
Ligowy sezon 2024/2025 przechodzi do historii. W wielu miejscach, z różnych powodów, była to doprawdy ekscytująca kampania. Długo nie przyjdzie nam czekać na powrót futbolu. Karuzela gna, czas pędzi nieubłaganie, coraz szybciej zataczając kręgi. Prawdę powiedziawszy, nie zdążymy nawet za piłką zatęsknić (przerwa reprezentacyjna, Klubowe Mistrzostwa Świata,…). Teraz jednak skupmy się na tym, co w ostatnich dniach przybrało ostateczne kształty.
Serie A
Neapol w nocy z piątku na sobotę nie spał. Napoli znów jest wielkie. Drużyna o zupełnie innym usposobieniu, niż ta, która po tytuł sięgała dwa lata temu. Ekipa, której wodzirejem był wielki Antonio Conte – szkoleniowiec w mojej ocenie niedoceniany. Postacią wiodącą, bez której ten sukces nie byłby raczej możliwy – Scott Mctominay, nagrodzony zresztą tytułem MVP całych rozgrywek. Nie wpadłbym na to przed startem sezonu, ale po to właśnie mamy cały ten futbol, by mógł nas czasem zaskoczyć. Cenię drużyny, które odznaczają się własną, znamienną, oryginalną tożsamością. Słowo „drużyna” jest w tym wypadku kluczem. Napoli Antonio Conte było prawdziwą „drużyną”. Jako zbiór indywidualności znaczyliby pewnie niewiele. Jako kolektyw sięgnęli gwiazd.
Inter Mediolan nie wytrzymał „piłkarskiego maratonu” na trzech frontach, zaczął delikatnie pękać w szwach. Z drugiej strony, czy formułowanie takiej tezy jest zasadne, skoro do zwycięzcy stracili zaledwie punkt. Z polskiej perspektywy cieszy mnie wzrastająca pozycja Nicoli Zalewskiego. Inzaghi nie „zakuł go w kajdany”, dał przestrzeń do ekspozycji. Ostatnimi czasy postanowił nawet odziać Nicolę w rolę ofensywnego pomocnika. Piotr Zieliński takim trochę mimochodem przeszedł przez ten sezon.
Juve wcisnęło się do Champions League i to chyba największy pozytyw tego sezonu. W Romie piękną kartę zapisał Claudio Ranieri, o czym pisałem w poprzednich publikacjach (Zawsze skuteczna analiza wsteczna #9: Barca jest królewska ; Liverpool jest mistrzem ; Inter traci kontrolę – Bezkres sportu ; Zawsze skuteczna analiza wsteczna #7: Karuzela na Villa Park ; w Rzymie bez szału – Bezkres sportu ). Vincenzo Italiano zachował w Bolognii pewną ciągłość. Mimo ligowej zadyszki, w gablocie ulokowano pierwsze trofeum. W czerwonej części Mediolanu zbyt długo nie wojował Sergio Conceicao. Piękna historia wydarzyła się w Como Cesca Fabregasa, historia prawie tak piękna, jak malownicze miejsce, gdzie ulokowany jest klub.
Premier League
Ostatnia kolejka odbywała się pod znakiem rozstrzygnięć w kwestii miejsc premiowanych awansem do Champions League. Miał być wielki finish pełny zwrotów akcji, a wyszedł tylko finish i to marnego sortu. Zawiodła między innymi Aston Villa. Szkoda, bo ostatnimi czasy ekipa Emerego mogła się podobać. Zawiodło Newcaste, przegrywając z Evertonem. W tym jednak wypadku „srokom” się upiekło. Nadziei nie spełniło również wychwalane Nottingham Forrest, ulegając Chelsea. Oglądałem to spotkanie i prawdę mówiąc, niewiele już z niego pamiętam. Niech to będzie wymowne. Tak, czy siak, awans Forrest do europejskich pucharów, to spory sukces Nuno Espirito Santo i spółki.
O Liverpoolu sporo było w momencie zapewnienia sobie tytułu (Zawsze skuteczna analiza wsteczna #9: Barca jest królewska ; Liverpool jest mistrzem ; Inter traci kontrolę – Bezkres sportu). Mam wrażenie, że dla „Kanonierów” na pewnym, zaawansowanym etapie, Premier League przestało być priorytetem. W związku z tym Arsenal „doczołgał” się względnie spokojnie na drugiej pozycji. Zatrzymam się jednak na chwilę przy dwóch niezłych ananasach.
Tottenham i Manchester United. Nie bez powodu zestawiam obie ekipy w sposób niemal równoległy. Finał Ligi Europy określiłbym mianem spotkania o zachowanie twarzy, nawet jeśli zszarganej. Nie miałem niestety możliwości obejrzenia tego „cudownego” widowiska, ale wiem, że ten mecz był taki, jak cały sezon w wykonaniu tych drużyn – gówniany. Pozycje 15 i 17 nie są chlubą dla klubów zaliczających się do mitycznego „top six”. „Koguty” mimo gorzkiej kampanii, wywalczyły trofeum, zagrają w Lidze Mistrzów, jakkolwiek osłodziły sobie trudny rok, tego im nikt nie odbierze. Wśród „Czerwonych Diabłów” ciężko o jakiekolwiek sportowe punkty zaczepienia, abstrahując od współistniejącej organizacyjno-finansowej klapy. Ciekawe, czy jakiekolwiek wnioski zostaną wyciągnięte z tego ogromu zimnej wody wylanej na United. Mimo teoretycznej bliskości Manchesteru oraz Tottenhamu, spoglądają oni na rzeczywistość z nieco innego pułapu.
LaLiga oraz polska Ekstraklasa
O lidze hiszpańskiej będzie niewiele. W kontekście FC Barcelony zostało wypowiedziane „morze pochlebnych słów” (bez dwóch zdań się należało ), między innymi na tej stronie. Spoglądając na rzeczywistość przez biało-czerwone okulary, mogę wyrazić dumę, że doświadczyłem momentu, kiedy dwóch Polaków odgrywa znaczące role w światowym gigancie. Jeden w wieku 37 lat zdobywa 44 bramki w sezonie. Drugi wraca z emerytury, by przeżyć przygodę życia. Dla „Królewskich” był to sezon raczej stracony, zakończony pożegnaniem dwóch fundamentalnych, pomnikowych, ikonicznych postaci – Carlo Ancelottiego i Luki Modricia. Atletico pozostawało w cieniu dwóch wielkich na wszystkich trzech frontach. Zapewnili nam jednak sporo wartościowej rozrywki, czego nie sposób pominąć. Swoją pracę w Bilbao świetnym rezultatem zwieńczył Ernesto Valverde. Villareal zaliczył piorunującą końcówkę sezonu, meldując się tym samym w Lidze Mistrzów.
W Polsce na tron wraca Lech Poznań. Niels Frederiksen przyszedł i ze skandynawskim spokojem zaprowadził porządek, „układając zupełnie nieuporządkowane klocki”. Pozytywnie należy w moim mniemaniu ocenić również powrót Marka Papszuna. Sytuacja podobna do tej poznańskiej, choć mam wrażenie, że w tym wypadku „zastany bałagan nie był aż tak okazały”. Jaga uniosła ciężar odpowiedzialności ostatniego meczu z Pogonią i udowodniła, że połączenie ligi oraz europejskich pucharów jest możliwe, nawet w Polsce. Szkoda, że za wrażenia artystyczne nie nagradzają, bo dzięki temu, Szczecinianie mieliby co wsadzić do gabloty. W swoich szeregach posiadali w końcu świetnego króla strzelców – Koulourisa. Przez liczne góry i doliny przechodziła również Legia. Mimo słabej ligowej kampanii, zaliczyła ona raczej miękkie lądowanie. Z pokładu wydalony został za to Goncalo Feio. Spada Mielec, Wrocław, spadają również Niepołomice. To tak w ramach odnotowania.
Machina o nazwie futbol się nie zatrzymuje. Ona tylko na chwilę zwalnia…


