Top – spiele #16: Borussia Polańskiego wychodzi na ludzi ; wnioski Dortmundu

„Kiedyś to było”, bo nie było takich spalonych, jak ten Honorata przy nieuznanej bramce. Borussia M’gladbach i tak ma powody do radości. W ich kontekście teraz to jest, bo jeszcze niedawno nie było niczego. Tydzień temu głównie ganiłem Borussię (tą z Dortmundu), a dziś będę ją głównie chwalił. Taki to mamy zmienny klimat.

Pozytywna weryfikacja

O zorganizowanym, zyskującym tożsamość Lipsku, było tutaj: Top-spiele #14: Nie znają słowa litość ; Lipsk zyskał tożsamość i stabilizację – Bezkres sportu . Borussia Eugena Polańskiego daje coraz więcej powodów, by i na nich zwrócić uwagę. Polak „wkraczał na niemal spaloną ziemię”, w którą sukcesywnie wtłacza „odżywki regeneracyjne”. Mówię sukcesywnie, bo rzeczywistość nie zmieniła się za „dotknięciem czarodziejskiej różdżki”. Początki Polańskiego nie zwiastowały „fajerwerków”. Czasem warto jednak zaufać procesowi. Defensywa ostatnimi czasy spisuje się bez zarzutów. W zespole można dostrzec „życie”, osobowości, a gra piłką nie sprawia oczom bólu. Krytycy powiedzą, że obiecująca seria M’Gladbach zbudowana jest na niezbyt imponujących rywalach. W związku z tym za egzamin dojrzałości uznałem mecz z Lipskiem. Został zdany bez większych problemów.

Spotkanie na Borussia-Park to momentami niewiarygodny gniot spoglądając z perspektywy kibicowskiej sensu stricto. Jeśli jednak zejdziemy na poziom nieco bardziej analityczny, po obu stronach zauważymy kilka godnych pochwały kwestii. Tkwią one oczywiście w defensywie, szczególnie jak chodzi o gospodarzy. Na znane sobie obroty nie wskoczyły skrzydła ekipy z Lipska, szczególnego wpływu na grę gości nie miał „uziemiony” Baumgartner. Niezwykle łasy na bramki był za to Harder. Co się nastrzelał z dystansu, to jego. Nie nazwę tych prób desperackimi, natomiast o wymiernych korzyściach nie ma mowy. Szeregom obronnym M’Gladbach dowodził Elvedi, wśród pomocników wyróżniłbym Rocco Reitza. Niemiec posłał kilka piłek otwierających przestrzeń. Czas na małą dygresję. Kilka, może dwa lata temu, mówiło się o utalentowanym duecie Netz-Reitz. Następnie Luca i Rocco wtopili się w krajobraz, a temat ich talentu jakby się rozwodnił. Może czas znów zgłosić aspiracje. O mikroskopijnym spalonym Honorata było już w leadzie. Cóż, „lajf is brutal”.

Obyło się bez powtórki

Bayer Leverkusen zagrał z BVB niezwykle bezbarwnie, momentami niemal przezroczyście, trochę tak, jakby odchorowywał sukces z City. Dmuchnąć w żagle „Aptekarzy” usiłował Ibrahim Maza, który współgrał z futbolówką, potrafił stworzyć sytuację Ernestowi Poku, kilkoma słowy nie „wtapiał się w szablon”. Na drugim biegunie Loic Bade. Francuz dwukrotnie przegrał powietrzne starcia, a co najgorsze – te kluczowe. O ile zwykle Bayer raczej lubuje się w posiadaniu piłki, tak mam wrażenie, że w sobotę wolałby ją oddać. Kiedy Leverkusen relatywnie okiełznało swoją niemoc i ruszyło „z kopyta”, było już za późno.

Przez tydzień świat nie wywrócił się do góry nogami. Prawdą jest, że wynik to jedna z głównych determinant narracji, którą prowadzimy post factum. Jeśli Bayer wyrównałby rezultat spotkania, mówilibyśmy o kompromitacji, nie wyciągniętej lekcji, istnym frajerstwie. Skoro BVB utrzymało prowadzenie, to znaczy że zagrali czujnie, odpowiedzialnie, wyciągnęli wnioski. Z jednej strony goście faktycznie nie dopuścili do absurdalnych strat, zachowali koncentrację i niech ten fakt nam nie umyka. Z drugiej strony wiemy, że BVB to raczej drużyna o jasno określonym profilu. W tej swojej charakterystyce ostatnimi czasy byli wręcz koszmarni, zaś z Leverkusen uwydatnili tą lepszą wersję siebie.

Goście stworzyli kilka dogodnych okazji. Nie licząc szansy Brandta, zmaksymalizowali zyski. Ponadto nie specjalnie bronili się przed głęboką defensywną, co nie przysparza mi wielkiej radości. Niemniej jednak tym razem obyło się bez ekscesów. Na wyróżnienie zasługuje w moich oczach czwórka: Anselmino (nie tylko ze względu na bramkę), Nmecha (elegancki „pożeracz przestrzeni”), w końcu stabilny Adeyemi, ale i nadwyraz zmotywowany Fabio Silva (wreszcie jakiś pozytywny impuls od Portugalczyka). Jeśli miałbym przy sobie oś jakości Borussii Kovaca, to spotkanie umieściłbym gdzieś tuż za jej środkiem. Okazja na rehabilitację Bayeru już jutro w Pucharze Niemiec.

Krótka piłka

Bayern przełamał „mury obronne” ekipy St.Pauli, choć odbyło się to z zaskakującym trudem. Odtrąbmy wielkie wydarzenie. Wolfsburg zdobył punkt, mało tego, na trudnym terenie we Frankfurcie. Śmiech śmiechem, ale tam naprawdę potrzebne są punkty, na cito. Dwa zwycięstwa z rzędu to dla Augsburga zbyt dużo, choć fakt porażki z Hoffenheim można jakkolwiek usprawiedliwić. Rzutem na taśmę w Berlinie wygrało Heidenheim, za co brawa, bo nie jest i nie będzie to częste zjawisko. Podobnie sprawa się ma w kontekście Hamburga, gdzie punkty niezwykle „szanują, a wręcz oglądają z dwóch stron”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry