
Kiedyś w Rzeszowie obiecywano diamenty. Teraz cennych kruszców już nikt nie gwarantuje, co nie znaczy, że jest gorzej. Klub krok po kroku buduje swoją pozycję na rynku. Prezesa Michała Drymajło martwił w ubiegłym roku fakt, że stadion przy Hetmańskiej niekiedy lekko mówiąc nie wypełnia się tłumnie. Przed nadchodzącą kampanią rzeszowscy działacze zrobili więc wiele, by tego kibica na mecze przyciągnąć. Nazwiska sprowadzone do stolicy podkarpacia mogą robić wrażenie, ale o tym za chwilę.
Sytuacja wśród Polaków
Marcin Nowak wciąż będzie startował z żurawiem na plastronie i tak sobie myślę, że to dobry ruch. Za nim udany ostatni rok, a w zasadzie dwa lata, wliczając sezon w KLŻ. Zawodnikiem z pierwszych stron gazet Nowak pewnie nigdy nie zostanie, ale uważam go za jeźdźca solidnego, sumiennego, ambitnego, nie schodzącego poniżej pewnego pułapu, a tacy również są w drużynach bardzo potrzebni.
W Rzeszowie nie ma już Krystiana Pieszczka, czego w kategoriach porażki raczej nikt nie rozpatruje. Wychowanek Wybrzeża Gdańsk zdaje się powoli zwijać, a nie rozwijać, choć początek zeszłej kampanii był całkiem obiecujący. Pieszczek to zawodnik jeszcze stosunkowo młody, ma szansę zawalczyć raz jeszcze o swoją karierę, a gdzie, tego jeszcze nie wiadomo.
Jedną z „bomb transferowych” jest Paweł Przedpełski. Delikatnie rzecz ujmując, jego żużlowa droga nie była ostatnimi czasy usłana różami. Umiejętności jeździeckich odmówić mu nie można, jednak koniec końców nie ma to żadnego znaczenia, jeśli nie przynoszą wymiernych korzyści. Wzorem innych kolegów Przedpełski schodzi poziom niżej, by być liderem zespołu i powrócić na salony. Widzę szansę na korzystne zrealizowanie powyższego planu. Nic nie stanie się jednak od tak, Metalkas 2 Ekstraliga jest bowiem coraz lepsza.
Formacja juniorska ma szansę być jedną z najlepszych w zestawieniu ligowym. Choć ubiegłoroczna średnia Wiktora Rafalskiego na nogi nie powala, to daje on swoją postawą argumenty, by być wartością dodaną w zespole. Mam wrażenie, że o Franciszku Majewskim pisze się do tej pory więcej, niż jego osiągi by na to wskazywały. Dziennikarze mają ku temu jednak podstawy, gdyż Majewski zdradza niemały potencjał.
Mistrz świata straight from Wrocław
Nickiego Pedersena w Rzeszowie już nie ma. Sprowadzony substytut ma sporą szansę w umiejętny sposób tą lukę wypełnić. O Woffindenie mówi się wiele: że się wypalił zawodowo ; że stracił serce do speedwaya ; że bardziej jarają go inne aktywności, etc… Zostawmy to z boku. Przed „Tajskim” chwila prawdy, rok weryfikacji, a po owocach jego pracy go poznamy. Mam przekonanie, że sam zainteresowany ma w sobie silną potrzebę odzyskania dawnego blasku, przynajmniej w jakimś stopniu. Na legendarnym już papierze Brytyjczyk ma być jedną z wizytówek całej ligi. Jeśli Woffinden nie wykona jakiegokolwiek kroku do przodu, być może faktycznie nadszedł czas, by na stałe zająć się dj-ką. Ja nie ukrywam, że trzymam za „Tajskiego” kciuki. To barwna, potrzebna w tym środowisku postać.
Jacob Thorssell w sezonie 2024 spisał się lepiej niż zakładano. Obok Nickiego Pedersena był liderem „Żurawi”, prezentując głównie równą, wysoką, stabilną dyspozycję, z małymi wyjątkami. Tego samego oczekuje się od niego teraz. Na dokładkę David Bellego, który zdaje się startować z pozycji rezerwowego. W ostatnich latach Francuz pląta się między wszystkimi poziomami rozgrywkowymi, nie mogąc znaleźć swojego miejsca na żużlowej ziemi. Nigdy za wielkiego fana Bellego się nie uważałem, bowiem w mojej opinii to jeździec mało ryzykowny i twórczy, a przez to ograniczony. Nikt jednak nie zabiera mu szans, by zabłysnąć.
Zespół zamyka Keynan Rew na pozycji u24. To dobry ruch dla klubu i zawodnika. W Metalkas 2 Ekstralidze miał okazję już jeździć w Krośnie, z całkiem niezłym skutkiem. To jednak było już 3 lata temu. Australijczyk ma zagwarantowane miejsce w zespole, na co nie mógłby liczyć w Lesznie. Te okoliczności w połączeniu ze stroną stricte sportową dają legitymację, by myśleć, że Rew będzie silnym punktem Stali.
Podsumowanie
Jakość rzeszowskiego zespołu bez cienia wątpliwości wzrasta w stosunku do ubiegłego roku. W walkę o utrzymanie Rzeszowian absolutnie mieszać nie zamierzam, a wręcz przeciwnie. Play-offy zdają się być celem minimum dla drużyny z Hetmańskiej. Potem pojawić mogą się już swego rodzaju schody. Nie zmienia to faktu, że fani żużla w Rzeszowie powinni mieć wiele powodów do radości.


