Zawsze skuteczna analiza wsteczna #9: Barca jest królewska ; Liverpool jest mistrzem ; Inter traci kontrolę

Koniec sezonu już naprawdę jest widoczny na horyzoncie. To nie są przelewki. Znajdujemy się w momencie, kiedy sporo waży każda udana interwencja, każdy gol, każde zwycięstwo. O tym przekonuje się Inter Mediolan, który z tygodnia na tydzień oddala się od ziemi obiecanej. To wiedzą również w Madrycie, gdzie pozostała już tylko jedna nadzieja – prawdopodobnie złudna i niedosięgniona. Spokojnie jest za to w Liverpoolu. Tam sjesta pełną parą. W jednej ręce drink, a w drugiej medal za mistrzostwo Premier League.

Królewska Barca

Zastanawiam się, co mógłbym jeszcze powiedzieć, co nie zostało powiedziane na wcześniejszych etapach sezonu. W pierwszej części grała tylko ekipa Flicka, zaś Real był ich biernym towarzyszem. Aż dziw bierze, że zakończyło się to tylko jedno bramkowym prowadzeniem. Potem impuls dał wchodzący z ławki Mbappe, dołożył Tchouameni, a sytuacja stanęła na rękach, Z jednej strony mógłbym rzec, że Real powinien był to dowieść, Real z zaszczepionym DNA zwycięzcy. Po drugiej stronie lustra odezwałaby się alternatywa i zauważyłaby, że kto ma podnieść się z niebytu, jak nie tegoroczna Barca (robiła to zresztą wiele razy – patrz mecz ligowy z Celtą ; Benficą w fazie ligowej Champions League, czy Atletico w Pucharze Króla). No więc wzięli i dogonili, a niewiele później dołożyli, konkretniej zrobił to Jules Kounde.

Pedri – ten gość jest fascynujący. Swoisty tempomat, regulator gry, mózg drużyny. W sobotę zapakował brameczkę, aż ręce same składały się do braw.

Ferran Torres – zmiennik idealny. Zawodnik skrajnie inny od Roberta Lewandowskiego, jednakże niezwykle przydatny, szczególnie w chwili, kiedy Polak leczy uraz. Już same suche liczby nakazują docenić wkład Hiszpana w rzeczywistość.

Na koniec wypada napiętnować zachowanie Rudigera. Niezależnie od aury roztoczonej wokół hiszpańskich arbitrów, ich wątpliwej jakości, powszechnej psychozy w ich kontekście wytworzonej, nie powinno dochodzić do tego typu ekscesów. Nie wypada lekko mówiąc, żeby Rudigera zachowującego się niczym pędzone dzikim instynktem zwierzę, od szturmu powstrzymywał sztab szkoleniowy.

Interze, gdzie się podziałeś ?

W tydzień drużyna Simone Inzaghiego doszczętnie skomplikowała swoją sytuację. Porażka z Bologną, klęska w finale Pucharu Włoch, a teraz uznanie wyższości AS Romy. Co jest tego powodem ? Nie będę oryginalny. Zbyt wąska kołdra, a może nie tyle wąska, co nie wystarczająco jakościowa. Zmęczenie sezonem, moment krańcowy spowodowany walką na trzech frontach. To powody mało odkrywcze, ale sądzę, że całkiem realne. Faktem jest, że Inter nie przypomina samego siebie. U trenera Inzaghiego wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Problem w tym, że w tej niezwykle dostojnej, eleganckiej koszuli powoli zaczyna puszczać szew. Defensywa nie stanowi już muru nie do przebicia, a i w ataku często spotykanej kreatywności brak. Namacalny tego dowód mieliśmy w niedzielę na San Siro. Nerazzurri bez energii, wyrazu, jednostajnie i nudno.

Wyrazy uznania dla Claudio Ranierego kierowałem już kilka tygodni temu. Jak będę potrzebował strażaka na cito, to zadzwonię do doświadczonego szkoleniowca. Przede wszystkim uwagę zwraca wzorowa wręcz organizacja gry i znajomość ról. Oglądając to spotkanie widziałem boiskową mozaikę, zespół taneczny poruszający się w jednym rytmie. Roma jest gotowa by cierpieć i kąsać. W niedzielę szczególnie upodobałem sobie postać Manu Kone będącego takim rzymskim Pedrim (oczywiście zachowując wszelkie proporcje – jeszcze tak nie odleciałem ).

The one and only

Krótka laurka w stronę Liverpoolu. Minął niecały rok od momentu przejęcia sterów przez Arne Slota. Trzeba przyznać, że Jurgen Klopp nie zostawił mu drużyny w rozsypce, w jakimś tragicznym momencie dziejowym. Niech to jednak nie umniejsza pracy, która została w tym klubie wykonana przez ostatnie miesiące. Sam kiedyś wspominałem, że Slot jest dla mnie niejako kontynuatorem myśli Niemca z usprawnieniem pewnych elementów. Już teraz może zbierać frukta swojej ciężkiej roboty. Liverpool miał filary, o które spokojnie mógł oprzeć własną dyspozycję. To rzecz jasna niezatapialni Salah oraz Van Dijk. Oczywiście nie oni sami są autorami tej ligowej opowieści. Zjawiskowy był Luis Diaz, narodzony na nowo Ryan Gravenberch i mógłbym spokojnie tak wymienić jeszcze wiele nazwisk. Kilka dni temu wjechali w Tottenham jak w masło i przypieczętowali 20 tytuł Mistrza Anglii. Tytuł w pełni zasłużony, będący pokłosiem nie tylko braku równorzędnych rywali, ale przede wszystkim własnej konsekwencji w działaniu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry