
Reprezentacja Polski to grunt szorstki, niepewny, wręcz wyboisty, o czym nie raz zdążyliśmy się przekonać. Ostatnimi czasy względnie pewni byliśmy jedynie pozbawionej tożsamości gry, choć nie ukrywam, długo nie dałem zgasnąć tlącej się iskierce nadziei. Mamy punkt „0” , wybija godzina nowego początku. Te „nowe początki” stały się niejako integralną częścią corocznego, reprezentacyjnego kalendarza. Zadanie Jana Urbana – wyprowadzić porządek z postępującego chaosu.
Punkt wyjścia
O samym wyborze trener Urbana, jego zaletach, merytorycznych atrybutach, o tym, dlaczego w mojej opinii jest to dobry wybór, pisałem tu – Polskie orły #5: Panie Janie – prowadź ! – Bezkres sportu . Teraz „ugryźmy temat” z innej strony. Wspomniany wyżej punkt wyjścia nowego selekcjonera do najłatwiejszych nie należy. Przyjmując posadę, Urban musiał zdawać sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności na nim spoczywającej oraz pokaźnej liczby wyzwań – nie tylko tych dotyczących warstwy piłkarskiej sensu stricto.
Kluczy do ewentualnego sukcesu jest kilka. Pierwszy, najważniejszy, oczyścić mikrośrodowisko wokół reprezentacji, wzbudzić autorytet, zadbać o odbudowę cech wolicjonalnych, wskrzesić wiarę we własne zasoby, wydobyć osobowość, jednym słowem – obudzić z piłkarskiego letargu. Kiedy już Urban ten fundament postawi, w co głęboko wierzę, to powinien przejść do futbolu. I teraz sytuacja przedstawia się następująco. Liczba jednostek treningowych znikoma (z czym mierzy się każdy selekcjoner), zbyt mała na „wszczepienie własnych idei”. Narzędzia pod postacią zawodników, w sporej mierze nie błyszczą lekko mówiąc, w związku z czym Urban musi się wykazać sporym zmysłem artystycznym, by jakkolwiek tą mozaikę ułożyć.
Dotarliśmy do momentu, kiedy społeczne oczekiwania wobec reprezentacji szurują po dnie. Moda na kadrę stała się lekko przestarzała, o ile jeszcze w ogóle występuje. Niezależnie od wszystkiego, „publiczne oko” zawsze reprezentację darzyć będzie szczególną uwagą. Piłka nożna była, jest i będzie „królową sportu” na szczeblu lokalnym, regionalnym, narodowym. Byłoby dobrze, jeśli medialny popyt wygenerowałby w końcu pozytyw, niżeli kolejna farsa, skandal, absurd, tudzież kompromitacja. Na dziś dzień stąpamy po „spalonej ziemi”. Liczę, że Jan Urban zdoła wyhodować na niej jednak „kilka kwiatów”.
O tych narzędziach słowo
Jak o powołania chodzi, niezupełnie mnie one dziwią. Karykaturalnie wygląda sytuacja związana z Kamilem Grosickim, choć z drugiej strony, jego aktualna, boiskowa prezencja, stanowi dla kadry wartość dodaną. Arkadiusz Pyrka zupełnie nieźle prezentuje się u progu sezonu w niemieckim St.Pauli. Wraca Kędziora, czy Wiśniewski, o których jednak ciężko jest mi się jakkolwiek wypowiedzieć. Powołania dla Pawła Wszołka, czy Bartosza Kapustki w pełni uzasadnione, szczególnie jeśli mowa o wahadłowym Legii. Reasumując, do samych nazwisk przyczepić się nie mogę. Wątpliwości zaczynają się pojawiać, kiedy pomyślę o wartości w praktycznym obiegu. Jan Urban musi „szyć”, pytanie z czego…
Nie martwi mnie pozycja bramkarza i to tyle, jak chodzi o przysparzające spokój oraz pewność pozycje. Pójdźmy pięterko wyżej. Jan Bednarek dobrze wprowadził się w portugalskie rewiry. Niedługo dołączyć ma do niego Jakub Kiwior, ale póki co – na próżno szukać minut u byłego już zawodnika Arsenalu. Oprócz tej dwójki, sporo świeżości, jak o defensywny sektor chodzi. Świeżość, czytaj nowe twarze, nie muszą być jednak synonimem słowa jakość. Mam nadzieję na debiut Jana Ziółkowskiego, który zdaje się być „figurą wartą inwestycji”. Wzrost, dynamika, niezłe wyprowadzenie piłki – być może tego poszukuje trener Urban.
Jeszcze nie tak dawno, linię pomocy uznawałem za czynnik, w którym możemu upatrywać swojej siły. Jak w życiu, tak w futbolu, wszystko płynie, niekiedy zbyt szybko. Piotr Zieliński nie należy do ulubieńców Cristiana Chivu w Interze, a Jakuba Modera nie ma w ogóle. Istnieją więc pewne pola deficytowe, co nie oznacza, że jesteśmy pozbawieni jakości, szczególnie w kontekście skrzydeł, a konkretniej tego lewego. Jakub Kamiński „wszedł z futryną” do Kolonii. Nicola Zalewski regularnie zbiera minuty w renomowanej Atalancie. Wracając do środka, wciąż czekam na błysk Sebastiana Szymańskiego. Czy się doczekam ? Nie mam pojęcia
Biednie przedstawia się przód tego „biało-czerwonego statku”. Czy Świderski, czy Piątek liczbami nie grzeszą. Adam Buksa rozpoczyna nowy rozdział kariery we włoskim Udinese, czyniąc to zresztą z Jakubem Piotrowskim. Wracający do kadry Robert Lewandowski, uporał się z urazem i tak naprawdę wkracza w nową kampanią. Nie jest kolorowo, jednakże to nic nowego. Barwy trzeba dopiero temu projektowi nadać.
Racjonalne oczekiwania
Nie czas, by „bujać w obłokach”, tworzyć kwadraturę koła, czy „oblatywać galaktykę”. Czas przedstawić racjonalne, realne, może nieco pragmatyczne oczekiwania na najbliższe boje. Wypełnienie „ustawowego obowiązku”, czyli 3 punkty z Finami. Zalążek nowej agendy, przyzwiote momenty oraz szeroko zakrojona nieustępliwość w starciu z Holendrami. Zespół Koemana to drużyna z zupełnie innego pułapu, na zupełnie innym etapie rozwoju, zawierająca w sobie zupełnie innej klasy personalia. Polska kadra potrzebuje bodźca, by narodzić się na nowo oraz wiary w wytyczoną przez Urbana scieżkę. Jaka to ścieżka, sam dowiem się już niedługo.
Dlaczego te oczekiwania wskazują na zdystansowaną perspektywę ? Bo miejsce na optymizm się skończyło. Czas, żeby namacalne, merytoryczne przesłanki ten optymizm wlały. Nie twórzmy alternatywnej rzeczywistości. Polska piłka reprezentacyjna tapla się w bagnie, ale z każdego bagna można wyjść !


