Zawsze skuteczna analiza wsteczna #2: Metodyczny Liverpool i inne świata piłki sprawy

W Anglii Liverpool dowiódł, dlaczego jest liderem i jaki cel przyświeca mu w trwających rozgrywkach. Ciekawe chwile przeżywa również polska Ekstraklasa, choć w dużej mierze za sprawą poza boiskowych ekscesów Goncalo Feio. We Włoszech Atalanta daje znak, że jeszcze nie złożyła broni w walce o Scudetto. Czas na publicystyczne podsumowanie weekendu.

Cel jest jeden

Liverpool to drużyna świadoma swoich zalet, mądrze rozporządzająca kapitałem, zmierzająca w jednym, wszystkim wiadomym kierunku. Arne Slot to w mojej opinii kontynuator myśli Jurgena Kloppa z doszlifowaniem pewnych elementów gry. Bazowanie na fantastycznych fazach przejściowych, szybkim transporcie piłki między poszczególnymi tercjami boiska, futbol kreatywny, efektowny, jedyny w swoim rodzaju. Zapominać nie można o zorganizowanej, niczym szwajcarski zegarek defensywie pod przewodnictwem Virgila Van Dijka. Drużyna Holendra w czasie obecnej kampanii jest imponująca, choć nie bezbłędna. W wielu meczach posiada minimum jeden krótszy, czy dłuższy moment, kiedy dominuje przeciwnika wprost odbierając mu ochotę do gry, metaforycznie ujmując – zaciska pętlę na szyi swojego rywala.

Do bogatej oferty dóbr, ekipa Slota dołożyła wczoraj elastyczność taktyczną. Dojrzałe zarządzanie meczem, koncept, pomysł, wykorzystanie chwilowej słabości City, to wczoraj było namacalnie widoczne. Choć „Obywatele” posiadali 66% posiadania piłki, w konsekwencji zdało się to na nic. Pep Guardiola musi rozsypane klocki ułożyć na nowo, pytanie, czy jest jeszcze w stanie. Materiał ludzki jest wszelako uzdolniony, bo choć w niedzielne popołudnie Manchester znów zawiódł, to poszczególne elementy, jak Marmoush, Doku, Savinho, czy Khusanov dają promyki nadziei na lepszą przyszłość. Liverpoolowi zaś tylko kataklizm mógłby odebrać powrót na tron Premier League. I ten Salah, czysta poezja, rozpływać się można, kosmiczne rozgrywki w jego wykonaniu.

Legijne piekiełko i o Goncalo Feio słów kilka

Mam wrażenie, że w Warszawie od jakiegoś czasu napięcie tylko wzrasta, a atmosfera gęstnieje. Kolejny wstydliwy występ z Radomiakiem to wierzchołek góry lodowej. Bałagan w strukturach, trener krytykujący między wierszami poczynania klubu. Dołóżmy do tego sylwetkę wspomnianego szkoleniowca, który delikatnie mówiąc, nie łagodzi obyczajów.

Goncalo Feio to postać z pewnością nietuzinkowa, polaryzująca, obok której ciężko przejść obojętnie. Na boisku, a w zasadzie w strefie dla trenerów, żywiołowy, szaleńczy, z niejednym zachowaniem niestosownym, przekraczającym granicę dobrego smaku na koncie. Na konferencjach mitologizujący rzeczywistość demagog, który swoimi krzepiącymi serca odezwami kupuje niejednego kibica. Polskę obiegła również afera obyczajowa sięgająca życia prywatnego, której komentować nie zamierzam, ale która z pewnością burzy w jakimś stopniu spokój i komfort pracy. Spośród licznych niezrozumiałych ruchów Portugalczyka, jednego odmówić mu nie można. Feio to postać dodająca kolorytu i niech świadczy o tym liczba publikacji na jego temat, jakie obiegły internet w ostatnich dniach. Dla Legii nadchodzi czas niezwykle ważny, w środę ćwierćfinał Pucharu Polski, natężenie spotkań znacząco wzrasta, a marginesu błędu praktycznie nie ma. Posada Goncalo Feio zdaje się wisieć na włosku.

Inne świata piłki sprawy

Powiedzieć, że okienko transferowe Aston Villi było ciekawe, to nic nie powiedzieć. W sobotę drużyna z Villa Park pokonała „urządzającą się w dołku” Chelsea między innymi za sprawą Marco Asensio. Reakcja Enzo Maresci musi nastąpić, jeśli „The Blues” chcą zagościć w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Nie będzie o to łatwo, Nottingham nie składa broni, City przedefiniowuje swoje cele, a i Newcastle zgłasza aspiracje.

W pozostałych kluczowych ligach europejskich na próżno w ostatniach dniach doszukiwać się wydarzeń przełomowych, mogących zmienić bieg historii, które szczególnie zdobyły moją uwagę. We Włoszech Atalanta przedłuża szansę w walce o mistrzowski tytuł na skutek kilku potknięć Napoli. Drużyna Conte musi złapać drugi oddech, ostatnie wyniki nie są satysfakcjonujące, a w sobotę kluczowe starcie z Interem. Już zacieram rączki.

W Hiszpanii trzech muszkieterów tym razem w komplecie ze zwycięstwami. Osobiście raduje się widząc, jak gargantuicznie z tygodnia na tydzień wzrastała pozycja Wojtka Szczęsnego w Barcelonie. Obecnie tkwimy w rzeczywistości, kiedy jego miejsce w wyjściowej „11” jest niepodważalne. Ta ludzka historia, grzejąca naród w ostatnich miesiącach, to materiał na film (nie żebym coś doradzał).

Już jutro na blogu „Top-spiele #2” traktujące o 23 kolejce Bundesligi. Link poniżej:

Top-spiele #2: 23 kolejka Bundesligi ze sporą dawką bezlitosnych pogromów. – Bezkres sportu

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry