Zawsze skuteczna analiza wsteczna #32: Lech i Legia jakby z innych bajek ; spoglądamy w oczy końcowi rozgrywek

Jak chodzi o wszystkie inne płaszczyzny poza sportową, uzasadnione było nazywanie meczu Lech vs Legia wielkim hitem. Jeśli mówimy o sporcie sensu stricto, tam na dziś dzień mamy do czynienia z trochę innymi rzeczywistościami. Chciałem nadrobić i poruszyć wątek wczorajszego meczu na San Siro. Pozwoliłem sobie jednak odpuścić tę lekturę. Pokuszę się za to o rzut oka na holistyczny stan faktyczny we Włoszech oraz Anglii. Przed nami ostatnie podrygi trwającego sezonu.

Lech uwydatnił aktualną różnicę

O tym, że oba zespoły spoglądają na świat z dwóch różnych siedzeń, wiedzieliśmy już przed meczem. Niedzielne spotkanie tylko ten fakt potwierdziło. Marek Papszun „ratuje pacjenta w ciężkim stanie”, gdzie ruchy kadrowe przeszły weryfikację negatywną, gdzie trzeba utrzymać ligę bez względu na okoliczności. W grze Legii ciężko dostrzec estetykę futbolu. Ekipa Papszuna często wygląda siermiężnie, pragmatyczne, a jej boiskową aparycję determinuje w dużej mierze nadrzędny cel. Lech Poznań nie gra świetnego sezonu, ale taki, który może okazać się wystarczającym. Nie można „Kolejorzowi” odmawiać jakości piłkarskiej i usposobienia, które pozwala tą jakość eksponować. Z tego wstępu przejdźmy jednak do wczorajszych wydarzeń z Bułgarskiej.

Od początku kształt tego spotkania przybrał formę, której mogliśmy się spodziewać. Lech wziął piłkę, Legia była nastawiona na futbol reaktywny. I o ile gospodarze szybko spożytkowali własne starania, o tyle goście tkwili w nadmiernej bierności. Pierwszy gol Gholizadeha był połączeniem narzędzi, z których Lech często korzysta. Dynamizacja akcji i koronkowa gra na małej przestrzeni zlała się z magiczną lewą nogą Irańczyka. Kołem zamachowym dla dalszych działań gospodarzy czerwona karta Augustyniaka – w mojej opinii niekoniecznie słuszna. Niemniej Legia nie robiła absolutnie nic, by zapobiec nawarstwiającym się problemom. Ostatni kwadrans pierwszej części to istna piłkarska makabra. Prostopadłe piłki przeszywały defensywę tak, jakby zamiast obrońców stały pachołki. Ishak, Ouma, Pereira, włączający się Gurgul – oni sprawili, że druga połowa po prostu musiała się odbyć ze względu na zasady gry w piłkę nożną.

Sprawy włoskie

Inter zostanie mistrzem Włoch i jest triumfatorem w pełni zasłużonym. Konkurencja nie dotrzymała równego kroku, ale przede wszystkim Mediolańczycy nie obniżyli poziomu swojego lotu (przynajmniej na froncie ligowym). Chivu dostał szansę i trzeba przyznać, że dźwignął tę robotę. Przez Inter nie przeszło tornado, co nie znaczy, że Rumun nie naznaczył drużyny swoim śladem. Ona ewoluowała. Chivu nadał projektowi nieco bardziej ofensywnego sznytu, wprowadził większą rotację, a co dla nas Polaków ważne – w tym środowisku obdarzył ogromnym zaufaniem Piotra Zielińskiego.

Napoli oraz Milan najpewniej uzupełnią podium. Przez Neapol przechodziło kilka sztormów różnej natury. Były ciężary z łączeniem kilku rozgrywek, była fala kontuzji ( równolegle platformę do błysku dostali Vergara, czy Santos ), ale na koniec dnia ekipa Conte wychodzi chyba obronną ręką. Jak o Milan chodzi, z nim związane jest swego rodzaju ryzyko zawodowe. Jeśli organizacja gry i defensywa działają bez zarzutów, „piłka a la Allegri” może przynosić frukta. Gorzej, jeśli w tej obronie coś zaczyna kuleć. Ostatnie dwa miesiące to lekko mówiąc średni czas Milanu. Nie odpowiem na pytanie, kto dostanie ostatni bilet do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Na pole position stosunkowo stabilny ostatnio Juventus. Roma odnotowała zbyt wiele porażek, za dużo miernych rezultatów z możnymi, kilkukrotnie traciła prowadzenie (m.in. ze „Starą Damą”, czy Neapolem ). W szeregi Como wkradła się mała zadyszka. Atalanta również mogłaby się włączyć w walkę o Champions League, ale tak wygląda cena za zatrudnienie Juricia.

Sprawy angielskie

Co do zasady, lepiej jest gonić niż uciekać. Tak, czy siak, Arsenal przechodzi samego siebie. Jakie są przyczyny faktu, że „Kanonierom” wali się świat ? Może wkrada się zmęczenie – zarówno to odczuwane w nogach, jak i to związane z rozpościerającą się od pół roku wizją mistrzostwa. Może skutek odwrotnie proporcjonalny do zamierzonego przynosi skrupulatność i minimalizm implementowane przez Artetę. Być może faktycznie istnieje coś takiego, jak trwale zakorzeniona mentalność. Walcz drogi Arsenalu, jeszcze nie wszystko stracone !

Manchester City spokojnie polował, w końcu dopadł ofiarę, a jeszcze na koniec może ją zjeść. Manchester United wkroczy do Ligi Mistrzów, co w obliczu jeszcze nie tak dawnych realiów, jest sporym sukcesem. Stosunkowo dawno poddawałem w wątpliwość wyjście na prostą Liverpoolu Slota. Minęły miesiące i uważam, że „The Reds” wciąż znajdują się na zakręcie. Ich szczęście polega na niedołężności innych. Jedne gwiazdy rozpoczęły zachód swojej kariery (Salah, Van Dijk), inne jakby jeszcze nie rozpostarły skrzydeł (Frimpong, Wirtz). Aston Villa już chyba ledwo zipie, ale z bezpiecznej strefy wypaść nie powinna. Do „niebieskiej” strefy na pewno nie wskoczy już Chelsea – tam „impreza” trwa w najlepsze. Jeśli Maresca zostawił zespół w kryzysie, to teraz doświadczamy poważnej zapaści. Czy do bezpiecznej strefy przedostanie się Tottenham ? Być może, choć nie postawiłbym na to złamanego grosza.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAMA 🔥

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry