmiertelny” Grzegorz Walasek. Reasumując, do Ostrowa zawitał spokój, ale z racji tego, że mówimy o speedway’u, sytuacja szybko i brutalnie może się odwrócić.


