Czas mistrzów #7: Paryż wart jest Ligi Mistrzów

Spotkał się „kreatywny pragmatyzm” z piłkarską beztroską w pełnej krasie. Zwyciężył piękny, finzezyjny, twórczy, wybitny futbol w wykonaniu Paris Saint Germain. Oni w tym kierunku dążyli, na ten triumf zasłużyli, w końcu po tę Ligę Mistrzów sięgnęli. To była świetna kampania Champions League, wypełniona obrazami, które na długo pozostaną w naszej pamięci, a bynajmniej mojej.

Gasnący Inter

Ciężka jest jednoznaczna ocena tego sezonu w wykonaniu Interu Mediolan. Do końca liczyli się w walce o Scudetto, podobnie w Pucharze Włoch, tak samo rzecz się tyczy Ligi Mistrzów. Już niejednokrotnie w poprzednich publikacjach wspominałem o zmęczonym, puchniejącym Interze. Koniec końców zostali z niczym. Ten „szew w przywołanej niegdyś przeze mnie koszuli” stopniowo puszczał, aż ta rozerwała się całkowicie. W kontekście powyższych rozważań pomijam dwumecz z FC Barceloną. To zjawisko rządziło się własnymi prawami, wymykającymi się wszelkiemu poznaniu.

O tym, że suma jakości indywidualnej większa jest po stronie PSG, wiedzieliśmy przed spotkaniem. Pytanie brzmiało, który zespół traktowany jako całość jest lepszy. W tym słowie „zespół” tkwi bowiem istota wartości Interu. Oprócz walorów stricto sportowych, dochodzą rzecz jasna inne okoliczności, takie jak presja, ranga spotkania, dyspozycja dnia, przygotowanie mentalne. „Nerazzurrich” równie dobrze mogłoby wczoraj nie być na murawie. Całkowity rozkład, stagnacja, zastój, brak wyrazu. Bierność, ale przede wszystkim bezradność – Inter Mediolan był wczoraj bezradny. Niezależnie od wstydliwego rezultatu, na lata pracy Simone Inzaghiego oraz twór, jaki stworzył, należy spoglądać wyłącznie przychylnym okiem.

Promieniejące PSG

W Paryżu wyznaczono nową agendę. Ta wynagrodziła to klubowi w dwójnasób. Owa agenda to zaufanie Luisowi Enrique, zbudowanie zespołu wokół młodych, żądnych zwycięstw, głodnych tytułów, ale co najważniejsze utalentowanych „perełek”. Teraz to nie szatnia „pęka od nadmiaru indywidualności”, ale gablota od wielu tytułów. PSG, jak nikt inny, zasłużyło w tym sezonie na olbrzymi sukces. To był prawdziwy „futbol na tak”. Przyjemnością było spoglądanie na „bestię” hodowaną przez Enrique. Szkoleniowiec, w moim mniemaniu niedoceniany (aż do teraz), zapisuje na swoim koncie drugą potrójną koronę ( pierwsza z Barceloną w 2015 roku).

Wczoraj Paryżanie niczym rozwścieczone harty, rzucili się na swoje ofiary. Ekspansja presja i agresja, „spektakl jednego aktora”. W zasadzie to wielu aktorów, ale w ramach jednego celu. Desire Doue – „złote dziecko”, Dembele aspirujący do złotej piłki, gruziński „Kvaradona”, Vitinha z oczami dookoła głowy (cały środek pola bliski ideału), a i o szczelnej defensywie zapomnieć nie można ze strażnikiem Donnarummą na czele. Reasumując, PSG było powodem, dla którego małe dzieci zaczynają interesować się futbolem.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry