
Za Bayersystem GKM-em sezon przełomowy, a przede wszystkim niezwykle długo wyczekiwany przez środowisko. Od 2015 roku, czyli powrotu drużyny do PGE Ekstraligi, klub nieustannie zawieszony był między play-offami, a strefą spadkową. Głód częściowo udało się zaspokoić w trakcie minionej kampanii. Mówię częściowo, bowiem apetyty rosły w miarę jedzenia. Marzenia o półfinale postanowiła jednak zdławić wrocławska Sparta. Zima w Grudziądzu nie była raczej obfita w przesadne turbulencje. Czas pochylić się więc nad sportową siłą rażenia drużyny.
Wśród obcokrajowców bez zmian
Bezapelacyjnym liderem ma być Max Fricke, który swoją drogą został mianowany na kapitana zespołu. W tej materii ryzyko większych wahań jest raczej niskie. Poza incydentalnymi wpadkami, Australijczyk posiada względnie stabilną pozycję w lidze, będąc jednym z czołowych jej aktorów. Co więcej, Fricke w ostatnich latach zdaje się rosnąć jako zawodnik. Choć nie jest to wzrost diametralny, to wciąż jest to zauważalny rozwój. Środowisko również Australijczykowi sprzyja, skoro będzie „Gołębiem” już trzeci rok. Nie widzę powodów, byśmy byli świadkami jakiegokolwiek spadku dyspozycji.
Niezwykle wartą obserwacji będzie postać Michaela Jepsena Jensena. Bohater, zbawca, objawienie, sensacja, niespodzianka, etc. Takimi rzeczownikami karmiliśmy się w ubiegłym sezonie, oglądają sportowe odrodzenie Duńczyka. Jak sam relacjonował – postawił wszystko na jedną kartę, dał sobie szansę, przewartościował wiele spraw, czy zrzucił zbędne kilogramy. Jak się później okazało, Liglad wycisnął niczym cytrynę daną mu przez klub oraz los szansę. Zastanawiam się, jakiego Jepsena dane będzie nam oglądać teraz. Prawdę mówiąc, życzę sobie i samemu zawodnikowi, aby nie była to jednorazowa historia. Duńczyk ma za zadanie pokazać, że ubiegły rok nie był dziełem przypadku, a wypadkową ciężkiej pracy.
Niemały zgrzyt w mojej głowie rodzi się na myśl o Jaimonie Lidseyu. Nie uważam, że swoją jazdą zasługuje na kolejny rok angażu wśród najlepszych. Z drugiej strony nikt od „Kangura” nie oczekuje bycia strzelbą pierwszego kalibru. Jeszcze z innej perspektywy, na koniec dnia właśnie punkty takiego zawodnika mogą ważyć na końcowym sukcesie lub jego braku. Doceniam nieprzeciętne umiejętności jeździeckie Australijczyka. Odnoszę jednak wrażenie, że często Lidsey nie potrafi ich po prostu wykorzystywać, brakuje mu inteligencji torowej, obiera niekorzystne ścieżki. Na domiar złego, brakuje mi w jego przypadku werwy, charyzmy, nutki ryzykanctwa. Każdy jest jednak skonstruowany inaczej i należy to uszanować. Ktoś jednak po raz kolejny na niego postawił. Zobaczymy, czy Lidsey będzie w stanie się odpłacić.
Misiek na pokładzie ! Vadim w gazie ?
Vadim Tarasienko rokrocznie pracuje na swoje nazwisko w świecie żużla. Za nim naprawdę obiecujący poprzedni sezon. Szczególnie dobrze radził sobie na domowym owalu, gdzie zaliczył choćby swój pierwszy w karierze ekstraligowej płatny komplet. Ciężko cokolwiek w kontekście Vadima dodać. Jestem zdania, że stać go przynajmniej na utrzymanie dobrej, solidnej dyspozycji. On sam na pewno nadzieje ma duże, co nie jest pozbawione merytorycznych argumentów.
Saga z Jakubem Miśkowiakiem związana z jego ewentualnym pozostaniem w gorzowskiej Stali ciągnęła się długo. Ostatecznie „Misiek” wylądował na Hallera. W ubiegłym roku krzywa rezultatów zawodnika była względnie stabilna, ale przecież nie o taką stabilność chodzi głównemu zainteresowanemu. Stanisław Chomski sukcesywnie na Miśkowiaka stawiał, co przełożyło się jedynie na pojedyncze nasiąknięte pozytywami wyskoki. Przez ten czas nie zmienił się w moich myślach pogląd, iż 23-latek jest zawodnikiem jednowymiarowym, którego dyspozycji główną determinantą jest start. Dla klubu z pewnością transfer ten będzie stanowić wartość dodaną, patrząc przez pryzmat zeszłorocznego wkładu Kacpra Pludry.
Silny punkt zespołu niezmiennie stanowić będą juniorzy – Kacper Łobodziński i Kevin Małkiewicz. Jakaż to pozytywna zmiana w odniesieniu do jeszcze nie tak odległych lat. Ten pierwszy „jak filip z konopi” wyskoczył w ubiegłym sezonie, najlepszym w jego karierze, gdzie zaskakiwał nas szczerze mówiąc bardzo dobrymi występami. Kevin Małkiewicz być może nie błyszczał tak, jak wieszczono, lecz to wciąż młokos dysponujący ogromnym potencjałem. Robert Kościecha w Grudziądzu naprawdę wykonuje „złotą robotę”.
Podsumowanie
Czy Bayersystem GKM stać ponownie na play-offy ? Moim zdaniem nie. Nie chcę odbierać szans, jednak niebagatelne znaczenie ma w tym przypadku nowy system rozgrywek. Czy klub z Grudziądza spokojnie się utrzyma ? Choć jak zawsze wszystko zweryfikuje tor, to myślę, że póki co fani z kujawsko-pomorskiego mogą spać spokojnie. Na koniec jeszcze kilka słów osobistej aprobaty dla postaci wspomnianego już Roberta Kościechy. Podoba mi się jakość, jaką wprowadza jako trener, dbałość o szczegóły, sprawowanie pieczy nad należytym przygotowaniem toru, opieka, którą obdarza juniorów. Widzę w nim pasję, zaangażowanie, emocjonalne podejście. Zeszłoroczny wynik sam się nie zrobił. To skutek wielu czynników. Jednym z nich jest dobra praca trenera. Oby więcej takich osób w żużlowym środowisku.
Sezon żużlowy już tuż tuż za rogiem. W czwartek kolejna „Próba toru”, do której link znajdziecie poniżej:
Próba toru #12: Krajobraz po gorzowskich turbulencjach – Bezkres sportu


