(Po)bojowisko #10: Nieustannie złote bziki ; naoczny rozwój Szpilki ; pik formy Michalskiego (XTB KSW 113)

XTB KSW 113 jest już historią, historią bogatą w sporą garść intrygujących chwil. Adrian Bartosiński oraz Paweł Pawlak do cna wykorzystywali swoje flagowe atuty. Artur Szpilka dał znać swojemu sztabowi, że dotychczasowa nauka nie idzie na marne. „Cukier” znowu był słodki i znowu stawia grubą pieczątkę na sporządzanym przez siebie wniosku o miano pretendenta.

Na tronach bez zmian

Adrian Bartosiński nie przeprowadzał żadnej klatkowej gry wstępnej. Wszedł po to, by obalić i zmielić, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu. Ostatecznie swoje założenia zrealizował, co nie obyło się jednak bez małych turbulencji. W tym miejscu wypada pochwalić pretendenta. Muslim był aktywny z dołu, szukał balachy, trójkąta, raz nawet pokusił się o przetoczenie. Na nogach wzbudzał respekt mistrza, poczęstował „Bartosa” zabierającym tlen lewym na „schaby”, więc momentów odmówić Tulshaevowi nie można. Co również zwróciło moją uwagę, to spokój, jaki Bartosiński zachowywał w momentach niesprzyjających. Zero nerwowych, impulsywnych posunięć. Widzimy efekty kapitału mentalnego, zgromadzonego podczas dwóch ostatnich jego starć Reasumując, panujący bzik pewnie kroczy obraną ścieżką, zaś treść jego słów po walce, stanowi piękny skutek uboczny tego sportu. Jestem przekonany, że najlepsze jeszcze przed Muslimem. Pamiętam obraz tego człowieka z KSW Epic, widzę go teraz i mam wątpliwość, czy to ten sam zawodnik.

Paweł Pawlak może i był ociężały u progu pojedynku, może stawał momentami nieruchomo pod siatką, może dorwała go malutka rdza, ale na koniec dnia Pawlak pozostał Pawlakiem. Na nogach wyglądający na nieskoordynowanego, ale co rusz raczący Laida czy to prostymi, czy frontami (szczególnie w drugiej części starcia). Druga sprawa, to zacne timingowo zejścia w nogi, w następstwie czego Polak uczył Francuza gry parterowej. Kontrolował pozycję, wbijał łokcie z bocznego ustawienia i poddał balachą na kolano, czego nie było w moim bingo na tą galę. Zerhouniemu nie sposób odmówić hartu ducha, odporności na kolejne spadające bombki. Zaskoczyło mnie całkiem niezłe przygotowanie kondycyjne. Francuz puchł z rundy na rundę, natomiast ta krzywa nie spadała w sposób drastyczny, spokojnie był w stanie walczyć przez 5 odsłon. Tak, czy siak, Paweł Pawlak to wciąż pułap niedosięgniony.

Martinek gołing dałn

Artur Szpilka, niczym rozkwitający kwiat, poszerza swój zasób w formule MMA. Co pokazał nam w starciu z Michałem Martinkiem ? Movement coraz bardziej przystosowany do wszechstylowej walki wręcz. Kopnięcia, czy niskie, czy te lokowane na wątrobie. Szybki, wręcz bezwarunkowy odruch wstawania na nogi po sprowadzeniu. Pomyślunek w sytuacji, kiedy zrezygnował z duszenia na poczet ubijania rywala. No jest na czym budować, Panie Szpila. Na minus jak bumerang powracające destrukcyjne nawyki rodem z kariery bokserskiej. Choć elastyczne uniki, czutka, timing robią wrażenie, tak opuszczone ręce mogą się kiedyś odbić czkawką.

Martinek nieźle radził sobie z Polakiem na nogach i chyba przesadna wiara w striking wyprowadziła Czecha na manowce. Długo był siłą przeciwstawną dla rywala, unikał złowieszczych bombek, kopał, pracował jabem, wykorzystując defensywne uchybienia Szpilki. Problem w tym, że z omawianej dwójki, to Polak swoimi ciosami zwykł częściej gasić światło. Jeśli Martinek uporczywie sięgałby po zapasy, scenariusz mógłby zostać wypełniony skrajnie inną treścią.

Po prostu Cukier

Zupełnie nie zaskoczył mnie przebieg starcia Michalski vs Janikowski. Z przykrością stwierdzam, że Damian znowu poszedł wymieniać się ciosami z tym, z kim nie powinien. Kolejny raz nie zdołał zaprzęgnąć swojego atutu. Znowu szybko stracił świeżość i dynamikę. Znowu za to wszystko srogo zapłacił, bowiem próg odporności nie jest przesunięty zanadto wysoko. Coś musi się zmienić. Nie mówię w tej o chwili o zmianach kosmetycznych, a strategicznych. W innym wypadku ten smutny obraz będzie się powtarzał, a nie o to w tej grze przecież chodzi.

Michał Michalski zalicza prime time swojej kariery, można rzec – zjawiskowy finish. Jest błyskotliwy, dynamiczny, o wysokim fighterskim IQ, dobrze czujący bieg starcia. Po bardzo wyrównanym początku, stopniowo przechylał szalę na swoją korzyść, zabierając przestrzeń Janikowskiemu. W tym miejscu kolejny raz wspomnę o szybko składanych kombinacjach bokserskich. Michalski jest jak wino, znowu dowiódł swojej jakości, co nie znaczy, że walka o upragnione trofeum stoi przed nim otworem. Niestety, sytuacja w kategorii jest jaka jest, uwarunkowana kilkoma zmiennymi, ciężka do rozwiązania.

Pozostałe akcenty XTB KSW 113

Freak fight wypełnił oczekiwania, dał ładunek emocjonalny, zakończył się szybko i efektownie. Samo kolano AJ’a naprawdę niczego sobie. Obrazek lądującego z impetem na deskach „Różala”, to akcent smutny, współgrający z refleksją, że „sport zawodowy nie jest dla starszych ludzi”. W tym wypadku nie chodziło jednak o sport zawodowy, a o pomoc zwierzętom, wobec czego Marcin Różalski również ma powody do radości. Panie Marcinie Wójciku, decyzja o zmianie kategorii to decyzja bardzo dobra. Polak zneutralizował Brazylijczyka, nie ustępował w aspekcie fizycznym, wielkie brawa. Zanim Patryk Surdyn rozwinął skrzydła, Morelli wypalił potężnym prawym krzyżowym. O przypadku nie ma mowy, „El Diablo” to wciąż rozwijający się, czołowy gracz w Europie. Potencjał skumulowany w dwóch pierwszych akcentach wydarzenia absolutnie nie zawiódł. Zarówno Souheil Kaouchen, jak i Igor Włodarczyk wzorowo wywiązali się ze swojej roli. Połączenie tych dwóch (Kaouchen stójka, Włodarczyk parter) to mieszanka niemal wybuchowa.

https://www.instagram.com/bezkressportu.pl/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry