
W sobotę o 18 Kacper Woryna najprawdopodobniej nawet nie wyobrażał sobie własnego zwycięstwa. Nieco ponad trzy godziny później już musiał – marzenia stały się rzeczywistością. W Toruniu i we Wrocławiu dwie strony medalu. Tą lepszą przypiszemy gościom, tą gorszą gospodarzom. W Poznaniu wszystko toczyło się korzystnie z punktu widzenia „Orłów” – do momentu.
Danke Kacper Woryna
Speedway Grand Prix to woda chwiejna, głęboka, wzbudzająca respekt, inna niż pozostałe. Nauka pływania często zajmuje dłuższy okres, a bywa i tak, że śmiałek zostaje wyrzucany na brzeg już po jednym sezonie. Nie wiem, jakie rozwinięcie będzie miała przygoda Kacpra Woryny, ale wstęp należy uznać za wyborny. Polak od początku roku sygnalizował swoją życiową dyspozycję, ale dopiero triumf w Landshut dał temu sygnałowi dodatkowy wydźwięk. Woryna od pierwszego biegu był szybki, natomiast warunki torowe uniemożliwiały wykorzystanie potencjału motocykla. Szczęka opadła mi w półfinale, bo zadanie polegające na pokonaniu jadącego z pierwszego pola Kurtza zdawało się być misją straceńczą. Jak się jednak okazało, możliwą do realizacji.
Sobotnie zawody składały się dwóch faz. Rozmiłowany w wodzie Phil Morris najpierw zawalił sprawę, by potem swoje winy odkupić. Do końca trzeciej serii oglądaliśmy dyktat pierwszego pola, sprawiającą problemy nawierzchnię, w konsekwencji zero walki na torze. W okolicach 15 gonitwy owal w Landshut dotknęła czarodziejska różdżka. Daniel Bewley od początku rozdawał karty, w 19 biegu zafundował nam gęsią skórką, ale kiedy przyszło do postawienia stempla, to tego nie zrobił. Robert Lambert skarcił w półfinale Fredrika Lindgrena za odejście od przyświecających mu ideałów (płotu). Choć brzmi to dziwnie w obliczu ostatecznych rozstrzygnięć, Bartosz Zmarzlik nie wybijał się na pierwszy plan, prędkością nie grzeszył, konsekwentnie zbierał punkty. To świadczy o kalibrze zawodnika, ale i pułapie oczekiwań, które są wobec niego wysuwane.
Unia i GKM na plus, Sparta i Pres na minus
W ostatnich „Przedbiegach” pisałem, że kluczem do dobrego wyniku Bayersystem GKM-u będą młodzieżowcy oraz Max Fricke. Zarówno Australijczyk, jak i juniorzy odjechali słabiutkie zawody, a goście i tak zdobyli na Motoarenie 42 punkty. O czym to świadczy ? Odpowiedzi są dwie. Zacznijmy od tej dotyczącej „Gołębi”. Vadim Tarasienko przeżywa najlepszy czas w swojej karierze, Maksym Drabik nie schodzi poniżej wyznaczonego rok temu poziomu, a „Liglad” to już po prostu lider absolutny. Teraz wątek „Aniołów”. Jeszcze nikt nie jest „dogadany” z domowym owalem tak, jak był na mecie ubiegłorocznej kampanii. Innymi słowy, przed Torunianami jeszcze trochę roboty. Co się tyczy aspektu estetycznego sensu stricto, ten na Motoarenie oczywiście nie zawiódł.
Piękny mecz oglądaliśmy również we Wrocławiu. Jak pisałem na X, widząc niektóre gonitwy na Olimpijskim, czułem się, jakby w 60s ziemia trzykrotnie okrążała słońce. To Łaguta zapodawał „dzidy w kredę”, to Bewley „latał jak od cyrkla”. Było na czym oko zawiesić. A jak o merytorykę spotkania chodzi, Leszno wykręciło wynik ponad stan. Nazar Parnicki i Piotr Pawlicki zostali wykorzystani do granic możliwości. Fakt, że +-3 zawodników Fogo Unii jest w stanie wywieźć z Wrocławia 40 oczek, daje gospodarzom do myślenia. Mam świadomość, że „Byki” skorzystały na zastępstwie zawodnika, czy rezerwach taktycznych. Niemniej obserwowaliśmy taki obraz „Spartan”, który najczęściej wiązał się z wyjazdami. Znów mylił się każdy oprócz kompletnego Łaguty, znów lekcję speedwaya dostał Mikkel Andersen.
Doceniajmy Orła ; pierwszy raz ROW-u ; problemy Ostrowa
H. Skrzydlewska Orzeł kolejny raz dowiódł swojej wartości, kolejny raz pokazał, że ich przypadek nie jest jednorazowym incydentem. Jesteśmy po 4 kolejkach, a w „orlich szeregach” nie ma seniora ze średnią poniżej 1,6. Z jednej strony mówimy o wypadkowej przyjaznego terminarza. Z drugiej strony, Łodzianie zwyczajnie wyciskają ten czas jak cytrynę. Wycisnęliby z niego jeszcze więcej, gdyby nie Ryan Douglas, ale przede wszystkim Kacper Pludra. Po długich miesiącach w tym tunelu wreszcie pojawiło się światło. Najważniejsze w jego przypadku jest teraz przekierowanie dyspozycji również na mecze wyjazdowe. Pludra swoim nieoczekiwanym błyskiem zrzucił na dalszy plan wątek Iversena. Między Bogiem a prawdą, nie dość że Hunters PSŻ wciąż nie ma Duńczyka, to jeszcze nie ma ZZ-ki. Spoglądając na rzeczywistość z perspektywy przedmeczowej, gospodarze stracili punkt. Na koniec dnia dobre i jedno oczko.
Na X napisałem, że biorąc pod uwagę tak obszerne dziury w składzie oraz absencję Oskara Fajfera w kluczowym momencie, wynik Stali Rzeszów i tak jest całkiem niezły. Dyspozycja Andreasa Lyagera wymaga stanowczej reakcji i zdaje się, że klub również to rozumie. Po ponadprzeciętnym na poziomie Metalkas 2 Ekstraligi Duńczyku, nie widać śladu. Jest wolny, niepewny, podejmuje złe torowe decyzje (np. ta z 14 biegu w Rybniku) – typowy dla sportu żużlowego łańcuch/spirala. INNPRO ROW pierwszy raz kończy z tarczą, na co złożyło się kilka elementów. Przede wszystkim Patryk Wojdyło, który pomógł Janowi Kvechowi ciągnąć rybnicki wózek oraz warta uznania – domowa wersja Jespera Knudsena.
W Ostrowie piętrzą się problemy, a w zasadzie ziszcza się najgorszy z przedsezonowych scenariuszy. Każdy kolejny mecz umacnia tezę, że Chris Holder to już zgrana karta. O Taiu Woffindenie wypowiadałem się kilka razy. Jakub Krawczyk, niezwykle łagodnie rzecz ujmując, jak dotychczas nie prezentuje poziomu ekstraligowego. Rezultat można opierać na bardzo dobrym Jakobsenie i świetnych juniorach, ale to zbyt mało, by krzyżować szyki faworytom. Abramczyk Polonia przyjechała i bez większych problemów zrealizowała cel. Sympatycznie w sezon wszedł Łoktajew, odnotujmy dobry mecz Przyjemskiego. Od początku kampanii moje wątpliwości budzi Kai Huckenbeck i niedzielne spotkanie nic w tej materii nie mogło zmienić.
ZAPRASZAM NA X ORAZ INSTAGRAMA 🔥



