
Miniony piłkarski weekend na arenie międzynarodowej obfitował w kilka wartych uwagi zdarzeń. Madryckie siły straciły punkty, Tottenham pokonał Manchester United w „meczu na szczycie”, a we Francji byliśmy świadkami dwóch pogromów. Prawdziwą „truskawką na torcie” były niedzielne derby d’Italia, gdzie Juventus Thiago Motty zwyciężył mediolańskiego potentata. Oto kilka myśli związanych z tym, czego świadkami mogliśmy być w ostatnich dniach.
Juventus z zaskakującym triumfem
Przed wczorajszym hitem weekendu mało kto spodziewałby się rezultatu, jaki widnieje na tablicy końcowej. Do tego grona zaliczam się również i ja. Niezwykle imponujący jest dla mnie produkt, jakim jest Inter Mediolan Simone Inzaghiego. Jeśli jesteśmy już przy tej terminologii, w moim mniemaniu wczoraj naprzeciwko siebie stanął towar w trakcie obróbki (Juve) oraz ten, któremu ostateczny kształt został już nadany ( Inter ). Patrząc niekiedy na drużynę z Turynu, widzę drużynę chwiejną, bez twardo zakorzenionej tożsamości, nieumiejącą w kluczowym momencie postawić kropki nad „i”, nie zawsze dobrze gospodarującą meczem. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, bowiem nic nie dzieje się od pstryknięcia palcem, Mottcie trzeba dać czas. Inter to na ten czas odbicie lustrzane „starej damy”. Niezwykle prężnie funkcjonująca maszyna, z niezmiennym systemem, w obrębie którego rotują się tylko nazwiska. Drużyna, która wie, kiedy docisnąć rywala do ściany, a kiedy samemu oddać futbolówkę w celu realizacji własnego planu. Dlaczego więc wczoraj bieg zdarzeń potoczył się tak, a nie inaczej ? Nieskuteczność mediolańczyków ( w szczególności Dumfriesa ) spotkała się z bardzo dobrą postawą Di Gregorio, w konsekwencji nie byli w stanie odwrócić rezultatu, jak to miało miejsce dwa tygodnie temu. O ile w pierwszej połowie optyczną przewagę posiadał Inter, o tyle w drugą energicznie weszli Turyńczycy, dali impuls. Francisco Conceicao zasługuje na brawa, lecz jeszcze większymi obsłużyłbym Kolo-Muaniego w kontekście akcji bramkowej. Cieszy postawa Nicoli Zalewskiego, który jak cytrynę wyciska czas zafundowany mu przez Inzaghiego. Chłopak przypomina samego siebie z reprezentacji. Jest przy tym jakościowy, jego dwa celne dośrodkowania miały szansę skończyć się golami. To dobry omen na przyszłość. A Piotr Zieliński ? Cóż, nie ma łatwego zadania, trochę sprawia wrażenie niepasującego elementu układanki. Polak doprawdy ma z kim walczyć o miejsce w składzie, jest częścią jednej z najlepszych, jeśli nie najlepszej linii pomocy w Europie. Dla Juve wczorajsze wydarzenie być może będzie stanowić legendarny mit założycielski, fundament, na którym będzie można tworzyć. W mojej opinii potencjału i jakości do wykrzesania jest tam naprawdę sporo. W Mediolanie zaś należy wyciągnąć wnioski, bowiem lutowe rezultaty nie mogą zadowalać.
„Mecz na szczycie” w Londynie
Tytuł akapitu nie bez powodu wzięty jest w cudzysłów i ma wymiar ironiczny. Ciężko dzisiaj nazwać takowy mecz hitem w kontekście sportowym, jednak marki obu klubów wciąż grzeją kibiców futbolu na całym świecie. Tottenham, czyli radosna twórczość w defensywie, „zespół pieśni i tańca”, której to frazy zwykł używać Pan Mateusz Borek, zmierzył się z do bólu nieskutecznymi „Czerwonymi Diabłami” trenera Amorima. Szablon tych krótkich, powyższych opisów obu drużyn mogliśmy wręcz idealnie nałożyć na obraz wczorajszego starcia. Spotkanie szybkie, dynamiczne, z rzadko eksploatowanymi środkami pola, co celnie wypunktowali eksperci Viaplay. W obu zespołach widzę jednostki co najmniej ciekawe, ponadprzeciętne. Aby mogły w pełni dowieść swoich możliwości, muszą jednak koegzystować jako drużyna/jeden organizm. Oba kluby muszą mierzyć się także z rzędem kontuzji w swoich szeregach. Sezon dla bohaterów widowiska wydaje się być stracony, lecz nigdy nie jest za późno, by próbować konstruować godną przyszłość. Fanów Spours muszą na ten moment cieszyć tego typu zwycięstwa, bowiem wypada na czymś oprzeć swoją nadzieję w walce o wyjście z piłkarskiego niebytu.
Co więcej w trawie piszczy ?
Walka o tytuł we Włoszech zapowiada się fascynująco. Napoli remisuje z Lazio, Atalanta już nie jest tak galaktyczna, jak jeszcze do niedawna była, walka o Ligę Mistrzów trwa w najlepsze. Marsylia ugruntowuje swoją pozycję jako wicelider Ligue 1, co nie przesadnie mnie martwi, bowiem na szczycie tabeli jest ich miejsce, a pracę Roberto De Zerbiego najzwyczajniej wypada docenić. PSG to materiał na oddzielny artykuł i jeszcze będzie okazja, by o tym niewątpliwie gwiezdnym czasie ekipy Enrique pomówić. Manchester City, to z kolei (jak śpiewała Kora) falowanie i spadanie. Tym razem rozbili zespół Newcastle, a hat-trickiem popisał się Omar Marmoush, objawienie tej jesieni w Bundeslidze, co wywołuje uśmiech na mojej twarzy, facjacie zwolennika niemieckiego futbolu. Porażkę zanotowało rewelacyjne Nottingham, zaś moją uwagę powinna zwracać postawa Bornemouth, które solidnie trzyma się „czubka” tabeli Premier League. W Polsce odtrąbić należy pierwsze od niepamiętnych już dni zwycięstwo Śląska Wrocław, a teraz oczy Europy zwrócone są na Barcelonę, gdzie Duma Katalonii, dzięki potknięciom madryckich oponentów, jest na autostradzie prowadzącej na fotel lidera LaLiga.
Już jutro na stronie pojawi się Top-spiele #1, gdzie bliżej przyjrzymy się ostatniej kolejce w Niemczech. Link zostanie umieszczony poniżej:


