
W minioną sobotę miało miejsce kolejne godne uwagi wydarzenie federacji FNC, która w sposób imponujący zawładnęła Bałkanami. Tam byli rzecz jasna Polacy, o czym pod spodem. Przed nami z kolei długo wyczekiwany powrót. Do klatki UFC po blisko 10 miesiącach zawita jedyny w swoim rodzaju, nasz nadwiślański showman – „Matthew Gamrot from Poland”. Tego również nie sposób pominąć.
Belgrad częściowo zdobyty
Po 21 edycji Fight Nation Championship zdobyłem się na artykuł, który rozpatruje FNC jako trzeciego poważnego, liczącego się gracza na rynku europejskim (Na bitewnym szlaku #1: Czy europejskie MMA ma kolejnego, dużego gracza ? – Bezkres sportu). Sobotnim eventem w zasadzie tylko potwierdzili tę tezę. Blisko 20tys. osób zgromadzonych na hali, od pierwszych taktów z uwagą śledzących poczynania w klatce. Atmosfera rodem z „bałkańskiego kotła”. W tamtejszym regionie jest „ssanie” na MMA, a Drazen Forgac i spółka świetnie tę przestrzeń wypełniają. Sportowo oferta też staje się coraz ciekawsza, częściowo zasilana byłymi lub też obecnymi zawodnikami KSW (organizacje pozostają w dobrych stosunkach). Jak już nieraz wspominałem, polski potentat ma się na kogo oglądać. W tej chwili nikt nie ma w Europie monopolu na wszechstylową walkę wręcz. Trzy „grube ryby” chcą zagarnąć dla siebie jak największy „kawałek tortu”.
Przechodząc do warstwy sportowej, Kamil Kraska został mistrzem wagi półśredniej. O pojedynku zbyt wiele powiedzieć nie można. Szybka, bezinwazyjna, skuteczna robota połączona z nieszczęściem przeciwnika (kontuzja Negucica). Łódzki „Octopus” ma w swoich szeregach kolejnego mistrza, a samemu „Krasiemu” chyba dobrze ta współpraca służy. Nie każdy ma okazję na co dzień trenować z „Bartosem”, a jako trenera mieć Dawida Pepłowskiego. Nie ukrywam, że cenię tego szkoleniowca za warsztat, ale przede wszystkim wielowymiarowe, kompleksowe podejście do zawodnika. Kraska to wciąż młody, perspektywiczny facet, a FNC zdaje się być przyjemną trampoliną za ocean.
Gorzki był to wieczór dla Piotra Strusa. Ciężko się oglądało ten pojedynek. Polak zbyt pragmatyczny, zachowawczy, wolny, nie stwarzający niebezpieczeństwa. Strus podkręcił tempo dopiero w trzeciej odsłonie, kiedy grunt palił się pod nogami, kiedy było już za późno. Andi Vrtacic, jak to często bywa, walczył w dystansie i kąsał, to pojedynczym ciosem, to obrotówką na „schaby”. Chorwat minimalizował ryzyko, co podkreślali również anglojęzyczni komentatorzy. Być może Albert Odzimkowski będzie tym, który znajdzie receptę na Vrtacicia. Piotr Strus sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy „ten pociąg już odjechał”, czy jest jeszcze pole, by do niego wsiąść. Nie zamierzam nikomu kończyć kariery, ale czy jest sens odcinać kupony z bądź co bądź pokaźnego dorobku…
Wygrał za to Paweł Polityło. Dwie edycje temu zostawił decyzję w rękach sędziów, co odbiło się na nim niezłą czkawką. Wtedy „polskiego orła” spotkała sroga niesprawiedliwość, teraz dopisuje do rekordu cenne nazwisko – Ronego Jasona.
Do boju Gamer !
Długo czekaliśmy na ponowne emocje związane z walką Mateusza. Była przedłużająca się saga, czas w zawieszeniu nasycony niepewnością, frustrujące oczekiwanie na pojedynek. Teraz czas już o tym zapomnieć. Liczy się tylko to, co w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego. Mateusz musi, Klein może. Już teraz dystans dzielący „Gamera” od pojedynku mistrzowskiego jest dosyć spory. Ewentualna porażka nośne plany „odłożyłaby w zasadzie na półkę”, wszak Mateusz młodzieniaszkiem nie jest. Klein pnie się po szczeblach drabiny kategorii lekkiej i do stracenia ma niewiele, albo i nic.
Do sportu sensu stricto przechodząc. Tak, przydałoby się efektowne skończenie, które odkurzyłoby nazwisko Gamrot w świadomości fanów i pokazałoby, że ten facet ma jasno określony cel. Nie, nie próbowałbym nic udowadniać w płaszczyźnie stójkowej. Wyraźna przewaga Polaka rysuje się w zakresie zapaśniczo-parterowym. Do tego powinien „Gamer” dążyć, tam powinien Kleina „mielić”. Na ziemi też można dokonywać ekwilibrystycznych cudów i kto, jak nie Mateusz, może być tego odzwierciedleniem. Słowaka lekceważyć nie należy. Ten, kto od siedmiu starć w najlepszej lidze świata pozostaje niepokonany, nie jest istotą przypadkową. Jak o fizyczną siłę chodzi, Gamer nie powinien odstawać. Złowieszcze kopnięcia Słowaka potrafią siać spustoszenie, a zadaniem Gamrota jest tego unikać, ewentualnie wykorzystać do obalenia. Siły ciosu Kleina nie można określić piórkową, dlatego rodak również w tej kwestii musi zachować wzmożoną czujność. Biało-czerwona na maszt i jedziemy z tym koksem !


