
Ciężkie chwile przeżywa ostatnimi czasy Chelsea już nie Enzo Maresci. Wczorajszy hit na Etihad długo tą nieprzychylną narrację odzwierciedlał. „Bogini” Atalanta oczarowała Romę swoim wdziękiem, a wręcz ją onieśmieliła. Ostatnimi czasy świetnie jest być kibicem Aston Villi.
Do porażki jeden krok
Czy należy chwalić Chelsea za wczorajszy mecz ? Tak, za fragmenty w drugiej części. Czy należy ganić Chelsea za wczorajszy mecz ? Bez cienia wątpliwości, za żenadę w pierwszej połowie. Niedawno rozprawiałem nad meczem z Newcastle, gdzie „The Blues” również opóźniło swoją obecność w meczu. Różnica tkwi w postawie defensywnej – ta wczoraj niczego sobie. Chelsea od pasa w górę zawitała na drugą część, a w zasadzie Enzo wziął na siebie ciężar odpowiedzialności. I o ile nie uważam go za gracza epokowego, choć nie odbieram umiejętności, tak wczoraj mi zaimponował. W następstwie ruletki wyłożył patelnię do Pedro Neto, w końcówce wbił siłą woli fubolówkę do siatki, zacny performance.
Mecz meczem, przejdźmy na szerszy plan. Zwolnienie Enzo Maresci uważam za pokaz siły wyższych stanowiskiem instancji, wypadkową niesnasek z zarządem. Zasadność takiego ruchu jest w moich oczach sprawą złożoną. Włoch wygrywał puchary, mniej znaczące, ale wciąż trofea. Wtłoczył w rzeczywistość własne idee, na Chelsea niekiedy spoglądało się z przyjemnością. Kluczem jest słowo „niekiedy”, bo ciężko mówić o stabilizacji, regularności osiągów, jeśli raz na jakiś czas przychodzą ciężko wytłumaczalne zapaści. Do pewnego stopnia można ten fakt uzasadnić brakiem odpowiednich narzędzi. Co okienko, to nie lada zamieszanie, jedni sprawdzają się bardziej inni mniej, ale środkowego obrońcy oraz klasowego napastnika jak nie było, tak nie ma. Mimo wszystko, być może nieco przekornie stwierdzam, że da się z zastaną kadrą zrobić nieco więcej, niż był w stanie zdziałać Maresca.
A City ? City zagrało spotkanie niejednoznaczne. Optycznie pewnie i byli lepsi, nie byli zaś konkretniejsi. Sporo grania „po umbrelli”, jak by to trener Piotr Nowak powiedział. Błysk geniuszu Reijndersa, niezły powrót Rodriego, tylko momenty Haalanda, stan spoczynku w drugiej połowie. No co ja Państwu powiem, widziałem lepsze spotkania „Obywateli”, którzy wspomnianą regularnością dyspozycji z kolei mogą imponować. Guardiolę oraz spółkę nie powinien i nie martwi tyle mecz z Chelsea, co szersza perspektywa. Hiobowe wieści dotknęły Gvardiola, Dias opuścił murawę z urazem, a strata do Arsenalu znów nie taka minimalna.
Chwalmy Palladino
Roma znów przegrywa z zespołem na podobnym pułapie w kontekście szeroko pojętej siły. Romie znów brakuje żądła, bo gdyby na pozycji Fergusona stał ktoś lepszy niż on sam, może by podobne sytuacje zamienił na bramki. Winnym rezultatu nie jest jednak Ferguson. Kulało wiele kwestii, kulała teoretyczna siła – defensywa, w szczególności Rensch, co nie umknęło uwadze komentatorom Eleven. Pewne deficyty zawierała także sfera kreacyjna. W sobotę wszystko było zbyt wolno. W sobotę Romę onieśmieliła „Bogini”.
Atalanta zagrała intensywnie, ekspansywnie i odpowiedzialnie zarazem. Rozpoczęli od fatalnego błędu Edersona przy wyprowadzeniu, co jak się okazało, było sprawą jednostkową. Pierwsza część na wysokich obrotach, odbierająca przestrzeń ekipie „Giallorossi”. Atalanty na boisku było po prostu pełno. To dobry moment, by wspomnieć o Polaku rodaku. Nicola Zalewski zaliczył mecz bardzo dobry. Mógł być kapitalny, gdyby wykorzystał dogodną sytuację wynikającą z szybkiej, dwójkowej akcji. Na stopień „bardzo dobry” składa się asysta przy trafieniu Scalviniego, ale przede wszystkim jego pozytywna wszędobylskość. Zalewski raz po raz jeździł na tyłku i robił to najczęściej w sposób efektywny. Jeśli miałbym jeszcze kogoś wyróżnić, wskazałbym na Djimsitiego – w sobotę szefa, co się zowie. O ile z tego typu Atalanty zrodzi się pewna stała, to wróżę niezłą przyszłość.
Aston Villa ? TOP
Aston Villi jak psu buda należy się kilka zdań. Ostatni raz zespół ten wziąłem na tapet u progu sezonu. Wtedy blask „The Villains” był, jakby to powiedzieć, przesadnie ukryty. Dziś najlepszym świadectwem blasku jest tabela i zielona lista kwadracików na Flashscorze. Ostatnimi czasy doświadczyłem tego zespołu w dwóch spotkaniach – z Chelsea oraz Arsenalem. Dziś jednak nie o tym, wszak to już relatywnie odległa przeszłość. Pozwoliło mi to jednak wyrobić sobie generalną opinię, wzbogacić wcześniejszy stan wiedzy.
Na Aston Villę ciężko nałożyć jeden szablon. Oczywiście, w DNA, wewnętrzną tożsamość pewnie najbardziej wpisuje się gra reaktywna, związana z zachowaniem po odbiorze, osadzona na fazach przejściowych. To uwydatniał mecz z Chelsea, ale i ten nieudany z Arsenalem. Generalnie w ten schemat wpisują się spotkania z tymi możnymi. Potem przychodzą jednak wydarzenia, kiedy ci teoretycznie słabsi oddają „The Villains” piłkę, a ci nie pękają na robocie. Największa gwiazda ? Wskazałbym Morgana Rogersa. Czarujący artysta futbolu ze świetnie ułożoną stopą. Po nim, a może i przed nim Unai Emery. Teoretyk futbolu, który w długofalowych projektach drugorzędnych klubów, nie ma sobie równych.



