
W „Ciszy przed burzą” pisałem o Dawidach i Goliatach sobotniej gali w Kaliszu. Sara Luzar-Smajić postanowiła odtworzyć bieg biblijnej historii. Nieco inaczej potoczyła się walka wieczoru, gdzie Piotr Kuberski wziął sprawy w swoją lewą rękę. Bierny względem rzeczywistości nie pozostał również Marian Ziółkowski. Można powiedzieć – w końcu.
Piotr Kuberski – mokry sen każdej federacji
Powoli kończy mi się zasób słownictwa, którym mógłbym określać klatkową tożsamość Piotra Kuberskiego. Z każdym starciem „Qbear” staje się lepszą wersją samego siebie, bardziej świadomą, unikającą krzywdy, a jednocześnie dbającą o ekspozycję własnych zasobów. Kuberski w walkach z Janikowskim, czy Leśko, zezwalał na jakąkolwiek „przemocową odpowiedź zwrotną”. Teraz coraz ciężej takie potencjalne niebezpieczeństwo dostrzegać. Michalski nie rozpoczął źle sobotniego pojedynku. Skracał dystans, rozpuszczał pięści, nie stawał w miejscu. Przyszedł jednak ten jeden moment, w którym na ułamek sekundy zamarzł. Nie było zmiłuj. Fakt, że na ziemię posłał Michała lewy prosty, świadczy o zwierzęcej sile Kuberskiego.
Co z tego, że Roman Szymański był artystą, skoro ta nieszablonowość ostatecznie zniknęła w obliczu ciężkich bombek Mircei. Do momentu faulu o moim spojrzeniu na karanie tego typu ekscesów pisałem tu: Na bitewnym szlaku #19: Czy mariaż Oktagonu z Polską wypali ? ; minione sędziowskie burze – Bezkres Sportu) Polak poczynał sobie całkiem nieźle. W pierwszej rundzie Szymański zdecydowanie przeważał jak chodzi o liczbę znaczących uderzeń. Ponadto pozostawał w ruchu, był nieuchwytny, schodził z linii ciosu, okopywał kolano. Jak jednak pisałem na X, pięści Mircei nikomu niemiłe. Niegdyś przekonał się o tym Borys Mańkowski, teraz Roman Szymański. Mołdawianin w dobrym momencie podjął decyzję o zerwaniu tempa, ofensywnej ekspansji.
Popis Luzar-Smajić ; Marian w Marianie
Sara Luzar-Smajić zamknęła mi usta. Świetnie wyglądała w aspekcie realizacji założeń taktycznych, równolegle obnażyła niedociągnięcia Wiktorii Czyżewskiej. Chorwatka głównie była usposobiona reaktywnie, świetnie pracowała boksersko, kuła sierpami raz za razem. Jak pisałem w „Ciszy przed burzą”, Luzar-Smajić nie dysponuje ciosem kończącym, bazuje raczej na szybkości, mobilności, co też odzwierciedlił pojedynek. Nie spodziewałem się jednak sytuacji, w której Polka będzie bezradna wobec poczynań rywalki. Tymczasem Czyżewska prezentowała się w sposób schematyczny, powtarzalny, jednostajny. Choć mieszała techniki (niskie kopnięcia, wysokie, ciosy proste), nie specjalnie różnicowała tempo, a na domiar złego – zostawiała głowę w jednym miejscu. Chorwatka skrzętnie te deficyty wykorzystywała. Im dalej w las, tym coraz więcej przestrzeni dla Polki, ale jak się okazało – wciąż zbyt mało. Przestrzegam przed skreślaniem „Chicatoro”. To wciąż bardzo młoda, ale już doświadczona fighterka, z całkiem sporym bagażem wyróżniających ją atutów. W sobotę przegrała, jednocześnie zdobyła ogromny materiał poglądowy, z którego należy wyprowadzić wnioski. Bolesne to i cenne zarazem.
Marian Ziółkowski wyciągnął wnioski, wrócił na zwycięskie tory, w konsekwencji podłącza własną karierę do kroplówki. Nie mitologizuję tego zwycięstwa, nie przeceniam Aymarda Guih ( choć uznaję go za solidnego rzemieślnika), ale doceniam sposób, w jaki poprowadził starcie Polak. Ziółkowski wreszcie był zdecydowany, agresywny, ofensywny w swoich poczynaniach. O ile w pierwszej odsłonie Guih wykorzystywał siłę, zaprzęgał zapasy ( Marian nieźle pracował na siatce, często odwracał sytuację, nie dawał się sprowadzić), o tyle runda druga stanowiła scenę przeznaczoną Polakowi. Naruszył high-kickiem, sprowadził, skontrolował, dokończył dzieła, a kamień spadający z jego serca słyszano w całej Polsce.
Pozostałe wątki XTB KSW 118
Zacną pracę pięściarską zaprezentował Aleksander Winiarski. Wyprzedzał Kasperskiego, z jednej strony nacierał, z drugiej kontrolował dystans. O ile w pierwszych dwóch odsłonach mógłbym skrytykować zbytnią zachowawczość starszego fightera, o tyle w ostatniej poszedł na otwarty, strikerski dialog. Właśnie wtedy unaocznił się potencjalny powód, dla którego Kasperski chciał prowadzić walkę w dystansie. Jest nim wspomniana wcześniej różnica szybkości.
Zastanawiające były kursy na Konrada Rusińskiego, wedle których miał być mięsem armatnim dla Tagira Machmudova. Sobotnia weryfikacja okazała się być szybka i relatywnie brutalna. To rzecz jasna nie przekreśla oferty Czecha, jego potencjału, ale z pewnością redukuje pułap oczekiwań. Michał Dreczkowski uziemił Lushimę, odbierając mu jakiekolwiek narzędzia. Steven Krt uwydatnił różnicę umiejętności, szczególnie w elemencie zapaśniczo-parterowym. Mateusz Wieczorek wyeliminował jakiekolwiek zagrożenie, które mogło płynąć z ciężkich rąk Michała Hira. Walka przeleżana, oczy krwawiły, niemniej taktyczny punkt widzenia nakazuje tę postawę docenić.
ZAPRASZAM NA X ORAZ INSTAGRAMA 🔥



