Próba toru #12: Krajobraz po gorzowskich turbulencjach

Prawdziwe tornado przeszło przez struktury gorzowskiego klubu w minionych miesiącach. Piramidalna katastrofa miała swoje zarzewie jeszcze w końcówce ubiegłego sezonu, kiedy w przykrych okolicznościach pożegnano się z trenerem Chomskim. Potem klocki domina zaczęły się sypać w gargantuicznym tempie. Kilkunastomilionowe długi, zaległości, klub na skraju bankructwa, zmiana prezesa /struktur, plan naprawczy, wielomilionowe pożyczki, kupno akcji przez miasto, obniżki pensji,…jeden wielki rollercoaster. Ostatecznie klub uporał się z widmem spoczywającej nad nim śmierci. Nazwa Gezet Stal Gorzów odmieniona została w zimie przez wszystkie przypadki, toteż ja w tym artykule skupię się wyłącznie na aspekcie sportowym.

Filary wciąż te same, choć nie do końca

Martina Vaculika już możemy w moim mniemaniu określić mianem legendy gorzowskiej Stali. Regularny, stabilny, czołowy rajder świata. Często początki sezonu w wykonaniu Słowaka wyglądają niemrawo, jakby musiał wpaść w odpowiedni rytm. Kiedy już jednak to się stanie, stanowi o sile zespołu i z miejsca jest jego liderem. Choć ubiegła kampania nie była jego najlepszą, to wciąż mieściła się w ramach akceptacji. Jego zadanie jest jasne i klarowne – wraz z Andersem Thomsenem ma ciągnąć wózek o nazwie Gezet Stal Gorzów. Nie widzę przeciwskazań dla wykonania tej misji.

Drugi filar stanowi wspomniany Duńczyk. Thomsen to istota przesympatyczna, szalona, energiczna, na torze odważna, technicznie zjawiskowa, o tendencji do stwarzania widowisk ekwilibrystycznych, absolutnych. Kiedy na tor wyjeżdża Anders, wiedz, że nie warto mrugać. Thomsen z sezonu na sezon staje się lepszym rajderem, czego odzwierciedlenie widać w rezultatach. Ponadto wraca do stawki Speedway Grand Prix, co może mieć dwojakie skutki. Duńczyka na torze się podziwia, nie sposób mu nie kibicować.

Trzecią podporą ma być zastępujący Szymona Woźniaka – Andrzej Lebiediew. Łotysz to kolejny zawodnik, dla którego warto przychodzić na stadion. Przy okazji to po prostu fajny gość, bardzo dobry, szczery, często nie poprawny politycznie, nie zmanierowany rozmówca, co widzimy we wszelakich wywiadach. Do Lebiediewa przypięła się łatka tego, który rokrocznie spada z PGE Ekstraligi. Umówmy się, ma to jednak wydźwięk czysto humorystyczny. Rok temu potrafił notować świetne występy w cyklu Grand Prix, zdobył Mistrzostwo Europy. W lidze bywało różnie, szczególna niemoc opanowywała go na wyjazdach. Odnoszę wrażenie, że niekiedy Łotysz obiera złe ścieżki, co wynika z przesadnej sympatii do orbitowania pod bandą. Co więcej, jestem przekonany, że w rozgrywkach ligowych nie ujawnił jeszcze pełni potencjału, którym niewątpliwie jest obdarzony. Może właśnie ten rok okaże się tym najlepszym ?!

Polskie ogniwa

Oskar Fajfer był jednym z głównych kandydatów do objawienia sezonu 2023. Rok ubiegły cechował się znaczącą obniżką formy. Jeden z powodów stanowiły na pewno kontuzje, choć nie zrzucałbym na ich karb całości odpowiedzialności. Mam zagwozdkę i sam nie wiem, czego od Oskara Fajfera oczekiwać. Czy kampania sprzed dwóch lat to jednorazowy wystrzał, a może rok temu temu najzwyczajniej zbyt wiele mechanizmów nie zazębiło się w jednym momencie ? Odpowiedzi poznamy już niedługo

Pozycja u24, co ciekawe, jest nieobsadzona. Dziurę łatać będą Oskar Paluch oraz Hubert Jabłoński. Szczególnie duże nadzieje pokładane są w osobie Palucha. Za wychowankiem świetny sezon, w czasie którego poczynił znaczący krok do przodu w swojej króciutkiej karierze. Choć nikt na Oskara nie będzie nakładał przesadnej presji, to podświadomie każdy liczy na jego solidne występy. Na Paluchu ciąży spora odpowiedzialność, bowiem w każdym spotkaniu czeka na niego potencjalne 5/6 startów.

W obwodzie pozostają również liczni wychowankowie (Chatłas, Krok, Szlegiel), którzy jednak przy braku zdrowotnych absencji, nie powinni odegrać jeszcze znaczącej roli. Mamy również utalentowanego, przebojowego Czecha – Adama Bednara. Tu z kolei na drodze staje regulamin, a na regularne starty będzie musiał poczekać do momentu implementacji zasady o zagranicznym juniorze.

Podsumowanie

W Gezet Stali Gorzów nastąpił symboliczny koniec świata, by mógł narodzić się nowy twór. Szkoda, że wszystko odbyło się w takich, a nie innych okolicznościach. Nie skrywam swojej ogromnej sympatii do tego klubu, którego sympatykiem jestem od wielu lat. W zeszłym sezonie jednym ruchem została zburzona wydawałaby się niewzruszalna konstrukcja o solidnych fundamentach (czytaj zżyta ze sobą drużyna / monolit ). Czas na nowe otwarcie. Priorytetem musi w takim newralgicznym momencie być wyprowadzenie klubu na prostą. Stabilny, bezpieczny sezon powiązany z odbudową zaufania kibiców. Właśnie czegoś takiego spodziewam się po „Stalowcach”. Zbyt mocni, by spaść. Zbyt słabi, by sięgnąć po medal.

W piątek trochę o rywalach zza miedzy – zielonogórskim Falubazie. Link poniżej:

Próba toru #13: Myszy chcą wrócić do gry o medale – Bezkres sportu

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry