
W Newcastle remis moim zdaniem sprawiedliwy, za uszami sporo mają obydwa zespoły, w pełni zadowolony nie może być nikt. Juventus łapie powoli równowagę, uniósł ciężar gatunkowy spotkania z Romą, wciąż jest w grze. FC Barcelona podczas świąt obserwuje rzeczywistość z fotelu lidera, zresztą w pełni zasłużenie.
Chelsea zjawia się i znika
Pierwsza połowa – paraliż Chelsea i defensywno-ofensywny bezład. Aż ciężko zejść na niższy poziom dyskusji z tego bardzo generalnego. Zdawać by się mogło, że środek defensywy „The Blues” obrósł już nieco mitem, to znaczy nie jest tak mierny, jak mówią że jest. Ten mecz nawiązał, a w zasadzie pierwsza połowa nawiązała do tej okrytej złej sławą łatki. Woltemade nie musiał szukać przestrzeni, on najzwyczajniej wbijał się w pole karne bez zaproszenia. Druga połowa, to i druga twarz. Kapitan James dał znak i nagle Palmer dystrybuował futbolówkę jak trzeba, Caicedo atakował przestrzeń z piłką, Joao Pedro zrobił z siebie użytek i co najważniejsze, wygrał kluczową przebitkę. Irytuje mnie boiskowa aparycja Garnacho – z samej szybkości, to i Salomon nie naleje. Wynik uratowany, twarz zachowana, a szczęściu nie może być mowy. Pozycja w tabeli nie przysparza żadnych alarmowych stanów, przynajmniej póki co.
Newcastle nie uczy się na własnych błędach, znowu trwoni zbudowany kapitał. Naprawdę szkoda, bowiem chwilami ogląda się ten zespół z wielką przyjemnością. Ekspansywna pierwsza połowa, wysokie ustawienie, nieustępliwy pressing. W środku pola dominowały „Sroki”, efektywnie prezentowały się skrzydła, a Woltemade gubił rywali i dostawiał szuflę. Dysproporcja między obiema połówkami nie była tak drastyczna, jak w przypadku Chelsea, ale była. Za błąd Thiawa rachunek wystawił Pedro. Z trzech punktów ostał się jeden, kolejny raz. To się nazywa konsekwencje, tudzież wspomniane (również przez komentatorów Canal+) złe zarządzenie rezultatem.
Juve łapie prąd
Do pewnego momentu mecz Juve z Romą było spotkaniem niezwykle wyrównanym, gdzie proporcje zachowywano wręcz wzorowo. U jednych i drugich zauważalne były zalążki kreacji, jednym i drugim brakowało konkretyzacji tych zalążków. Z czasem „Stara Dama” zyskiwała coraz więcej kontroli, ziarna wypuszczały owoce i chwilami ekipa Spalettiego mogła się podobać. To Thuram zagrał między linię, to świetnie funkcjonował duet Conceicao-Yildiz, to Cambiaso asystował piętką. Generalnie rzecz ujmując, początek nowego trenera jest obiecujący. Krytykowałem Juve za spotkanie z Napoli, ( Zawsze skuteczna analiza wsteczna #22: Wesołe zwycięstwo Barcy ; rozmyte Juve ustępuje Napoli – Bezkres sportu ) bo miałem ku temu podstawy. Przyszła victoria z renomowanym rywalem, w dobrym stylu, toteż warto drużynę z Turynu pochwalić. Zauważam jednak jeden problem, jak się okaże, wspólny mianownik Juve oraz Romy. Ten problem to napastnicy. Różnica jest prosta. W Turynie jest ich kilku, tyle że są bezefektywni. Wśród sobotnich gości nie ma ich praktycznie wcale.
Gasperini udowadnia w Rzymie, że jest elastyczną taktycznie „trenerską bestią”, nie tracąc przy tym ofensywnego polotu. Co jednak z tego ofensywnego polotu, kiedy brakuje tego który, ostatnie zagranie wykończy. Niezła gra na jeden kontakt, przyspieszenie akcji, to wszystko jest. Brakuje tylko i aż egzekucji. A Janek Ziółkowski ? Całkiem, całkiem ; pewny, szybki, decyzyjny, zupełnie niezły mecz w wykonaniu Polaka.
Błędy rodza konsekwencje (albo i nie)
Umówmy się, to nie było wybitne spotkanie, ani Barcelony, tym bardziej Villarealu. Zarówno jedna, jak i druga drużyna nie stroniła od defensywnych uchybień – od głupich, lekkomyślnych faulów gospodarzy, po straty zespołu Flicka. Powodem zwycięstwa hiszpańskiego potentata niezliczona jakość ataku, w tym przypadku jednostek, skorelowana z kapitalnym na bramce Garcią. Mówię jednostek, bo Ferran czy Fermin raczej przeszli obok spotkania, niżeli w nim aktywnie uczestniczyli. Villlareal potrafił znaleźć, a niekiedy i samemu wykreować dogodne sytuacje, tyle że brakowało stempla.
Przyznam, że to moje pierwsze w tym sezonie zetknięcie ze zjawiskiem prowadzonym przez Marcelino. Choć to spotkanie nie jest podstawą faktyczną dla peanów pochwalnych, to aktualną pozycję Villarealu trzeba docenić. Nie mają czym szastać, a jednak są w stanie cokolwiek mieć. Barca spokojna na szczycie i będąc w takiej dyspozycji ciężko, by ktokolwiek jakkolwiek im podskoczył.



