Top-spiele #18: Tańce we Frankfurcie ; Stuttgart unieruchomił Bayer

Eintracht i Borussia urządzili na Deutsche Bank Park niezłą potańcówkę. Na pytanie, „czy warto było szaleć tak”, najpewniej oba zespoły odpowiedziałyby, że „raczej nie”. W Leverkusen ładny dla oka łomot. Bayer wszedł w nowy rok nazbyt ospale. Stuttgart wszedł z buta, buta rodem z logo Bundesligi.

VFB Stuttgart poraziło swym blaskiem

Goście sobotniego top-spiele wprosili się do domu przeciwników, nie pytając o zgodę. Od pierwszego gwizdka ustawieni wysokim pressingiem, agresywni w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Stuttgart w pierwszej części odbierał Leverkusen tlen, tłamsił, zgarniał futbolówkę daleko od własnej bramki, nie pozwolił dmuchnąć w żagle statku „Aptekarzy” (może poza jednym wypadem zakończonym strzałem Fernandeza). Gro prowadzonych przez VFB ataków odbywało się prawą stroną, gdzie mogły imponować dwójkowe, trójkowe szybkie wymiany piłki, ale i wymiany pozycji między Fuhrichem, Mittelstadtem, czy Stillerem. Denis Undav był sobą, był sprytny, myślący. W moim umyśle szczególne piętno odcisnął jednak Leweling. I to nie tylko ze względu na imponujące liczby. Niemiec zawsze jawił mi się jako jednostka decyzyjna, co miało kluczowy wymiar w sobotę. Jedno, to mieć, czym kropnąć, a drugie wierzyć we własną umiejętność i znajdywać odpowiednie momenty. By wypłynąć na szersze wody, potrzebna jest jednak mimo wszystko większa częstotliwość tych fajerwerków.

Leverkusen przez długie fragmenty na boisku było tylko ciałem. Zero wyróżnień pozytywnych, w przeciwieństwie do negatywów. Problemy z wyprowadzeniem piłki spod własnej szesnastki. Jednym słowem – ciężary. Kiedy postanowili stawić się już z całym dobrodziejstwem, było za późno. Bardzo dobrą, ożywczą dla drużyny zmianę dał po przerwie Ernest Poku. Holender pchał ofensywę „Aptekarzy” wraz z Grimaldo. Na co jednak mogło się to zdać, jeśli w pierwszej części dostałeś 4 plaskacze. Pytanie retoryczne.

By być sprawiedliwym, muszę podkreślić fakt, że kto jak kto, ale Bayer jest pokrzywdzony Pucharem Narodów Afryki (Tapsoba, Maza, Kofane). Tak, czy siak, performance był to słaby i ciężko go jakkolwiek usprawiedliwiać. Jeśli zaś chodzi o Stuttgart, ilekroć o nim wspominam, zawszę chwalę pracę u podstaw Sebastiana Hoenessa. W dobie mody na grę reaktywną, ci romantycy stosunkowo często upominają się o posiadanie piłki.

Strzelanina

Nowy rok, stara Borussia Dortmund. Już gdzieś widziałem tracące prowadzenie BVB, robiące to w relatywnie głupi sposób, najczęściej w następstwie pragmatycznego usposobienia. Widziałem to całkiem niedawno. Ba, nawet rozlegle się na ten temat wypowiadałem. Jak było w piątek ? Cóż, w ataku tak jak często ostatnimi czasy, czyli jakoś. Gdyby na miejscu defensywy Eintrachtu stała inna, trochę lepsza, to sądzę iż przynajmniej jedna z tych trzech zdobyczy by nie wpadła. Problem Borussii tkwił głównie w solidnie jak dotychczas spisującej się defensywie. Pierwsza bramka na konto Guirassyego, druga Sule, trzecia dziełem zbiorowym Ryersona oraz Cana. Dortmund poniekąd sam sobie zgotował taki los. Koniec końców wyszedł z niego obronną ręką, ale czy remis faktycznie może cieszyć. Kolejne pytanie retoryczne.

Nie zobaczyliśmy również nowej twarzy Eintrachtu. W defensywie nieustannie raczej przeważa bezład. Literalnym dowodem ostatnia bramka tej piłkarskiej hulanki. Dobrze w zespół wprowadził się świeży nabytek – Ebnoutalib. Po stronie plusów również strzał Dahouda. Komentując krótko mecz w czasie rzeczywistym na Instagramie, napisałem zresztą, że jaki by ten Dahoud nie był, ułożonej stopy nigdy nie można mu było odmówić. Przed meczem ten remis nie byłby taki zły. W obliczu wydarzeń z 96 minuty, pozostaje rozczarowanie.

Kolejka w pigułce

W publicystycznym podsumowaniu rundy jesiennej, które popełniłem przed blisko dwoma tygodniami, nie zostawiłem suchej nitki na zespołach z Wolfsburga oraz Augsburga ( Top-spiele #17: Krajobraz rzeczywistości po rundzie jesiennej Bundesligi – Bezkres sportu ). Jeśli ktoś uznał, że potraktowałem te ekipy niesprawiedliwie, niech spojrzy na wyniki minionej rundy, a znajdzie tam ucieleśnienie tych słów. Nie stanowi żadnej ujmy przegrać z Bayernem, ale litości, nie 8-1. Augsburg z kolei zebrał czwórkę od M’Gladbach. Nie wykluczone, że zarówno jedni, jak i drudzy, nadchodzące na dniach mecze wygrają. A potem przegrają dwa z rzędu. I tak dotoczą się do końca sezonu. Pod jeszcze większym rygorem zdobywania punktów toczą się przedstawiciele samego dołu. Nie sprawiłem sobie tej przyjemności, by choćby przez chwilę spojrzeć na mecze w Berlinie oraz Heidenheim. Patrząc jednak po przebiegu, zdaje mi się, że czy Mainz, czy ekipa Schmidta, lekko plują sobie w brodę.

INSTAGRAM

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry