Polskie orły #9: Powód do dumy i kubeł lodowatej wody. To wszystko na jednym zgrupowaniu

Apeluję o spokój i wstrzymanie się od radykalnych osądów. Reprezentacja Polski jest na dobrej, perspektywicznej drodze. Na spotkanie z Maltą wybrała co prawda „zły zjazd”, niemniej jednak wciąż skutecznie może „zawrócić”. Podczas minionego zgrupowania dowiedzieliśmy się, że jesteśmy cudowni i tragiczni jednocześnie. Uśredniając obserwacje, równowaga w przyrodzie została zachowana.

W Europie…są słabe drużyny

Czas na krótką „rekonstrukcję maltańskiej zbrodni”. Reprezentacja Polski wytwarzała sporo „pustego w treść wiatru”. Szukaliśmy prostych, niekiedy prymitywnych rozwiązań. Kilka strzałów zostało oddanych z zupełnie nieprzygotowanych pozycji. W defensywie cechowała nas niefrasobliwość, dezorganizacja, usposobienie będące antytezą tego, co widzieliśmy kilka dni wcześniej na narodowym. Odnotujmy zupełnie niepotrzebne kartki Zalewskiego oraz Wiśniewskiego. W środku pola sporo wolnej przestrzeni, chaos, który pasował jednej drużynie. Malta zaprosiła nas na „karuzelę”, na którą bezrefleksyjnie postanowiliśmy wejść. Bramka Piotra Zielińskiego, „błogosławiona” przez rykoszet – synteza poniedziałkowej potyczki. Siermiężność, brak harmonii, lipa jednym słowem.

Nie, nie, nie użyję wyświechtanego frazesu o braku słabych drużyn na starym kontynencie. W poniedziałkowy wieczór Reprezentacja Polski najzwyczajniej zniżyła się do poziomu dla siebie wstydliwego. Nie jest to brak szacunku dla Maltańczyków (ci mankamenty Polaków wykorzystali wręcz wzorowo), ale zgodne ze stanem faktycznym, trzeźwe spojrzenie na wątpliwy performance biało-czerwonych. Przestrzeń między porażką, a wniebowzięciem, potrafi być mała. Czy słowo porażka jest w tej sytuacji adekwatne ? W pewnym sensie tak. Chwała, że koniec końców potrafimy przechylić rezultat na swoją korzyść, nawet po takiej „chwilowej mieliźnie”. Na dłuższą metę, mając na myśli dotychczasową „aparycję” kadry Urbana, dalej sięgające oczekiwania są w pełni zasadne. W poprzednich publikacjach wspominałem, że normalnością powinny być standardy, wedle których efektownie rozprawiamy się z tego typu zespołami. Zdania nie zmieniam, nie akceptujmy przeciętniactwa, stać nas na zdecydowanie więcej.

„Dwubiegunowość”

Czas przenieść się na drugi biegun. Ten akapit mógłbym zamknąć w stwierdzeniu, że mecz z Holandią to odwrotność tego omawiango wyżej. Nie idźmy jednak w przesadne uogólnienia. Remis z Oranje nie należał do cyklu „ale fart”. Wręcz przeciwnie. Postawa Reprezentacji Polski na narodowym to postawa dojrzała, świadoma, zgodna z tożsamością, realizująca założenia taktyczne, nasycona przekonaniem dotyczącym własnej wartości. Świetne wyprowadzenia Zielińskiego, wszędobylski Kamiński, dobre przerzuty Zalewskiego, Robert Lewandowski „stylizowany” na Harry’ego Kane’a. Defensywa zbita, kompaktowa, choć teoretycznie eksperymentalna. Organizacja na najwyższym poziomie, na próżno szukać sytuacji bramkowych ekipy Koemana, można wręcz mówić o neutralizacji .

Widać, że w starciach z silniejszymi zespołami będziemy stawiać na futbol reaktywny, dynamiczny, jednym razem bardziej kreatywny, innym bardziej bezpośredni. Takiemu założeniu sprzyja gra bez klasycznej szóstki, czego dowód widzieliśmy w piątek. Dlaczego ? Raz, że nie mamy dobrobytu na tej pozycji, a dwa, w trudnych meczach z cofniętymi formacjami, potrafimy wychodzić spod pressingu między innym dzięki posiadaniu w środku pola graczy zaawansowanych technicznie (Zieliński, Szymański). Oczywiście coś odbywa się kosztem czegoś, dlatego przy tego typu odważnym ustawieniu, defensywa może narzekać na pewne deficyty. Liczę jednak na kontynuację tej idei.

Słowem zakończenia

Wachlarz względnie pewnych środkowych obrońców wzbogacił się o Tomasza Kędziorę, co z pewnością należy zapisać po stronie plusów. Za nami kolejne zgrupowanie reprezentacji, które utwierdza tkwiące we mnie od kilku miesięcy poczucie ciągłości projektu, mimo mało pokrzepiających chwil w Valleccie. Kolejne emocje z kadrą dopiero w marcu. Tam marginesu błędu nie będzie. Personalna rzeczywistość może przez ten czas wykonać jeszcze „kilka fikołków”. Przed nami baraże, baraże ciężkie, szczególnie jeśli chodzi o fazę finałową. Istnieje we mnie duża wiara, że misja mundial zakończy się powodzeniem. To naprawdę wiele, spoglądając na nie tak dawno minioną przeszłość, kiedy misją było uniknięcie kompromitacji, a w takich „maltańskich wypadkach przy pracy” mogliśmy wręcz przebierać.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry