
Było znacznie lepiej, niż się spodziewałem. Na start bez większych niespodzianek, choć Rybniczanie mogli się momentami podobać. Speedway nie jest jednak konkursem piękności. Częstochowa oraz Leszno – tam wczoraj leciały iskry, a „żużlowy ogień” rozpalał nas do czerwoności. W Bydgoszczy miejsce miał z kolei „żużlowy pogrzeb” ofiary pod postacią Hunters PSŻ-u.
Jeszcze „Myszy” nie zginęły ; waleczna Moonfin Malesa
To była prawdziwa żużlowa gratka, finezja, widowisko wysokich lotów. Stelmet Falubaz wyszedł z konfrontacji zwycięsko i nie pogrzebał doszczętnie swoich aspiracji. Leon Madsen nie został zbyt życzliwie przywitany, jednak trzeba przyznać, że oddał pięknym za nadobne. Jaki on był nagrzany, pełen werwy i ambicji, jednocześnie lekki i skuteczny na torze. „Madsenowanie” w pełnej krasie, jak by to redaktor Korościel ujął. Pawliccy niezmiennie w trybie terminator. Co zwróciło moją uwagę, to nie tylko świetny występ Franciszka Karczewskiego, ale fakt umiejętnej jazdy na trasie. To coś nowego w wachlarzu Polaka, a być może po prostu rezultat pracy z Mariuszem Staszewskim. Jason Doyle swoim nieszczęściem mógłby obdzielić kilka życiorysów. U Madsa Hansena nie widać progresu, z drugiej strony ze świecą szukać zawodnika, który w każdym momencie meczu może się przebudzić, mimo wcześniejszej zmiany, czy mało zadowalających wyników. Fakty są takie, że zielonogórzanie złapali powietrze i optymizm, Krono-Plast Włókniarz zaś został lekko sprowadzony na ziemię.
Postraszyła Moonfin Malesa Fogo Unię. Myślę, że ostrowianie nie zaskoczyli tylko mnie, ale całe środowisko żużlowe. Oczywiście nikt nie spodziewał się manta do 30, ale 41 punktów to naprawdę godny wynik. Paweł Sitek jest prawdziwym diamentem, który nie może zginąć w niebycie. Mecz do pewnego momentu nieudany w jego wykonaniu. Przyszedł jednak bieg 12 i niezwykle dojrzała, pozostająca pod kontrolą, jednocześnie nadzwyczaj widowiskowa żużlowa defensywa. Czapki z głów ! Wśród Leszczynian zabrakło drugiej linii. Byli liderzy, praktycznie niezawodni, tak zwane „konie pociągowe”. Potem dziurawo – szukający Nazar Parnicki oraz Joshua Pickering, nie wykraczający poza minimum juniorzy.
Derby pewnie dla „Aniołów”; Sparta wygrywa w Rybniku
Wynik derbów Kujawsko-Pomorskiego jest, jaki jest, ale wrażeń artystycznych temu spotkaniu odmówić nie można. W pierwszych 8 biegach padło nawet 7 remisów, jednak potem na torze rządził i dzielił wyłącznie Pres Toruń. Jak już o „diamentach” była mowa, to kolejnym takim bez wątpienia jest Kevin Małkiewicz. W stosunku do roku ubiegłego, widzę rozwój niemal skokowy (pojedynek z Emilem Sajfutdinowem w 12 gonitwie – TOP). Poza nim i Jakubem Miśkowiakiem, w zasadzie każdy zawodnik Bayersystem GKM-u pojechał poniżej możliwości. Wśród „Aniołów” loty obniżył Jan Kvech, zaś wznieść ku szczytom, póki co się nie może Robert Lambert. Poza tym większych zaskoczeń nie odnotowano.
Fani INNPRO ROW-u mogą powiedzieć: „co by było, gdyby nie pierwsze 5 biegów”. Rzeczywistość wygląda jednak tak, że po kilku sowitych ciosach od Betard Sparty, podniesienie się graniczyło z cudem. Swoje „żużlowe ja” odzyskiwać zdaje się powoli Maksym Drabik. Swoją robotę wykonał również Nicki Pedersen. Kluczowym problemem jest fakt, że to wszystko jest „grubymi nićmi szyte”. Jedynym względnie stabilnym punktem drużyny pozostaje Rohan Tungate. Możemy się spodziewać kolejnych rotacji. Domniemam, że Gleba Czugunowa zastąpi powracający Chris Holder. Jeśli w Toruniu na odpowiednie obroty nie może wskoczyć Robert Lambert, to we Wrocławiu podobnej sytuacji doświadcza Artiom Łaguta. Wracając do kąciku „diamencików” – Marcel Kowolik, to kolejny, który swoją jazdą/sylwetką może urzekać.
Masakra w Bydgoszczy ; „Żurawie” górą
Co by tu powiedzieć o spotkaniu w Bydgoszczy ? Lanie, manto, żużlowa masakra, rozjazd… Można powiedzieć tyle, że Abramczyk Polonia pomału „dogaduje się” w domową nawierzchnią. Występ wybitny, u niektórych kompletny. W Poznaniu praktycznie same ubytki. Myślę, że Bartosz Smektała już wie, że Metalkas 2 Ekstraliga to nie taka „bułka z masłem”. Mozolnie na razie przebiega odbudowywanie się wychowanka leszczyńskiego klubu. Życzę „Smykowi’, by mimo wszystko uciekł przed zjawiskiem przeciętności, choć perspektywy mało optymistyczne.
Rzeszowianie zwyciężyli, choć łatwą przeprawą tego nie nazwę. Pytanie, czy nawierzchnia stanowiła tą docelową dla gospodarzy, czy po raz kolejny pogoda zrewidowała plany (wiemy o leżącej na torze plandece, zdjętej w dniu meczu). Na białym koniu wjechał Nicolai Klindt, świetnie spisał się młody tata – Keynan Rew, zarzutów nie można mieć do juniorów. Dziw mnie jednak lekki bierze, że przy tak mizernej dyspozycji tria – Przedpełski, Thorssell, Nowak, Texom Stal odnotowała względnie bezpieczne zwycięstwo. W Łodzi świetny Lyager, a reszta po staremu – raz góra, a raz dół. Mimo wszystko, 41 oczek w Rzeszowie to godny rezultat.


