Zawsze skuteczna analiza wsteczna #12: Zabawę czas zacząć – zapowiedź sezonu

Maszyna o nazwie „sezon piłkarski” zaczyna zwiększać swoją prędkość, a już niebawem wejdzie na właściwe obroty. Wracają niemal wszystkie najlepsze ligi globu, wraca również „Zawsze skuteczna analiza wsteczna”. Dziś wyjątkowo nie o tym co było, a o tym co będzie. Spojrzymy na tych, którzy mają „razić blaskiem swojej jakości”, ale i tych czyhających na potknięcia możnych piłkarskiego światka.

Sezon ogórkowy

Muszę przyznać, że kiedy przychodzi okres czerwca-lipca, piłkarskiej odwilży, międzysezonowej przerwy, funduję sobie mały detoks (nie licząc europejskiej przygody polskich zespołów). Nie szczególnie zajmują mnie wyniki sparingów, wszelkiej maści ruchy kadrowe, transfery. Oczywiście w mediach non-stop przewijają się doniesienia, „oficjalki”, spekulacje, dywagacje, mam ich świadomość i nie zamierzam przed tym uciekać, wszak obracam się wewnątrz „piłkarskiej bańki”. Wspomniane „transferowe gotowanie” zaczyna mnie jednak prawdziwie jarać wtedy, kiedy przyjmuje wartość w praktycznym, rzeczywistym obiegu. Wówczas możemy rzetelnie coś ocenić, mieć podstawę faktyczną, poddać analizie, sprawdzić, czy z tego „gotowania” wyszło „wykwintne danie”, czy może coś na kształt „zakalca”.

Paradoks sytuacji jest taki, że zajmę się teraz „wróżeniem z fusów”. Może nie do końca z fusów, bo sporą dawkę wiedzy posiadam i przewidzenie wysokiego prawdopodobieństwa różnych zdarzeń, szalonego odkrycia nie stanowi. Dobrze jednak, że w futbolu wciąż jest miejsce na różnego rodzaju sploty wydarzeń. Poniżej o tym, kto może rządzić, kto zawieść, a kto zaatakuje z „trzeciego szeregu”.

Premier League

Liverpool wyszedł na zakupy i nie może z nich wrócić. Zbroją się mistrzowie Anglii i robią to w sposób niezwykle imponujący, a przede wszystkim przemyślany. Jakości Floriana Wirtza nikomu wykładać nie muszę. Maestro współczesnego futbolu, który oprócz blasku własnej osoby, pragnie by błyszczał również zespół. Jeremy Frimpong, czyli dynamika, niespożyte siły, techniczna jakość i w mojej opinii godne zastępstwo Trenta. Hugo Ekitike ekspozycję swojego potencjału rozpoczął we Frankfurcie, zaś „The Reds” zdają się być kolejnym punktem na piłkarskiej drabinie. Jak widzimy – Bundesliga ma się dobrze, a w zasadzie miała się dobrze. Jest również chwalony w Bournemouth Milos Kerkez, który prawdopodobnie będzie stopniowo odbierał „pałeczkę” od Robertsona. Odejścia Luisa Diaza, czy Darwina Nuneza w jakimś stopniu bolesne, choć jak widać, dziury zostały załatane wzorowo.

Bierny nie pozostał Arsenal. W ubiegłych latach londyńczykom brakowało dziewiątki z prawdziwego zdarzenia. Teraz już nie powinno. Gyokeres dał się poznać jako silny fizycznie golleador, o świetnych warunkach fizycznych i nazwijmy to – dużej zamaszystości w działaniu. Thomasa Parteya zastąpił Martin Zubimendi, zaś do bloku obronnego wstąpił Mosquera. Na tym transferowe harce „Kanonierów” się nie kończą, natomiast tym, co „bije po oczach”, jest jakość i szerokość kadry.

W Manchesterze rozpoczął się kolejny cykl życia City Pepa Guardioli. Nastąpił remont gruntowny, a jego ulubionym elementem jest dla mnie Tijani Reijnders. Holender to świetny architekt gry, zawodnik wielowymiarowy, swego rodzaju katalizator. Nie wiem, czy sukcesy dorównujące nie tak dawno minionym, nadejdą już teraz, ale wiem, że Hiszpan ma materiał na „prosperującą maszynę”.

W czerwonej części Manchesteru również ciekawie. Tu jednak wstrzymam się z górnolotnymi zapowiedziami. Ciekawie już nie raz było, a potem no cóż, było jak było. „Wykrwawiły” się w pewnym sensie zespoły Bournemouth (stracili prawie całą linię obrony ) oraz Brentford (oprócz Mbuemo, czy Norgaarda, przed nowymi wyzwaniami stanął także trener Frank ). Sunderland do Premier League wjechał z animuszem, przynajmniej w kontekście transferowym. Proces kształtowania się spójnego tworu potrafi być jednak długi, o czym doskonale wiedzą w Nottingham. W stronę Chelsea często kierowałem słowa świadczące o braku pewnej stałości. Na koniec dnia ciężko jednak oceniać wyłącznie źle zespół, którego gablota została wzbogacona dwoma trofeami. Za sterem „okrętu” wciąż Enzo Maresca, wśród załogi nowe posiłki, jednym słowem może być intrygująco.

Serie A

W Serie A nie odnotowano przesadnie okazałego „transferowego wiru”. Oczywiście, w zespołach nie cieszących się zainteresowaniem „publicznego oka”, tych z odległych szeregów, często dochodziło do licznych roszad. Niemniej jednak, dla każdej z czołowych lig świata, kwoty obracane w angielskiej Premier League pozostają „niedoścignionym snem”.

Póki co, nie omija mnie wrażenie, że nad Bergamo zawisną „czarne chmury”. Do AS Romy odszedł człowiek, przez którego Atalantę spotkało wszystko, co najlepsze w historii „La dei”. Gian Piero Gasperini był twarzą tego projektu, kształcił i rozwijał piłkarzy go tworzących, sprawiał, że jego zespół chciało się oglądać. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Kiedy jednak patrzę, że Atalantę objął Ivan Jurić, to śmiem w to sfomułowanie wątpić. Gdzie Chorwat nie pójdzie ostatnimi czasy, tam nic dobrego się nie dzieje. Mariaż w Rzymie krótki i nieudany (sytuację skutecznie ratował Claudio Ranieri), zaś czas w Southampton również specjalnej chwały nie przynosi. Na domiar złego „La Deę” opuścił Retegui, czy Ruggeri. Były lata „grube”, czas na te „chudsze”, choć osobiście Atalancie życzę jak najlepiej.

W jeden akapit zepnę dwa nazwiska – Kevin De Bruyne oraz Luka Modrić. Jasne, Belg już po drugiej stronie „rzeki”, Chorwat zaś zbliżający się do końca tej drugiej strony. Jak by jednak nie było, w świecie futbolu są to jednostki wybitne, żeby nie powiedzieć pomnikowe. Oprócz faktu niewątpliwej jakości sportowej, którą panowie są jeszcze w stanie z siebie wykrzesać, niosą ze sobą gargantuiczną wartość marketingową, promocyjną. Dla De Bruyne i Modricia, Neapol oraz Mediolan to miejsca piękne na kres piłkarskiej kariery, zaś dla kibiców omawiani zawodnicy stanowią wystarczający powód, by przyjść na stadion.

Nie przekonuje mnie „powierzchowna prezencja” AC Milanu. Sporo ubytków kadrowych i to tych o znaczeniu kluczowym (Theo, Reijnders). Kilka ciekawych wzmocnień, o których jednak niewiele mogę powiedzieć, dopóki nie zobaczę ich w akcji. Jest również Max Allegri, czyli odnoszący sukcesy pragmatyk. Czy z tej mąki będzie chleb ? Nie wiem, choć tak jak Allegri, w tej kwestii jestem raczej pragmatykiem.

LaLiga

Ekspertem od ligi hiszpańskiej nie śmiem się tytułować, bowiem 90% mojej wiedzy w jej zakresie opiera się na trzech największych tuzach. Nie trzeba owym specem jednak być, by zauważyć, że jak często ostatnimi czasy, tak i tym razem, „transferowy przewrót majowy” Hiszpanii nie dotyczył. Jest jeden wyjątek, który od tego stwierdzenia nieco się wyłamuje. Przez Atletico Diego Simeone przeszło „tornado”, które poważnie przewietrzyło szatnię. Nazwiska typu Baena, Hancko, Cardoso, Ruggeri, prowokują mnie do następującej myśli. Atletico ściąga takich zawodników, którzy z jednej strony dali już niemałą próbkę swojego potencjału na piłkarskich arenach, a jednocześnie wciąż posiadają dużą przestrzeń do rozwoju. Jednym słowem, ciężko o transferową wpadkę, zaś korzyści mogą znacznie przewyższać oczekiwania. W mojej opinii, inwestycja jak najbardziej trafna.

„Nową zabawkę” do rąk dostał Xabi Alonso i jestem przekonany, że będzie potrafił umiejętnie ją okiełznać. Proces, który miał miejsce w Leverkusen, nie był dziełem przypadku, a Hiszpan udowodnił, że jest personą, której najzwyczajniej warto zaufać. W Barcelonie Hansiego Flicka względna cisza i spokój. Mówię względna, bowiem bardziej niż transferowe dywagacje, świat rozgrzewała „Ter-Stegenowa telenowela”. Taki mamy klimat.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry