
Sezon ogórkowy zakończony. Igrzyska czas zacząć. Żużlowcy na start, a my delektujmy się widowiskami, które oferuje nam speedway. Za nami liczne sparingi, imprezy towarzyskie, w Anglii ruszył już sezon regularny. Choć do rozgrywek ligowych jeszcze tydzień, to nadchodzący weekend obfity będzie w imprezy o zacnym prestiżu. Szkoda jedynie, że pozytywną przedsezonową gorączkę stłumiła kraksa Taia Woffindena, o czym też sobie kilka słów powiemy. No to co, jedziemy !
Szybki koniec zimy
Stosunkowo szybko kluby wybudziły się z zimowego snu, a to za sprawą sprzyjającej pogody. Już początek marca przyniósł pierwsze wyjazdy na polskie tory. Potem nadeszła i wciąż trwa seria meczów sparingowych, cykl imprez towarzyskich, wystartowała także angielska Premiership. Z tych wspomnianych test-meczów staram się nie wyciągać żadnych wniosków, tym bardziej daleko idących. Seria artykułów opatrzona nazwą „Przedbiegi”, ma co do zasady dywagować, spekulować, przewidywać, zapowiadać. Z racji, że jest to pierwsza publikacja z tej serii, staram się ukazać pewną szerszą perspektywę, kontekst i obecny moment. To jednak mała dygresja. A wracając do klu, no właśnie, głód żużla jest spory i odczuwalny, co widać po frekwencji na niektórych sparingach (m.in. podczas feralnego spotkania w Krośnie). Czas więc łapać rytm i się rozpędzać.
Pokłosie wypadku „Tajskiego”
Przykry incydent z ubiegłej niedzieli (wypadek Taia Woffindena podczas meczu sparingowego w Krośnie ) stał się zarzewiem gorącej debaty publicznej związanej z bezpieczeństwem zawodników. Choć sama idea dyskusji w tym zakresie jest bardzo dobra i potrzebna, to szkoda, że często poprzedza ją jakaś katastrofa. Ponadto byliśmy świadkami licznych emocjonalnych reakcji, a także gestów solidarności/zjednoczenia środowiska z Tai’em i jego rodziną. Wyrazy wsparcia zalały doprawdy media społecznościowe. Dziś gruchnęła także informacja, że zarobki gwiazd z jutrzejszego IMME zostaną przekazane na rehabilitację mistrza. Wypada tylko przyklasnąć.
W tygodniu pojawiły się liczne głosy (choćby Mateja Zagara, Marka Lemona), żeby zlikwidować niepotrzebną instytucję sparingów. Kompletnie nie zgadzam się z tą inicjatywą, jednocześnie każdą kończyną podpisuje się pod słowami Marka Cieślaka dla Sportowych Faktów. W jakiś sposób musi nastąpić przysłowiowe „zrzucenie zimowej rdzy”, wdrożenie się na nowo w systematykę jazdy, a także przygotowanie ciała na tego typu wyczyny. Niektórzy być może przechodzą ten proces szybko i płynnie, inni zaś potrzebują czasu. Temu właśnie służyć mają spotkania towarzyskie – minimalizowaniu prawdopodobieństwa przykrych zdarzeń w trakcie trwania sezonu, coś w rodzaju długookresowej inwestycji. Nie ukrywajmy, brak chęci do tego typu przedsięwzięć może również wynikać z nie występowania korzyści finansowych.
Jestem ciekaw, czy coś konstruktywnego z tej żywej debaty wyniknie, czy jak to często bywa, bieg czasu uciszy temat. Czy w ostatnich latach wiele zrobiono, by zredukować ryzyko groźnych sytuacji ? W moim mniemaniu tak. Czy w sport żużlowy wpisane jest niebezpieczeństwo ? Bez cienia wątpliwości. Czy należy machnąć na to ręką i zaprzestać działań zgodnie z myślą, że tak już niestety musi być ? Absolutnie nie. Zawsze jest przestrzeń do poprawy. Jak w swoim materiale na kanale YouTube napisał Marcin Musiał – „walka o bezpieczeństwo sportowców zaczyna się od walki z obojętnością”. Istnieją gotowe projekty usprawnienia mechanizmów działania band. Są ludzie chętni do pracy w tym zakresie. Liczę, że podjęty dyskurs będzie miał swoją kontynuację i nie zniknie w niebycie.
Fakt, być może środowisko opanowała zbyt daleko idąca psychoza. Mam tu na myśli odwołany sparing w Rybniku. Naprawdę rozumiem punkt widzenia prezesa Mrozka i jego słowa o „prowadzonej przez żużlowców krucjacie” w wywiadzie dla Sportowych Faktów. Z drugiej strony zawodnicy „kują żelazo póki gorące”. Za przyczyną dramatu Woffindena widzą szansę, by realnie wpłynąć na zmianę, poprawę komfortu i własnego bezpieczeństwa. Ciężko mieć o to pretensje.
O IMME i MPPK słów kilka
Już w piątek Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi im. Zenona Plecha. Nie sądzę, by ktokolwiek te zawody potraktowal pobłażliwie. Choć to turniej poprzedzający batalie ligowe, na koniec dnia każdy chce zwyciężyć. Mam nadzieję, że tor w Łodzi będzie sprzyjał widowisku. Rok temu, o podobnej porze, w trakcie tej samej imprezy było z tym różnie. Wówczas nawierzchnia nie była jeszcze doskonale związana. Dla zawodników to okazja, by sprawdzić się na tle światowej czołówki, wszak obsada jest gwiazdorska. Potencjalne zwycięstwo może wiązać się ze swoistym podbudowaniem pewności siebie. Zależy o kim mowa. Dla zawsze nienasyconego Bartosza Zmarzlika to zwykły dzień w biurze. Dobry występ jednego z juniorów może z kolei wepchnąć go na falę pełną uniesień.
W sobotę rozdane zostaną pierwsze medale rangi mistrzostw Polski. Przy okazji MPPK sytuacja ma się podobnie. Niby jeszcze sezon w powijakach, ale medal każdy by przygarnął. Ostatnie trzy edycje zdominował lubelski Motor. Teraz też należy do grona faworytów. O złoto łatwo jednak nie będzie. Torunianie, Sparta, czy gospodarze pod postacią Grudziądzan też mają apetyty. Spokojnie, sukces lub porażka nie przesądza o ligowym bycie, czy paśmie sukcesów którejkolwiek z drużyn. To tak uprzedzam, gdyby komuś do głowy przyszło ogłaszanie wyników i ferowanie wyroków, zanim sezon na dobre się rozpocznie 🙂


