
To był bardzo ciekawy sezon, choć ta jego ciekawość często wynikała z niedołężności drużyn Bundesligę tworzących. Mieliśmy wyraźnego przodownika spoglądającego z góry na resztę stawki. Mieliśmy „aptekarzy” bardzo wygodnie siedzących na drugiej pozycji, wręcz rozleniwionych tym faktem. A potem był ogień, karuzela bez zabezpieczenia, która zatrzymała się dopiero wraz z końcowym gwizdkiem sobotniej „Goal Areny”.
Ci, którzy się cieszą (BVB szczególnie)
O pracy Vincenta Kompanego w Bayernie trochę napisałem w ostatnim artykule (Top-spiele #8: Meczycho w Lipsku ; Bayern z majstrem ; BVB się wspina – Bezkres sportu). Monachijczycy wracają na tron i robią to w zupełnie niezłym stylu, zgoła odmiennym od tego, kiedy Dortmund „osobiście oddał im” trofeum.
Im dłużej trwał ten sezon, tym gorzej dla Bayeru Leverkusen. Pewien rozdział dobiegł końca, Xabi Alonso w cudowny sposób nadmuchał balon sukcesu do maksimum, jednak w końcu powietrze musiało ulecieć. Pojawiło się zmęczenie, swego rodzaju sytość, w pewnym stopniu wypalenie. Jak by nie było, vice-mistrzostwa kraju nie mogę rozpatrywać w kategorii porażki, a raczej uzasadnienia wartości zbudowanego projektu. Alonso stworzył coś, czego nie śmiał oczekiwać pewnie nikt. W Leverkusen zapowiada się mała rewolucja (odejście Frimponga, być może Wirtza, Grimaldo). Alonso również kroczy w kierunku innych wyzwań. Sam jestem ciekawy, jak potoczą się losy Bayeru i czy zostanie zachowana ciągłość.
To nie był idealny rok Eintrachtu Frankfurt, ale najlepszy od lat, wystarczający, by na jesień zawitać do Champions League. Nie wierzyłem do końca w powodzenie projektu Topmollera, tymczasem on nadał drużynie tożsamość, piłkarskie DNA. Mimo straty Asa w talii (Marmousha), dzielnie dojechano do końca kampanii, a nawet zdobyto brązowy medal. Tu znów można zadać pytanie o kształt kadry na kolejny rok. Pereł kilka do wyciągnięcia jest. Liczę, że we Frankfurcie nie dojdzie do rozbioru.
W Dortmundzie euforia i padanie przed jego wysokością Niko Kovacem (zresztą słuszne). W nie więcej jak dziewięć kolejek, BVB z jedenastej pozycji przesunęło się na czwartą, nie doprowadzając tym samym do wielowymiarowej zapaści, powstrzymując klub przed niebezpiecznym zjawiskiem spowszednienia. Apeluję do władz BVB o czujność, refleksję i brak minimalizmu – tak często ostatnimi laty przewijającego się w wypowiedziach. Ten sezon to znak ostrzegawczy i „mokra szmata w twarz”.
Mają się z czego cieszyć również we Fryburgu. Piękny futbol to nie był, jednakże w wielu momentach skuteczny. Niby wyłożyli się przed samą metą, ale mam przekonanie, że w sierpniu ubiegłego roku piąte miejsce wziętoby w ciemno. Julian Schuster przejął posadę od ikony i nie spękał.
Mimo zadyszki w ostatnich tygodniach, drużynę z Moguncji wypada docenić. Poukładana, zorganizowana, z przydziałem ról. Europejskie puchary dla drużyny, którą nie tak dawno wielu postrzegało jako trwały, ale niezbyt urodziwy element Bundesligowej układanki. Teraz dali nam trochę radości oraz wyposażeni byli w kilka ozdobników – Burkardta, Amiriego, Nebela, czy Sano.
Ci bez wyrazu
W worku o powyższej nazwie umieszczam następujące kluby: Werder Brema, VFB Stuttgart, Borussia Moenchengladbach, VFL Wolfsburg, FC Augsburg, Union Berlin, St.Pauli (dla nich brawa za utrzymanie ; dla beniaminka zawsze to wielka sprawa ) ; TSG Hoffenheim. Coś tam wygrali, a coś przegrali. Wiele z nich na pewnym etapie sezonu miało nadzieję na europejskie puchary, które w póżniejszym etapie zostały stłumione często przez nich samych. Za coś można te drużyny pochwalić, choć powodów do zganienia nie brakuje. Jednego tygodnia była przestrzeń do słów nacechowanych pozytywnie, by kolejnego miejsce plusów zastępowały minusy. Oczywiście nie należy generalizować, stereotypizować, w związku z czym każdej z powyższej drużyn można przypisać zupełnie inne zalety oraz wady (na przykład dla Stuttgartu, czy Bremy wypada być bardziej łagodnym niż dla Wolfsburga, czy Hoffenheim ) Proszę mi jednak wybaczyć – artykuł ma swoje ograniczenia przestrzenne.
Ci smutni
Oj tragiczny był to sezon RB Lipsk. Początek kampanii dalece obiecujący. Jeśliby jednak uwzględnić ostatnie 25 kolejek, to drużyna Zsolta Lowa zajęłaby 12 miejsce. Marko Rose wpadł w zapaść, z której nie potrafił klubu wyprowadzić. Można powiedzieć, że Węgier objął teren spalonej ziemi. Z drużyny potencjalnie odejść może kilka jej kluczowych ogniw (np. Sesko, Simons ). Nadchodzi więc okres przejściowy, który być może nada dalszy kierunek działalności. Zobaczymy, jakie manewry zza kulis wykona choćby Jurgen Klopp. No właśnie – Jurgen, czy ktoś inny. Ciągnie chyba wilka do lasu, co równoznaczne z tym, że krótki mariaż Niemca z Red Bullem może zostać zakończony.
Heidenheim dobrze zaczęło i nie najgorzej skończyło – taka mała klamra. Biorąc pod uwagę wszystko to, co pomiędzy, baraże nie są najgorszą karą. Spada dzielna Kilonia, która jednak nigdy do Bundesligi nie dorosła. Auf Wiedersehen mówimy również VFL Bochum. Jedni się żegnają, by innych można było powitać, a wracają wielkie marki – Hamburg oraz Koln. O tym jednak kiedy indziej.


