
Wracamy na nasz łez padół, czyli front reprezentacyjny. Czas na kolejne zgrupowanie i dwa mecze: towarzyski z „zawsze groźną” Mołdawią oraz eliminacyjny na „trudnym terenie” w Finlandii. Debata wokół kadry narodowej, lekko mówiąc, nie może napawać optymizmem. Niezależnie od rezultatów najbliższych dni, ciężko będzie ten stan rzeczy odwrócić.
Niczym pacjent w stanie krytycznym
Z artykułów, które popełniłem w trakcie ostatniego zgrupowania, wylewały się minorowe, nasycone pesymizmem nastroje (Polskie orły #2: Quo vadis polska kadro – Bezkres sportu). Nie mogło być inaczej, skoro zwycięstwa z Litwą, czy Maltą raczej „zadawały oczom ból’, niż dostarczały uciechy. To prawda, punkty są najważniejsze, ale przy okazji spotkań z tego typu rywalami, nie o tabelę tylko chodzi. Zamiast nadać projektowi kierunek, wyciągnąć to, co najlepsze z poligonu doświadczalnego (Ligi Narodów), zostaliśmy w punkcie zero, a może nawet się uwsteczniliśmy. W „ślepą uliczkę” wszedł moim zdaniem Michał Probierz, który zaklina, zakrzywia rzeczywistość, dba raczej o jednorodny przekaz, pozostaje konserwatywny np. w kwestii preferowanego systemu gry. Być może poza boiskiem grupa osób (piłkarze) została scalana, na nowo stając się drużyną, ale na murawie wciąż to niekiedy przypomina „osiedlową gierkę” – bez ładu i składu. Mam nadzieję, że sam selekcjoner ma jeszcze pomysł, jak tego „trupa reanimować”.
Saga z Lewym w roli głównej
Powody absencji, które Robert Lewandowski wymienił w swoim oświadczeniu, są w pewnym sensie zrozumiałe. Przy obecnych realiach, nadmiarze meczy, przeciążeniach organizmu, szczególnie w takim klubie, jak FC Barcelona, zmęczenie ma oczywiste uzasadnienie. Głupi jest ten, kto przez pryzmat tej decyzji, dyskredytuje pozycję Roberta w kadrze, jego dorobek i wkład w historię polskiej reprezentacji. Mimo wszystko, wybór „Lewego” ciężko jest mi zaakceptować/zrozumieć w całej rozciągłości.
Nie jest tajemnicą, że polska kadra cierpi na brak naturalnej charyzmy, brak cech wolicjonalnych, brak lidera i przywódcy. Kimś takim jest Robert Lewandowski. Pod jego nieobecność odpowiedzialność się rozmywa. Jak ta reprezentacja ma rosnąć, zyskiwać na jakości, czuć powagę sytuacji wynikającej z noszenia „orzełka na piersi”, jeśli wzór, lider, autorytet nie pojawia się na zgrupowaniu przed niezwykle ważnym spotkaniem z Finlandią.
Z czego, oprócz czynników zdrowotnych, wynika decyzja Roberta Lewandowskiego ? To wszystko sfera spekulacji, domniemywań, swego rodzaju nadinterpretacji. Być może to kwestia nadania priorytetów. Nie mam pojęcia. Krok „Lewego” niby zrozumiały i uzasadniony przez niego samego, ale mały niesmak wciąż we mnie pozostaje.
Narzędzia, które posiadamy
Nikt nie wmówi mi, że nie posiadamy jakości sportowej sensu stricto. Co innego jest jednak błysk w klubie, a co innego przelanie go na obszar reprezentacyjny. Rzeczonej jakości najmniej mamy oczywiście w strefie defensywnej, choć i tam można dostrzec pozytywy, wszak Jakub Kiwior w kluczowej fazie sezonu stał się podstwowym defensorem Arsenalu ( i to z całkiem niezłym skutkiem). Idąc trochę wyżej, możemy zauważyć „powstałego z popiołów” Jakuba Modera, apozycyjnego ostatnimi czasy Nicolę Zalewskiego, czy Kubę Kamińskiego, który w klubie jest postacią marginalną, ale w marcu świadczył o sile (jaka by ona nie była) reprezentacji. Wśród napastników względny dobrobyt. Skuteczny na finishu był chociażby Adam Buksa.
Nie będę oryginalny i po raz kolejny powiem, że nie wyobrażam sobie niczego innego, niż dwóch zwycięstw. O ile przed marcowymi spotkaniami byłem pragmatykiem z przebijającym się delikatnie optymizmem, tak teraz nic poza przezorność przebijać się nie może. Z przykrością stwierdzam, że dotarliśmy do momentu, kiedy wyjazdowe spotkanie z Finlandią ma szansę stanowić niemałe wyzwanie. Z całym szacunkiem do Finów, to nie ich wielkość, ale nasz sportowy upadek. Nigdy nie jest jednak za późno, by bieg wody w piłkarskiej rzece zawrócić.
Mój przewidywany skład na towarzyski mecz z Mołdawią
Bułka – Kiwior – Bednarek – Skrzypczak – Grosicki (kończy karierę reprezentacyjną) – Cash – Moder – Zieliński – Szymański – Świderski – Buksa


