
Przerwa reprezentacyjna już za nami. Czas więc wrócić na front ligowy, gdzie lada chwila ważyć się będą losy poszczególnych rozgrywek. Miniony weekend obfity w hity szczególnie nie był, jednak jesteśmy w stanie wyłuskać z niego warte skomentowania treści. I tak Napoli złapało kontakt z Milanem, Robert Lewandowski zaprzecza wszelkim prawom, a i dzieje się na innych polach piłkarskiego rzemiosła.
Wciąż w grze
Zespół ze Stadionu Diego Armando Maradony wszedł we wczorajsze spotkanie tak, jakby chciał wysłać wiadomość światu. Owa wiadomość brzmi: Halo ! My jeszcze nie składamy broni ! Można rzec, że początek w wykonaniu Neapolitańczyków był metaforą osobowości ich jakże charyzmatycznego szkoleniowca – Antonio Conte. Pierwszy cios zadał Mateo Politano. Dołożył Romeo Lukaku. „Rossoneri” biegali jak dzieci we mgle. Milanu w pierwsze części nie było. Potem Napoli być może zbyt kurczowo zaszyło się we własnej połowie. Z drugiej strony, kto ma to robić, jak nie najlepsza defensywa w lidze pod batutą Alessandro Buongiorno. Ożywienie w barwach Milanu wprowadzili Jović, Leao, asystą popisał się Theo Hernandez. Ostatecznie zdało się to na nic. Czego w końcu można się spodziewać, jeśli nie wykorzystujesz szans w postaci rzutu karnego.
Naprawdę ciężko mi określić, co chce zaszczepić w Milanie Sergio Conceicao. Brakuje mi w tym projekcie jakiejś myśli przewodniej. Wszystko zdaje się być pozorne i doraźne. Liga Mistrzów dla czerwonej części Mediolanu to już istne science fiction i marzenie ściętej głowy. Neapol dzielnie walczy, żołnierze Conte dźwignęli się po zeszłorocznym marazmie i wciąż mają podstawy, by mierzyć wysoko. Pozostała im już tylko ligowa batalia, terminarz stwarza wrażenie przyjaznego, tak więc karty są na stole.
Forma mutant Barcelony
Drużyna Flicka to już zaprogramowana maszyna. Niczym terminatorzy przejeżdżają się po kolejnych rywalach, nie dając im żadnej przestrzeni do piłkarskiego oddechu. Raz za razem zaciskają pętlę na szyi przeciwnika, po czym wykonują wyrok. W tym wszystkim pierwszoplanowymi aktorami są Polacy, o czym pisałem we wcześniejszych publikacjach. Dziś słowo o fizjologicznym fenomenie – Robercie Lewandowskim. No bo jak nazwać faceta, który w wieku 37 lat w 42 spotkaniach zdobywa 38 bramek dla jednego z najlepszych klubów na świecie, ścigając się przy tym o trofeum Pichichi z Kylianem Mbappe.
Jasne, Polak ma już swoje ograniczenia, mniej go w grze kombinacyjnej, zanikają walory związane z szybkością, dynamiką, nie jest w stanie dać tyle, ile oferował jeszcze do niedawna. Są jednak pewne aspekty gry o nazwie piłka nożna, które pozostają niewzruszalne. To boiskowa mądrość, inteligencja, umiejętność znalezienia dla siebie miejsca, odpowiednie ustawienie, siła fizyczna, precyzja, ułożona stopa. Te wszystkie elementy u Lewandowskiego wywindowane są na poziom mistrzowski. W Barcelonie Flicka jego rola jest przejrzysta. Ma wykorzystywać doświadczenie, ma być swoistym egzekutorem. Z tego zadania wywiązuje się bezbłędnie. Malkontenci krytykujący Polaka docenią go wtedy, kiedy ten odwiesi buty na kołku. Potencjalnego następcy bowiem nie widać, i jeszcze długo widać nie będzie.
Pozostałe piłkarskie zmagania
W LaLidze Atletico sukcesywnie odbiera sobie szanse na tytuł. Można rzec, że remisując z Espanyolem właśnie się z tej walki wypisało. W derbach Sevilli górą Betis, który depcze po piętach piątemu Villarealowi.
We Włoszech na miejsca 3 i 4 chętnych jest przynajmniej pięć ekip. Świetny czas przeżywa Bologna Vincenzo Italiano, a i Fiorentina, czy Roma zgłaszają aspiracje. W Juventusie zwolniono Mottę, co prorokowałem już po porażce z Atalantą. Nowym szkoleniowcem Igor Tudor.
We Francji wyścig o tytuł z wiadomych względów ekscytować już nie może. Frapuje jednak potencjalne zakończenie przez PSG sezonu bez porażki. Cegiełkę dołożyli, rozprawiając się 6:1 z St.Etienne. W okolice podium Ligue 1 nieśmiało spogląda Strasbourg, który odniósł 6 zwycięstw w ostatnich 7 spotkaniach. Ze zrozumiałych przyczyn nie śledzę na co dzień tej drużyny. W takich momentach można jednak zaznaczyć ich obecność choćby jednym słowem i docenić fakt, że raz na jakiś czas pojawiają się tacy nieoczywiści bohaterowie.
W Polsce faworyci zawiedli, outsajderzy zaś wstają z kolan. Ekstraklasa zmiennym oraz nieprzewidywalnym tworem jest i tak już najpewniej zostanie. Taki mamy klimat.
O innym wyścigu żółwi w jutrzejszym „Top-spiele”. Link znajdziecie poniżej:
Top-spiele #6: Wyścig żółwi o Ligę Mistrzów, czyli 27 kolejka Bundesligi – Bezkres sportu


