
Długo trwała saga związana z ewentualnym wycofaniem się Witolda Skrzydlewskiego z finansowania żużla w Łodzi. Można powiedzieć, że klub wpisywał się w burzliwe momenty polskiego speedwaya po zakończonych poprzednich rozgrywkach. Łódzka telenowela, jak można było się spodziewać, zakończyła się pomyślnie. Mało tego, w gabinetach doszło do arcyciekawego przegrupowania., które nosi znamiona bardzo dobrego i potrzebnego ruchu. Czego możemy więc oczekiwać w nadchodzącym sezonie ?
Restrukturyzacja i świeża krew
Początek nowego roku obfitował w ciekawe wieści. Wiceprezesem zarządu został Jakub Zborowski, zaś dyrektorem zarządzającym Jan Konikiewicz. Obie postaci znane są w środowisku żużlowym od lat. Pole do popisu z pewnością jest duże. Jednym z pojawiających się w przeszłości zarzutów adresowanych do kierownictwa Orła był brak rozbudowanych mechanizmów marketingowych, które przyciągnęłyby na stadion większą rzeszę fanów. Warunek powodzenia misji i rozpoczęcia budowy ciekawego projektu jest w mojej opinii jeden. Nowe twarze w kierownictwie muszą mieć pełną swobodę ruchu. To ludzie młodzi, a zarazem doświadczeni, mogący dać łódzkiej rzeczywistości świeże, ciekawe, poszerzające horyzont spojrzenie. Bez rodziny Skrzydlewskich nie byłoby żużla w mieście i za to dozgonny szacunek, ale być może czas schować się w cień i oddać dowodzenie innym. Właściciel Orła długo zwlekał z budową drużyny na nadchodzący sezon. Dotarliśmy do swego rodzaju odwilży rynkowej. Na skutek problemów finansowych niektórych klubów, nie mogły one składać przesadnie lukratywnych ofert. Zawodników zdawało się być więcej niż miejsc w klubach, co spowodowało obniżenie standardów płacowych. Co za tym idzie, Witoldowi Skrzydlewskiemu udało zbudować się ciekawy w mojej opinii zespół za stosunkowo niewielkie pieniądze.
Kadrowa rewolucja
Z zeszłorocznego składu w Łodzi pozostał tylko Mateusz Bartkowiak, który staje się teraz zawodnikiem u24. Polak dawał sygnały, które predystynują go do notowania cennych zdobyczy punktowych. O ile wcześniej jego progres był nikły lub go nie było, tak mam wrażenie, że zejście ligę niżej okazało się dobrą decyzją. Niekorzystnie na Bartkowiaka może wpływać brak biegu juniorskiego, czy potencjalny niekorzystny układ pól. Nikt jednak raczej nie oczekuje od niego dwucyfrówek, a cennych „cegiełek”. Robert Chmiel ma szansę w moich oczach być jednym z objawień rozgrywek. Za nim świetny sezon na drugoligowym froncie, a na SEC-u w Chorzowie pokazał, że ma apetyt na rywalizację z najlepszymi. Obawy rodzą się w mojej głowie, kiedy spoglądam na postać Patryka Wojdyło. Zawodnik niepewny, chimeryczny, który zarówno potrafi być wartością dodaną, ale nie wystrzega się znaczących wpadek. Zauważalna tendencja spadkowa w ostatnich latach powinna ulec zmianie, by Polak nie stracił miejsca w składzie na rzecz oczekującego Patricka Hansena. Duńczyk to postać inspirująca, niezwykle zdeterminowana, zakochana w żużlu, a przy tym posiadająca niebanalne umiejętności jeździeckie. Historię Hansena jako człowieka oraz bieg jego walki z kontuzją możemy zaobserwować w serialu dokumentalnym wyprodukowanym przez Canal+. Przeszkodę dla ewentualnych startów Patricka mogą stanowić bariery mentalne, które zachowały się w podświadomości na skutek upadku. Oby ta wizja się jednak nie urzeczywistniła. Oliwier Buszkiewicz to według mnie dobry ruch. Jego zeszłoroczny rozwój delikatnie zatamowała kontuzja. Zdążył on jednak pokazać, że drzemie w nim niemały potencjał. I na koniec „stranieri”, czyli Vaclav Milik i Andreas Lyager. Skrajnie różniący się od siebie usposobieniem „raiderzy”. Obu stać na bycie liderem drużyny, a już na pewno jej czołowymi postaciami. Na ten moment większą siłę dostrzegam w duńczyku, który ustabilizował się na bardzo solidnym poziomie. Sympatyczny Czech, mimo ciężkiego roku i perturbacji zdrowotnych, na pewno nie zapomniał żużlowego rzemiosła. Pewien problem stanowi brak jakościowego drugiego juniora, ale umówmy się, nie tylko Łódź mierzy się z taką sytuacją.
Podsumowanie
Drużyna Janusza Ślączki, bo to on został nowym szkoleniowcem pierwszego zespołu, jest wartym obserwacji zjawiskiem. Z perspektywy poprzednich przygód, o trenerze można mieć wyrobioną różną opinię, niekoniecznie pozytywną. Czas i wyniki dadzą sprawiedliwy pogląd na pracę wychowanka Stali Rzeszów, dlatego na ten moment należy tylko i aż obserwować bieg zdarzeń. Wątek ten zamknę w stwierdzeniu, że materiał ludzki powinien być łatwiejszy do okiełznania, niż ten, z którym mierzyć musiał się trener Ślączka w Częstochowie. W teoretycznym kontekście konstrukcji składu, zdaje się on być nieźle zbalansowany. Nie rozpatrywałbym Orła w kategoriach kandydata do spadku. Nie przesadzałbym również z huraoptymistycznymi zapowiedziami. Tymczasem fanom łódzkiego żużla życzę, by ich „orły latały wysoko”.
Poniżej link do pierwszej „próby toru”, gdzie na tapet została wzięta Unia Tarnów:


