
Wraca i ona, jedyna w swoim rodzaju Bundesliga. Bundesliga, czyli wypełnione stadiony, klimat tworzony przez tłumne kibicowskie społeczności, „futbol na tak”, w konsekwencji spora ilość bramek. Pora przyjrzeć się kluczowym zmianom, metamorfozom, „kadrowej kosmetyce” oraz zarysować niedługo już wypełniającą się kolorami piłkarską rzeczywistość.
Monachijski brak szaleństwa ; śpiące BVB
Mało okazale wygląda okienko transferowe dwóch największych medialnych niemieckich tuzów. Zacznijmy od mistrzów z Monachium, gdzie luki zauważalne są gołym okiem. Problemem nie są w moim mniemaniu dotychczasowe wzmocnienia, wszak te uznaje za całkiem zacne. Wsparcie bloku defensywnego Tahem jest w pełni uzasadnione i nie muszę dodawać, że niesie za sobą nieprzeciętną jakość. Na „wyższe piętro” sprowadzoną Luisa Diaza. Kolumbijczyk ma „gaz”, zejście, dynamikę, wykończenie, bez cienia wątpliwości należy do ścisłej czołówki skrzydłowych na świecie. Mam jednak wrażenie, że to „wyższe piętro”, w obliczu odejść Sane, Comana, kontuzji Musiali, wciąż nie jest dostatecznie „umeblowane”. „Bawarczycy” są oczywiście głównym faworytem do mistrzowskiej patery. Niemniej jednak, wcale nie zdziwi mnie, jeśli z biegiem sezonu do głosu zacznie dochodzić „zbyt krótka kołdra”.
Podobnie, acz inaczej jest w Dortmundzie. Strategia, w oparciu o którą budowany jest zespół, sprawia wrażenie, jakby jej w ogóle nie było. Sądziłem, że ubiegłoroczna, w dużej mierze wstydliwa kampania, stanowiła srogie ostrzeżenie i oczywisty powód, by w „kotle” nieco zamieszać. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Na początek kampanii, BVB dysponuje jednym, rasowym środkowym obrońcą, gdyż kontuzjowani są Schlotterbeck oraz Sule. Linię pomocy zasilono Jobe’m Bellinghamem, co uważam za dobry ruch, aczkolwiek Anglik swoją pozycję zaczyna dopiero budować. Ponadto zdecydowano się na kupno Couto oraz Svenssona, choć Brazylijczyk nie specjalnie dał argumenty, by pokładać w nim duże nadzieje.
Patrząc holistycznie na kadrę BVB, nie widzę luk, a dziury. Nie widzę jakości, która pozwoli włączyć się w bój o majstra i wrócić na przeznaczone BVB miejsce. Bliżej mi na dziś dzień do opinii, iż czas na kolejną, rozpaczliwą walkę o Ligę Mistrzów. Jako kibicowi tego klubu, jest mi przykro, że Borussia zmierza do tak niechcianego spowszednienia. Nie jest to „zasługa” Nico Kovaca, gdyż jego dotychczasowe osiągi mają raczej pozytywny wymiar, ale wynik przebijającego się od lat minimalizmu i osadzenia w strefie komfortu.
Nowe rozdziały w Leverkusen oraz Lipsku
W Leverkusen odnotować należy swoistą „terapię szokową”. Nie ma „konstruktora „Alonso”, czarodzieja Wirtza, błyskawicznego Frimponga, czy „mózgu” drużyny, a więc Xhaki. To trochę tak, jakby z serii filmów o Harrym Potterze, wyjąć jego samego wraz z Hermioną i Ronem. Z pewnością produkcja nie byłaby już tym samym. Podobnie Bayer Leverkusen nie będzie taki, jakiego podziwialiśmy przez ostatnie dwa lata. Rodzi się zupełnie nowy konstrukt, u którego steru zasiada Erik Ten Haag. Nie zamierzam jakości Holendra jednoznacznie recenzować na podstawie słabego okresu w Manchesterze. Należy dać temu projektowi szansę i poczekać na pierwsze jego „owoce”.
Miniony sezon RB Lipsk to istne męczarnie sensu stricto. Kompletny marazm w ostatnich miesiącach pracy Marco Rose i doprowadzenie „chorego pacjenta do szpitala” przez Zsolta Lowa. Teraz „za kierownicę” wsiada Ole Werner, którego CV mocno zyskało na znaczeniu dzięki efektywnej pracy w Bremie. Odejście Benjamina Sesko z pewnością swoje piętno odciśnie, jednakże tego typu ruchy są poniekąd wpisane w strategię klubu z Lipska. Jak już przy polityce transferowej jesteśmy, dokonano tego, z czego RB słynie, a mianowicie wynurzono „kilka pereł” (np. Bakayoko). Czas tą nową jakość zaprezentować. Gorzej niż w tamtym roku chyba być nie może.
Niezłe okno we Frankfurcie ; co ze Stuttgartem ?
Z Frankfurtem pożegnał się Hugo Ekitike, co bolesne, ale wliczone w rachubę. Na rozgrywki Champions League ekipa Dino Toppmollera się jednak w pewnym sensie zbroi. Za Ritsu Doanem dobry sezon we Freiburgu, podobnie jak ten Jonathana Burkardta. Doceniam także ostateczne sprowadzenie Rasmusa Kristensena, który niejednokrotnie dał próbkę własnej jakości. Przed Eintrachtem sezon ciężki, łączący płaszczyzny wielu rozgrywek (co miało miejsce również podczas ubiegłej kampanii). Tak, czy siak, o pewną ciągłość warto się bić, jeśli nie na poziomie Ligi Mistrzów, to tym nieco mniej prestiżowym.
Pozostając przy temacie łączenia startów na kilku polach, sporo doświadczenia zebrał ostatnimi czasy Stuttgart Sebatiana Hoenessa. Jeśli odpowiednie wnioski zostały wyciągnięte, nie widzę przeciwskazań, by w górne rejony tabeli z powrotem zawitać. Tym bardziej, że oprócz dotkliwej straty multi-pozycyjnego Enzo Millot, kadra nie przesadnie zubożała, a i została uzupełniona. W drodze do ewentualnego sukcesu widzę jeszcze jeden „klucz”. Jest nim zatrzymanie Nicka Woltemade. Jeśli ta sztuka się uda, powiew optymizmu będzie uzasadniony.


