Próba toru #9: Rekiny skazane są na pożarcie !?

Przybliżyliśmy już sobie wszystkie drużyny Metalkas 2 Ekstraligi, czas więc ruszyć z żużlową Ligą Mistrzów. Zaczynamy od beniaminka. Awans Innpro ROW-u w ubiegłorocznych rozgrywkach zaskoczył wszystkich, domniemam że również samego prezesa Mrozka. Włodarz klubu ze Śląska zbudował kadrę, która ma okazać się być konkurencyjną. Patrząc na personalia, jednogłośnie możemy stwierdzić, że w Rybniku powstała prawdziwa mieszanka wybuchowa.

Charyzmatyczni obcokrajowcy

Zestawienie otwiera Nicki Pedersen, dla którego jest to powrót do najlepszej żużlowej ligi świata. Duńczyk to przykład niezłomności, przeraźliwej ambicji, indywidualizmu. To człowiek, który swoją historią medyczną ostatnich lat mógłby obdzielić niejednego człowieka. Tymczasem on wciąż chce się ścigać w lewą, chce karmić się adrenaliną. Za nim dobry rok w Rzeszowie, choć nie wystrzegał się słabszych występów. Rok wcześniej w barwach GKM-u coraz częściej zdradzał swoje słabości, niemoc dotyczącą jazdy na bardziej wymagających torach. Na co stać go teraz ? Być może Pedersen to już nie jest materiał na lidera pełną parą, ale daleki jestem od stwierdzenia, że nie stać go będzie na regularne dwucyfrówki. Szczególnie to twierdzenie tyczy się rybnickiego owalu.

Chris Holder również ponownie wita się z PGE Ekstraligą. W kampanii 2024 stanowił o sile klubu z Ostrowa. Jego ostatnie lata noszą znamiona sinusoidy, a w Rybniku ma być jednym z liderów. Czy będzie w stanie unieść to brzemię ? Nie mam jednoznacznego przekonania. Jeśli ma się tak stać, Australijczyk powinien w mojej opinii poprawić element startowy, który nierzadko kulał ostatnimi czasy. Na trasie Holder to wciąż specjalista i solidna marka.

Sekcję obcokrajowców zamyka Rohan Tungate. „Kangur” pozostanie w Rybniku może traktować jako nobilitację za gwiazdorski występ w starciu finałowym z Abramczyk Polonią. W warunkach pierwszoligowych Australijczyk może stanowić jeden z filarów zespołu, co zresztą materializowało się w ubiegłych latach. Przed nim duża szansa, by zaistnieć również szczebel wyżej. Mam jednak poczucie, że Tungate dosięgnął już własnego sufitu, który ciężko będzie mu przebić.

Zagadkowo wśród Polaków

Maksym Drabik, to kolejne nazwisko, przy którego boku mogę postawić znak zapytania. Ubiegły sezon mozolny i ciężki. Talent Drabik niewątpliwie posiada. Jak wiemy jednak, żużel to gra detali, tworząca całość rozbudowana struktura przyczynowo-skutkowa. Polski rajder został niedawno mianowany kapitanem zespołu, co raczej sprzecznie koreluje z wieloma medialnymi zachowaniami lub też ich braku ze strony Maksyma. To jednocześnie postać niezwykle enigmatyczna i barwna, a takich potrzeba. Najważniejsze są jednak argumenty sportowe, których kształt ciężko teraz przewidzieć. Wyciągnięta ręka Krzysztofa Mrozka sprawiła, że Drabik jeszcze utrzymał się na płaszczyźnie ekstraligowej. Przed nim jednak kluczowy sezon w kontekście dalszych losów.

Gleb Czugunow przed ubiegłym rokiem zszedł poziom niżej, co z perspektywy czasu wydaje się być dobrym posunięciem. Oba poziomy rozgrywkowe to jednak dwie odrębne rzeczywistości, z którymi wiążą się inne wymagania. Gleb być może będzie zawodnikiem oczekującym, jednak z dużym prawdopodobieństwem swoją szansę otrzyma. Choć w Ostrowie mógł poczynić krok do przodu jako zawodnik, jestem raczej sceptykiem, co do jego potencjalnego wkładu w wynik ROW-u. To nie jest moim zdaniem rajder mogący zrobić różnicę. Za dużo wahań, braku stabilizacji. Obym się mylił, patrząć z perspektywy śląskiego kibica.

Gdyby nie rynkowy deficyt, potrzeba chwili, Kacper Pludra prawdopodobnie również nie znalazłby zatrudnienia w PGE Ekstralidze. Za nim katastrofalny sezon w GKM-ie, kiedy to debiutował jako senior. Moja optyka wygląda tak, że to zbyt głęboka woda dla Kacpra i mimo udanej kampanii 2023, wskazane było być może zejście poziom niżej. Robert Kościecha próbował w Grudziądzu reanimować dyspozycję Pludry, co ostatecznie nie przyniosło rezultatu. W tym wypadku także raczej pragmatycznie spoglądam na rzeczywistość.

Wśród juniorów o żużlowej utopii mówić nie możemy. Myślę, że Paweł Trześniewski nie dał nam posmakować do końca swojego talentu, o którym przed kilkoma laty mówił Marek Cieślak. W jego rozwoju zauważalna jest pewna stagnacja. Choć ostatni sezon być może stanowił większy, czy mniejszy krok do przodu, to w pełni uzasadnione jest stawianie pytań o dalsze losy Pawła. Kacper Tkocz bardzo precyzyjnie i minimalistycznie dawkuje nam pozytywne przejawy własnej dyspozycji. Ekstraliga zdecydowanie jawi się tutaj jako zbyt wysoko postawiona poprzeczka.

Podsumowanie

Przed Piotrem Żyto, który po kilku latach w Szwecji wraca do pracy w Polsce, nie lada wyzwanie. To społeczno-poznawcze oraz to sportowe. Ciężkie wydaje się być zarządzanie tak zindywidualizowaną, specyficzną, temperamentną grupą jednostek oraz zjednoczenie jej we wspólnym celu. Co się tyczy warstwy sportowej, przed Rybnikiem zaciekła walka o utrzymanie. Na ich korzyść działa nowy system rozgrywek, wedle którego ligowy byt może dać zaledwie jeden wygrany dwumecz. Mam zero-jedynkowe przekonanie, że albo ten twór ma szansę się zazębić, albo okaże się totalną klapą. Jedno jest pewne – z Rybnikiem w sezonie 2025 nudzić się nie będziemy

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry