
W najbliższą sobotę książka o nazwie Bundesliga zyska kolejny rozdział. Autorzy muszą jeszcze uzupełnić dwa ważne wątki ten rozdział tworzące. Stuttgart, Hoffenheim oraz Leverkusen gonią za Ligą Mistrzów. Dla Wolfsburga, Heidenheim i St.Pauli ziemią obiecaną jest miejsce barażowe.
Leverkusen skomplikowało sprawę, ale nie traci nadziei
Bayer Leverkusen w dwóch ostatnich spotkaniach pokazał całe spektrum swojego tegorocznego ja. Najpierw było wzbudzające zachwyt zwycięstwo z Lipskiem, by tydzień później pozwolić błyszczeć Stuttgartowi. Różnica między dwoma spotkaniami jest taka, że przed 9 dniami naprzeciw „Aptekarzy” stanął zaspokojony Lipsk, zaś w sobotę równie głodne VFB. 2 maja dostrzegałem magiczny dotyk Mazy, wytrawnego napastnika Schicka, wszędobylskiego Culbreatha, Tapsobę oraz Grimaldo chowających Diomande do kieszeni. 11 maja błysk jakby uleciał. Będąc jednak szczerym, to nie w sobotę Bayer oddalił się od Ligi Mistrzów. Na „rachunku” za potencjalne 6 szóste miejsce znajdować się będą domowa porażka z Augsburgiem, remis z Heidenheim, itd. Spoglądając na terminarz ostatniej rundy, wyjściowa pozycja Bayeru nie wygląda najgorzej. Problemem fakt, że kształt rzeczywistości nie zależy wyłącznie od nich.
Stuttgart w sobotę zaprezentował się iście imponująco. Egzamin zdało ustawienie na dwóch napastników. Duet Demirovic-Undav miał platformę do ekspozycji zmysłu i sprytu potrzebnych snajperom. Z tyłu nie przeciekało, z przodu było efektownie, efektywnie, ładnie i składnie. Ta ofensywna estetyka to rzecz jasna znak marki VFB pod batutą Hoenessa. Z sobotniej sielanki przenieśmy się jednak w przyszłość.
Eintracht nie znajduje się w najlepszym okresie swojej historii. Tak, czy siak, ekipa Riery (jeszcze) ma, o co się bić (miejsce pucharowe), a piłkarskiej jakości odmówić im nie można. Los Stuttgartu leży w ich własnych rękach. Dwa pozostałe mecze zdefiniują ten kończący się sezon. Wyjazd do Eintrachtu i finał Pucharu Niemiec mogą wprawić Stuttgart w ekstazę, równolegle mogą zalać miasto łzami niespełnionych marzeń. Nie zapominajmy, że w rozgrywce o Champions League znajduje się również Hoffenheim. Ekipa Ilzera zwalczyła srogą zadyszkę, wyszła na prostą, co nie zmienia faktu, że ten kryzys może wiązać się z konsekwencjami.
Heidenheim promyczkiem na dnie tabeli
Mam wrażenie, że w okolicach 10 kolejki w umysłach kibiców Bundesligi trwale zakorzeniła się teza o pewnym spadku Heidenheim. Drużyna Franka Schmidta długo robiła wiele, by temu zdaniu nie zaprzeczać. Nie można jednak przejść obojętnie obok przewrotu majowego i fabuły, którą ten zespół tworzy. Jestem pełen podziwu dla zjawiska, dla tego, jak kilka pozytywnych impulsów potrafi wzniecić ogień nadziei. Heidenheim w kilka kolejek przeszło z pozycji pewnego spadkowicza do niesionego ostatnimi wynikami potencjalnego szczęśliwca. Dysponują miernym budżetem, małą jakością piłkarską, ale bijącymi jak dzwony sercami do walki. W tym wypadku to może wystarczyć. Co prawda przy korzystnym układzie czeka ich jeszcze trudny baraż, ale kto by teraz o tym myślał. Teraz liczy się wyłącznie nadchodząca kolejka.
St.Pauli niemiłosiernie obniżyło swoje loty. Choć oczekiwania w stosunku do „Wilków” szybowały wysoko, to Wolfsburg w tym sezonie szurował po dnie. Jedni i drudzy zmierzą się ze sobą w „wojnie o baraże” (o ile nie pogodzi ich Heidenheim). W teorii piłkarska jakość stoi po stronie Wolfsburga. W praktyce podobne zdanie można było powiedzieć przy okazji około połowy meczów „Wilkow”, a na koniec dnia machają do kolegów z 2. Bundesligi. Reasumując, mamy spotkanie tych, którzy na przestrzeni 33 rund nie zdołali pozytywnie zaskoczyć, z tymi, którzy zrobili wszystko, by wylądować w tym niemiłym miejscu. Niech się dzieje !
ZAPRASZAM NA X/TWITTERA ORAZ INSTAGRAMA 🔥



