
Ostatnia runda trochę wyglądała tak, jakby gro drużyn z czołówki przyszłoroczna Liga Mistrzów parzyła. Przegrał Freiburg, przegrał Lipsk, porażkę poniosła także Moguncja. Wygrał za to Dortmund, co powszechnym zjawiskiem ostatnimi czasy nie jest. Na dobre tory z kolei zdaje się wracać Eintracht Frankfurt, który w hicie kolejki ograł VFB Stuttgart. Krótko mówiąc – Bundesliga bogata jest w koloryt, co wiadomo nie od dziś. O tym kolorycie dotyczącym 27 kolejki w szóstej już publikacji z serii „Top-spiele”.
Znamienna koncepcja Kovaca
Zaskoczył mnie Niko Kovac ustawieniem BVB na spotkanie z FSV Mainz. Trójka z tyłu, Beier wraz z Adeyemim na szpicy, ale co najważniejsze i ekstrawaganckie zarazem – Nico Schlotterbeck wykonujący rzuty rożne. Można wysnuć tezę, że zaplanowana koncepcja okazała się sukcesem. Cornery wykonywane przez środkowego obrońcę posyłane były w punkt, co zaowocowało dwiema asystami. Liczę, że to ciekawe rozwiązanie znajdzie swoją kontynuację. Nie od dziś wiadomo, że lewa noga Schlotterbecka nie służy mu wyłącznie do podpierania. Sprawdził się również pomysł z Maxim Beierem ustawionym bliżej centralnej części boiska. Można powiedzieć, że Kovac w ten sposób zapewnił swoim sprinterom swoisty wybieg.
Zrozummy się dobrze. To nie był bliski ideału mecz BVB. Zespół cechował pragmatyzm, raczej ustawienie defensywne z planem na szybkie kontrataki. Piszę to w pretensjonalnym tonie, lecz jednocześnie zdaje sobie sprawę, że widziany obraz prawdopodobnie był odzwierciedleniem założeń taktycznych Chorwata. Dziś jednak odpuszczę sobie grillowanie Borussi, gdyż robiłem to sporo razy, a po zwycięstwie z czwartą drużyną Bundesligi, stanowiłoby to pewien nietakt.
Moguncja zawiodła. W niczym nie przypominała samej siebie. Brakowało polotu, sytuacji jak na lekarstwo. Gol Nebela, bardzo dobry mecz Jenza, świetna interwencja Zentnera po strzale Adeyemiego i to by było na tyle, jak chodzi o zaobserwowane przeze mnie pozytywy. Liga Mistrzów rzecz jasna jest w zasięgu, w tej materii nic się nie zmieniło. Droga wciąż pozostaje długa, mecze należy wygrywać, bowiem peleton nie śpi. A może jednak śpi…
Stuttgart w kryzysie
Impas drużyny Sebastiana Hoenessa trwa dalej. W sobotę ulegli Eintrachtowi Frankfurt skromnie, acz boleśnie, bo 1:0. To już szósty kolejny mecz bez zwycięstwa, przez co oddala się perspektywa strefy gwarantującej europejskie puchary, a co za tym idzie zachowanie pewnej ciągłości. W pierwszej połowie zespołowi Topmollera mam wrażenie pasował deficyt w posiadaniu piłki. Skrzętnie wykorzystywali szybkiego Hugo Ekitike, Ansgara Knauffa (po jego strzale swój błąd naprawił Mittelstadt, wybijając piłkę z linii bramkowej). W drugiej połowie mecz ustawiła czerwona kartka Al-Dakhila. Można powiedzieć, że w całej swej rozciągłości druga część toczyła się pod dyktando Frankfurtczyków.
Wspomniany Ekitike to namacalna promocja Bundesligi. Mimo wysokiego wzrostu, bardzo mobilny, szybki, z nieprzeciętnym dryblingiem, świetnie radzący sobie w gąszczu, na małej przestrzeni. Coś jak Nick Woltemade, tyle że na mimo wszystko sporo jeszcze wyższym poziomie. Niemiec dopiero się buduje jako marka w Bundeslidze, kiedy Francuz eksponuje gotowy już produkt we własnej osobie.
Marko Rose doczekał nieuniknionego
Po porażce z Borussią Moechengladbach Niemiec został zwolniony. Mam nieodparte wrażenie, że dla obu stron to dobre rozwiązanie. Posada szkoleniowca wisiała na włosku już od długiego czasu. W moim mniemaniu każde kolejne spotkanie przedłużało trwającą w Lipsku agonię, a brak perspektyw/alternatyw powodował ciągłe trwanie w tym piłkarskim niebycie.
Nowym trenerem Low Zsolt. O Węgru wiem niewiele, by nie powiedzieć nic. Wyczytałem, że pracował jako asystent w klubach związanych z koncernem Red Bulla, w tym między innymi w Lipsku. Był również wieloletnim współpracownikiem Thomasa Tuchela. Wypada życzyć powodzenia, a po owocach pracy go poznamy.
Na dole tabeli wszyscy ponieśli porażki, wszyscy oprócz Heidenheim, które sukcesywnie się dźwiga. We wspomnianym w tytule bundesligowym wyścigu żółwi czynny udział bierze również Freiburg, który uznał wyższość Unionu Berlin. Co by nie mówić, Steffen Baumgart zbiera cenne punkty z klasowymi rywalami. Możemy już nawet mówić o małej serii liczącej 3 spotkania bez porażki. Widmo spadku póki co opuszcza zespół z Berlina.


