
Za Bayersystem GKM-em gwiezdny weekend, podczas którego torowe argumenty przemówiły za ich wnioskiem o udział w play-offach. Gezet Stal odjechała w Lesznie dwa mecze w ramach jednego spotkania. W zielonogórskich głośnikach powinien wybrzmieć refren: „Cieszmy się z małych rzeczy […]”. Pilski sen trwa w najlepsze.
GKM pręży muskuły ; Byki dopadły Stal
„Gołębie” z inauguracji, a „Gołębie” z niedzieli, to dwa inne gatunki. Gorzowianie od początku czuli się przy Hallera komfortowo, Betard Sparta długo jakiegokolwiek komfortu szukała. Szczególnie w pierwszej fazie zawodów kulał element startowy, a bez niego ciężko o podbój Grudziądza. Robert Kościecha i spółka odrobili lekcję. W czwartek na zielonogórskich wertepach rozbili Stelmet Falubaz, w niedzielę zwyciężyli „Spartan”, a i tak nie uwolnili pełni potencjału.
O ile Vadim Tarasienko przeżywa świetny okres, torowe akrobacje funduje „Liglad”, Maksym Drabik rokuje, a juniorzy odgrywają coraz większą rolę, o tyle Max Fricke jest zwyczajnie wolny. Australijczyka od lat postrzegamy jako lidera, niemniej ciężko uciec od faktu, że każdego roku przeżywa słabszy okres. Tak, czy siak, w Grudziądzu musi panować optymizm, a i we Wrocławiu jeszcze nie ma co bić na alarm. Do pełni szczęścia Betard Sparta potrzebuje nieco kompletniejszych występów poza domem. To, że na Olimpijskim gospodarze są dostrojeni jak najlepsza gitara, wiemy wszyscy. Diabeł tkwi w wyjazdach.
W komentarzu na INSTAGRAMIE napisałem, że z samego Holdera, to i Salomon nie naleje. Gezet Stal weszła w spotkanie jak z nut, by w drugiej jego połowie stracić wszelkie atuty. Może nie tyle Gorzowianie opadli z sił, co „Byki” całkowicie zmieniły swoje oblicze. Z leszczyńskiego obozu dochodzą różne sygnały (mam na myśli chociażby lapidarny, acz treściwy wywiad Piotra Pawlickiego), niemniej potrafili wyjść z niedzielnej potyczki obronną ręką. Postać Keynana Rew zazwyczaj nie wybija się na pierwszy plan, ale „Australijczyka wypada po prostu docenić. Póki co, stanowi pewny, solidny punkt zespołu. Janusz Kołodziej odsłonił niedawno kulisy swojego stanu zdrowia. Fakt, że Polak jest już naznaczony urazami, niestety coraz częściej odzwierciedla postawa torowa. Jak o Gorzów chodzi, znów zawiódł Paweł Przedpełski, który nie miał z czego szyć punktów. Gezet Stal wisiała w niedzielę na Holderze, a kiedy ten przestał wygrywać biegi, rezultat się rozleciał.
Falubaz zachował twarz ; Pres odhaczył obowiązek
W Zielonej Górze mnożą się problemy – od „wojny domowej” zaczynając, na dyspozycji sportowej kończąc. W czwartek ewidentnie zawalili przygotowanie domowej nawierzchni, choć nie sam tor był przyczyną klęski z „Gołębiami”. Potem na „poprawę humoru” czekał ich bój przy Alejach Zygmuntowskich. Paradoksalnie, co niektóre „Myszy” faktycznie mogły wyjeżdżać z Z5 uśmiechnięte. Choć 42 punkty w Lublinie są pozytywnym promykiem, to punktów za to nie przyznają. Zastanawiam się również, czy wynik ten nie jest drobnym zakrzywieniem rzeczywistości. Między Bogiem a prawdą, Stelmet dysponował wyłącznie świetnym na starych śmieciach Kuberą i wtórującym mu walecznym Andrzejem. W Zielonej Górze drobne deja vu z tamtego roku. Falubaz w końcu zacznie wygrywać, natomiast play-offy to już coś z pogranicza rzeczywistości i fantastyki. Jak o Lublin chodzi, Martin Vaculik wchodzi w sezon swoim tempem, przyzwoity impuls wysłał Mateusz Cierniak. Reszta spisała się lekko poniżej dotychczasowych występów, co oczywiście nie jest nadmiernym powodem do zmartwień.
Rezulat osiągnięty przez Krono-Plast Włókniarza nie nosi znamion wstydliwego, a to już coś. Mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie wtopa z numerem startowym Sebastiana Szostaka. Jak nie idzie, to po całości. W tym wypadku nie mówimy jednak o nieszczęśliwym losie, a ludzkim niedociągnięciu. Gospodarze równo rozkładali akcenty, duet Tungate-Lidsey jakkolwiek przewodził stadu. Zwycięstwo Torunian byłoby bardziej okazałe, natomiast po trzech startach odpuścił Mikkel Michelsen, zaś Emil Sajfutdinow oddał bieg Kawczyńskiemu. Nie będę jednoznacznie ogłaszał kresu słabszej dyspozycji Patryka Dudka. Włókniarz nie uchodzi w moich oczach za wymierną weryfikację.
Oszołomiony Ostrów w Pile
Moonfin Magnus Ostrów przyjechał do Piły i zbłądził. Gospodarze przygotowali tor szybki, selektywny, odbiegający od definicji „stołu”, ale najwidoczniej mieszczący się w regulaminowych ramach. Gości (wyłączając Filipa Seniuka) ewidentnie ta rzeczywistość przerosła. Na domiar złego żniwo zebrały urazy (Gleb Czugunow, Jakub Krawczyk). Jak o Taia Woffindena chodzi, urzeczywistnił się jeden ze scenariuszów, o którym pisałem przed kilkoma tygodniami (wewnętrzny hamulec). Jestem ciekaw, jak na takie, a nie inne usposobienie Ostrowa, zareagują inni rywale. Być może w innych miastach również będziemy oglądać tory odbiegające od definicji „stołu”. Nie sądzę, ale biorę to pod uwagę.
Pilanie czuli się wspaniale. Mocno usadowieni na motocyklach, doskonale znający domowe warunki, nie dali rywalom absolutnie żadnych szans. Wejście w pierwszy łuk często determinowało końcowy układ biegu. Innymi słowy, Polonia odstawiała oponentów już na starcie. Chciałbym w tym miejscu wyróżnić dwie postacie. Pierwsza ma na nazwisko Teska, druga Kościuch. Kacper kroczy naprzód w sportowym rozwoju, który bez nadmiernego wysiłku da się zauważyć. Weteran polskich torów wskoczył w kevlar i pozamiatał. Kościuch nie tyle zaimponował mi punktami, co jazdą. Ubezpieczał kolegów, umiejętnie odpierał ataki, panował nad motocyklem. Czapki z głów, Panie Trenerze.
ZAPRASZAM NA INSTAGRAMA 🔥



