
Drużyna Moonfin Malesy Ostrów niebezpodstawnie przed sezonem 2024 stawiana była jako jeden z głównych kandydatów do awansu do żużlowej Ekstraligi. Rzeczywistość, jak to często bywa, miała inne spojrzenie na sprawę. W konsekwencji drużynę w sposób znaczący przemodelowano. Czas więc bliżej przyjrzeć się zjawisku ostrowskiego żużla w kontekście zbliżającego się sezonu.
Bolesna strata ?
Patrząc na zbudowaną przez prezesa Górskiego drużynę, można odnieść zdecydowane wrażenie, że cele w Ostrowie zostały przedefiniowane. Drużyna z minionej kampanii to z pewnością wymagająca finansowo ekipa, która jak domniemam, pozostawiła ślad na budżecie klubu. Bez komentarza nie można przejść obok odejścia postaci kluczowej w ostatnich latach, czyli Mariusza Staszewskiego. To człowiek, który był niezwykle wartościowy ze względu na swoją owocną pracę z juniorami, czy pierwszą drużyną, choć nie tylko. W mojej opinii stanowił swego rodzaju podporę, filar, w końcu twarz ostrowskiego żużla. Przez lata pracy stał się autorytetem, któremu klub z Wielkopolski wiele zawdzięcza. O jego odejściu wspominało się już od kilku lat, a teraz ten fakt się wreszcie zmaterializował.
O nową, ciekawą rzeczywistość w Arged Malesie spróbuje zadbać „świeżo upieczony” szkoleniowiec – Kamil Brzozowski. Przed młodym trenerem wyzwanie wielkiego kalibru, bowiem to jego debiut w tej roli, przy wcześniejszym doświadczeniu pracy z drużyną u24. Brzozowski będzie mógł liczyć na wsparcie Stanisława Chomskiego, który ma być dla niego bliżej niezdefiniowanym ciałem doradczym. Lepszego mentora w mojej opinii nie mógł sobie wybrać, bowiem trener Chomski to fachowiec najwyższego rzędu w całym tego słowa znaczeniu, bynajmniej moim zdaniem.
O kadrze słów kilka
W stosunku do poprzedniego roku, w zespole pozostali juniorzy, wchodzący w wiek seniora Sebastian Szostak oraz Frederik Jakobsen. Co się tyczy Duńczyka, wymagania na pewną są spore i aspiruje on do miana jednej z głównych postaci w zespole. Tobiasz Potasznik oraz Gracjan Szostak mają w większej, czy mniejszej mierze za sobą odjechany sezon. Umówmy się, szału nie było, aczkolwiek można było to wpisać w rachunek. Powiedzmy, że okrzepli i przed nimi nowe wyzwania, a nie zapominajmy o powrocie z wypożyczenia Filipa Seniuka. Będąc szczerym, nigdy nie byłem fanem Sebastiana Szostaka. Miałem wrażenie, że wyścig w jego przypadku kończy się na udanym lub też nie momencie startowym, a w elemencie stricte jeździeckim określa go brak rozwoju, stagnacja. Poprzednia kampania stanowiła w moich oczach pewien przełom, bowiem Szostak dawał sygnały, że i w polu może być z niego nie byle jaki rajder.
Na kanwę ostrowską powrócili ulubieniec miejscowych fanów – Oliver Berntzon oraz Norbert Krakowiak, zaś całkowicie nowym nabytkiem okazał się być Luke Becker. Dwójka obcokrajowców stanowiła w zeszłym roku o sile „łódzkiego orła”. Podobnych szarż oczekuje się od nich teraz. Bardziej perspektywiczny zdaje się być Amerykanin, który z sezonu na sezon zyskuje jako żużlowiec. Oliver Berntzon to uznana marka na gruncie Metalkas 2 Ekstraligi i nie spodziewam się w jego przypadku nagłej zapaści. Norbert Krakowiak z kolei ma za sobą ciężki czas w Cellfast Wilkach i staje przed wyzwaniem, które może rzutować na dalsze losy jego kariery.
Podsumowanie
Zbierając w całość wszystkie za i przeciw, skłaniam się ku myśli, że przed Moonfin Malesą Ostrów stosunkowo spokojny sezon, bez znaczących, radykalnych wahań. Nie upatruje w nich kandydata do awansu. Daleko mi również do wieszczenia Ostrowianom walki o utrzymanie. Faza play-off to trudny, ale możliwy cel do zrealizowania. Puentując, na fajerwerki się nie zapowiada, co nie znaczy, że nie będzie ciekawie.
Przyspieszamy tempo ! W piątek kolejna publikacja z serii, do której link znajdziecie poniżej:
Próba toru #4: Czy poznański sen może być kontynuowany ? – Bezkres sportu


