
Po nieco ponad roku federacja KSW wraca nad polskie morze. Wydawać by się mogło, że pozostały do gali czas będzie „upływał spokojnym nurtem”, ale nic bardziej mylnego. Główne „dania” oferowanej karty, to pojedynki tych, którzy nie mają nic do stracenia. Jednocześnie otwiera się przed nimi szansa na dokonanie wielkich rzeczy. Mówię oczywiście o pretendentach. Cały harmonogram jutrzejszego wydarzenia zapowiada się naprawdę smakowicie.
Przystawki
Wojciech Kawa pierwszy raz wkracza do klatki KSW i poprzeczka nie została zawieszona przesadnie wysoko. Patrząc jednak na ostatnich rywali Polaka, El Hadji Ndiaye okazuje się być srogim wyzwaniem. Tak, czy siak, faworytem w mojej opinii jest szczeciński „Berserker”, chcący zapewne rozwiązać sprawę na nogach. Francuz być może poszuka swojej szansy w chaosie, ewentualnie na ziemi.
Kamil Szkaradek wraca po długiej przerwie i porażce z rąk Miljana Zdravkovicia. Zawodnik „Grappling Kraków” lubi wywierać presje, męczyć swoich przeciwników, wykorzystywać szybkość, często wprowadzać element zapaśniczy. Bortoluzzi wydaje się dobrym przeciwnikiem na powrót do startów, a jednocześnie takim, którego nie sposób lekceważyć. Od Szwajcara bije po prostu solidność. On również ponad rok nie składał wizyty w oktagonie. Ja stawiam na Kamila Szkaradka.
Głównym powodem zestawienia Mateusza Pawlika z Wiktorem Zalewskim jest najprawdopodobniej czynnik geograficzny, wszak Pawlik to na co dzień fighter „Mighty Bulls Gdynia”. Nie chcę dyskredytować oraz umniejszać zawodnikowi znad morza (mam zbyt małą, a w zasadzie nie mam wiedzy, podstawy faktycznej, by cokolwiek o nim powiedzieć). jednakże nie wyobrażam sobie innego rezultatu, niż spokojny triumf Płocczanina. Zaryzykuję tezę, że możemy być świadkami ciekawego zakończenia.
Oleksii Polishchuck wykazał się, ale niestety dużym brakiem profesjonalizmu. Stał tuż przed bramami glorii i chwały, by szansa na tytuł mistrzowski zniknęła w jednej chwili. Grubo ponad cztery kilogramy nie są kosmetycznym zaniedbaniem, a sporą wtopą. Mimo całego kontekstu, starcie z Islamem Djabrailovem będzie batalią co najmniej interesującą. To, co możemy w nim doświadczyć, to wirtuozeria grapplerska, piękno brazylijskiego jiu-jitsu. Patrząc kompleksowo, w roli faworyta widzę Ukraińca, ale Niemiec zdążył już pokazać, że nie należy do kategorii „ogórków”. Ewentualna porażka byłego już pretendenta okaże się dwuwymiarową katastrofą.
Webster kończy ; Lushima się przewiezie ?
Damian Stasiak kończy karierę w momencie, kiedy jego ambicje nie sięgają już najwyższych laurów, jednocześnie wciąż pozostaje we wszystkim znanej, dobrej dyspozycji, o czym sam zresztą mówi. Webster być może wielkiej kariery w KSW nie zrobił, ale bogatej w między innymi starty w UFC drogi, nikt mu nie odbierze. Ponadto Stasiak to niekonwencjonalność, efektowność, wykorzystanie backgroundu w postaci karate, czy nieprzewidywalność. Naprzeciwko niego będący na fali Michał Domin. W przeciwieństwie do Stasiaka – bardziej stawiający na aspekt fizyczny, solidny ground and pound, rzemieślniczą pracę. Ciężko wskazać faworyta tego pojedynku.
Cedric Lushima to z pewnością solidne wzmocnienie zawsze poszukującej nowych twarzy kategorii półciężkiej. Facet przekrojowy, niepokonany, stosunkowo młody. Wątpliwości zaczynają się pojawiać, kiedy spojrzymy na ostatnich rywali. Są nimi kolejno Yann Kouadja oraz Jason Radcliffe, znani skąd inąd polskim kibicom. Nie powalają na kolana te skalpy prawdę powiedziawszy. Damian Piwowarczyk to zawodnik z wyraźnie zauważalną krzywą wznoszącą rozwoju. Szczególnie imponujące i niejako potwierdzające dobrze obrany kierunek, było ostatnie zwycięstwo z Bartkiem Szewczykiem. Tam „chodził lewy prosty”. Jak będzie jutro ? Nie wiem, ale w sposób zdecydowany wskazuję na zwycięstwo Piwowarczyka
Dania główne
Genialnie zapowiadającym się starciem jest spotkanie Romana Szymańskiego oraz Kacpra Formeli. Kiedy zawodnik „Czerwonego Smoka” pojawia się w klatce, to wiedz, że może zdarzyć się absolutnie wszystko. Nie skłamię, jeśli nazwę Romana „żołnierzem federacji KSW”. Nie bierze walk na podatki, jakby to powiedział Mateusz Borek, nie kalkuluje, mierzy się ze „śmietanką kategorii”, raz wychodząc na tym lepiej, a raz gorzej. Ostatnimi czasy passa nie najlepsza, ale w żaden sposób nie determinuje to jutrzejszej batalii. Formela zmienia kategorię wagową i już sama ta informacja stanowi ciekawy smaczek. Wiadomą sprawą jest fakt, że pięści to on raczej nie odstawia, całkiem nieźle, a wręcz bardzo dobrze szafując płaszczyzną stójkową. Frapuje mnie, kto weźmie na siebie klatkową inicjatywę. Za bardziej prawdopodobne uważam reaktywne usposobienie Szymańskiego. Nie sądzę, by Formela szczególnie chętnie „nurkował po nogi’. Nieznacznie wyżej stawiam akcje zawodnika z Poznania.
Zdawać by się mogło, że Marcelo Morelli żyje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, tylko sobie znanym matrixie. A być może los w piękny sposób wynagradza mu fakt, że Wenezuelczyk często specjalizował się w ratowaniu zestawień, biorąc pojedynki z doskoku. Realia są następujące: Fighter „Unic Fight Club” w swoim debiucie dla KSW zawalczy o mistrzostwo kategorii koguciej, wskakując na zastępstwo dzień przed galą (bo jakże mogło być inaczej). Z niebios schodząc na ziemię, uważam, że to jeszcze nie ten etap. Mam wrażenie, że Sebastian Przybysz jest tym, kim docelowo w niedalekiej przyszłości może się stać Morelli. Po odejściu Jakuba Wikłacza, „Sebić” to niekwestionowany „pan i władca kogutów”. Facet pewny swoich atutów, kontrolujący własny kapitał w walce, dojrzały, z szerokim wachlarzem możliwości. Przybysz jest najzwyczajniej w świecie kompletnym zawodnikiem wszechstylowej walki wręcz.
Deser
Sprawa jest dosyć prosta. Jeśli ktoś ma rozprawić się z Philem De Friesem – absolutnym dominatorem, multi-rekordzistą federacji KSW, to jest to Arkadiusz Wrzosek. Jeśli ktoś ma prawdziwie stłamsić niebezpiecznego Polaka, to jest to nieposkromiony, acz uroczy Brytyjczyk. Klucz dla naszego rodaka ? Kontrolować dystans, aktywnie pracować na nogach, nie dać się zamknąć na siatce, używać kopnięć ( czy to niskich, czy wysokich ). To, co będzie realizował Phil, jest sprawą raczej jasną. Ciągłe chodzenie za Wrzoskiem, napastliwe szukanie zaprzęgnięcia zapasów. Jeśli Brytyjczyk dopadnie Polaka, ten będzie walczył o przetrwanie w danej rundzie, ewentualnie o powstanie na nogi. Zaletą Arkadiusza może okazać się szybkość oraz dynamika. Nie wykluczam scenariusza, kiedy od pierwszych sekund Wrzosek prędki i wściekły ruszy z kombinacją na De Friesa. W takiej sytuacji „wóz albo przewóz”, wyda albo nie wyda. Faworytem bukmacherów rzecz jasna panujący mistrz, choć ja przekornie postawię na Wrzoska.


