
„FC Barcelona wjechała na plac zabaw w Sevilli, rozbrykała się na dobre, a radości nie było końca. Z czasem, po godzinach beztroski, zaczęła jej jednak doskwierać nuda. Koniec końców Barca i tak zapisze ten dzień do udanych”. Napoli w hicie Serie A spojrzało z góry na rywali z Turynu i powiedziało: „Oj, jeszcze długa droga przed wami. Wy jeszcze nie zaczęliście wchodzić tam, gdzie my już jesteśmy”.
Manita
Odkąd Hansi Flick dowodzi „Dumą Katalonii”, ta skupia się raczej na „liczeniu zysków, a nie strat”. W tej materii nic się nie zmienia. Tegoroczna kampania wprowadza jednak małe zastrzeżenie. Zyski są porównywalne, ale straty jakby większe i choć „tylne negatywy” nie przysłaniają najczęściej „przednich korzyści”, to jest nad czym się pochylić. Przyczyny ? Pierwsza – rywale już sporo wiedzą na temat absurdalnie wysuniętej linii obrony. Druga – Inigo Martinez, czyli strata nieodżegnana. O ile dysproporcja w jakości formacji nie stanowi przeszkody w starciach z teoretycznie słabszymi, tak z tymi możnymi defensywne deficyty „coraz rzadziej przechodzą”. W sobotę przechodziło jednak wiele. Drużynę Betisu porównałbym do siatki pękającej pod naporem ciężkich zakupów.
„Los Verdiblancos” rozpoczęli wręcz wspaniale. „Zmartwychwstały” od jakiegoś czasu Antony wykończył wzorcowo sytuacyjną piłkę. Zdawać by się mogło, że lepiej być nie może. Dlaczego ? Spoglądając z perspektywy Betisu, mam prowadzenie, szybkie skrzydła, wysoko osadzoną obronę rywala, mogę korzystać z faz przejściowych. To tylko teoria. Defensywa gospodarzy mogła obserwować dynamikę piłki, godząc się z losem. Bardghji zajął miejsce na skrzydle, ustępując Yamalowi przestrzeń w środkowym sektorze. Wspomniany Szwed zaliczył mecz wręcz pokazowy i nie wypada powiedzieć mi nic innego, niż to, że „z tej mąki będzie chleb”. Ferran raz po raz umykał rywalom, łącząc własną jakość z ich indolencją. Profesor Pedri dystrybuował dobra, jak św. Mikołaj. No co ja Państwu powiem, miazga i tyle.
Niemy Juventus
W niewdzięcznym okresie swojej historii znajduje się „Stara Dama”. Eksperci wczorajszego studia w Eleven wymieniali kolejne nieudane ruchy transferowe Juventusu w ostatnich latach. Pomyślałem wtedy, że istotnie tak jest. Kupa siana przepalana, wymiernych korzyści nie było i nie ma. Zmieniają się trenerzy, pomysły, idee, a koniec końców Juve kręci się jak ten chomik w kole, wracając do punktu wyjścia. I Motta, i Tudor „utonęli” w remisach. Jeden kładł nacisk bardziej na defensywę, drugi preferował styl zawierający ofensywną nutę. Oboje mieli momenty lepsze, niemniej jednak przeważyły te drugie. Teraz nastały czasy Spalettiego i nie chodzi o to, by u progu pracy wartościować jego poczynania. Początek zresztą niczego sobie. Nadszedł jednak mecz weryfikator, czyli wizyta w Neapolu. O gościnności nie było mowy.
Powiedzmy sobie szczerze. Oprócz bramki Kenana Yildiza, „Starej Damy” w tym meczu nie zauważono, a jeśli była, to „tańczyła” pod dyktando gospodarzy. Ci z wielkim ostatnimi czasy Neresem, czy Rasmusem Hojlundem – kolejnym „zmartwychwstałym”. Główne zagrożenie płynęło z dośrodkowań, z którymi Juventus nie radził sobie zbyt dobrze. Jeśli McTominay wykorzystałby choćby jedną powietrzną sytuację, rezultat byłby bardziej dojmujący. W rzeczywistym kształcie wskazuje on na wyrównany bój. Między Bogiem, a prawdą, Napoli czuło się pewnie, stanowiło zorganizowany konstrukt, spłycało znaczenie rywali do absolutnego minimum. Po ekipie Conte oczekiwałem stałości i ta od spotkania z Atalantą jak najbardziej występuje. Warte docenienia tym bardziej, że terminarz niekoniecznie ich oszczędzał.
Jest ciekawie
„The Villains” wcisnęli „pedał gazu” i nie zamierzają ustępować. Pokonując Arsenal, musisz zwrócić na siebie uwagę. „Brzydkie kaczątko” zmienia się w „łabędzia”. Ja w tym sezonie doświadczyłem głównie tego pierwotnego wcielenia i chyba czas najwyższy przyjrzeć się obecnemu. Real Madryt znowu zawodzi i traci dystans. Mimo wszystko przestrzegałbym przed radykalnymi krokami wobec trenera Alonso. Mo Salah przeprowadza „medialną krucjatę”, a jak już przy interpersonalnych wątkach jesteśmy, to polska telenowela trwa w najlepsze. Nasi pucharowicze niespecjalnie się w tym tygodniu popisali. Generalnie rzecz ujmując, panuje tabelaryczny ścisk – w Polsce, Anglii, Włoszech, nawet we Francji. Taki oto mamy ciekawy sezon.


