Zawsze skuteczna analiza wsteczna #30: Bruno jest skarbem United ; kozaki z Como

„Czerwone Diabły” pod przewodnictwem dyrygenta Bruno Fernandesa, sięgają powoli po bilet do Ligi Mistrzów. Aston Villa trwa w kryzysie i stoczy wymagający bój, by tej przepustki nie wypuścić. O promocję do Champions League walczy również Como i robi to w sposób iście imponujący. Ekipie Fabregasa najzwyczajniej trzeba przyklasnąć.

Bruno i spółka

W komentarzu na INSTAGRAMIE podzieliłem się obserwacją, że Aston Villa miała tak naprawdę dwa momenty wzmożonej aktywności. Pierwszy na początku spotkania, drugi po stracie pierwszej bramki. Wymierną korzyść przyniósł wyłącznie ten drugi. Ogólnie rzecz biorąc, Aston Villi w ofensywie było mało. Kilka pozytywnych bodźców nie przysłoniło obrazu zespołu nijakiego, zmęczonego. Przyszedł czas, kiedy znać o sobie dają trudy sezonu. Nie zapominajmy o fundamentalnych ubytkach w środku pola. Nie sądzę, by brak duetu Tielemans-Kamara pozostawał bez związku ze słabymi rezultatami. „The Villains” mają jakościową kadrę, co nie zmienia mojego przekonania, że osiągnięcia z ostatnich miesięcy ubiegłego roku były wynikami lekko ponad stan. Na koniec dnia przyroda dąży do równowagi. Tą dla drużyny z Villa Park jest oscylowanie w okolicach 4-7 miejsca.

O trenerze Carricku i początku jego drogi w United pisałem tu: Zawsze skuteczna analiza wsteczna #27: Manchester United – renesans ; PSG się podziwia – Bezkres Sportu. W niedzielę „Czerwone Diabły” rozpoczęły nieco pragmatycznie. Pewność, co do własnych boiskowych poczynań, wzrastała z biegiem spotkania. Już w pierwszej połowie bramce Martineza zagrażały chociażby dośrodkowania, czy długie dogrania. Sytuacji nie materializowali Diallo oraz Dalot, z tym że zadanie Iworyjczyka było dużo trudniejsze. To dobry moment, by poświęcić Bruno Fernandesowi „pieśń pochwalną”. Facet jest kapitanem, co się zowie, prawdziwą żyłą złota w zespole. Nie twierdzę, że Portugalczyk zawsze dawał drużynie tyle, ile oferuje teraz. Skoro jednak mówimy o aktualnym stanie faktycznym, Bruno stanowi spójnik między formacjami, jednoosobową firmę, przez którą przechodzi projekt niemal każdej akcji. By nie być gołosłownym, podeprę się niedzielnymi przykładami. Najpierw zaliczył asystę z rzutu rożnego, potem zauważył śpiącego Konsę i posłał ciasteczko w stronę Cunhi. Reasumując, w niedzielę wygrał lepszy, wypoczęty, świeży zespół.

Como to już poważny gracz

Mam wrażenie, że Roma chciała wygrać spotkanie stosunkowo małym kosztem. Jak się okazało, oferta drużyny Gasperiniego była zbyt uboga, by pokonać Como. Podejrzewam, że w połowie europejskiego dwumeczu z Bologną, „Giallorossi” za nadrzędny cel uznali brak porażki. Zaczęło się dobrze, bo od bramki Malena. A potem reżyserię spotkania przejęło Como. Całkowite oddanie inicjatywy ekipie Fabregasa, prędzej czy później musiało wiązać się z konsekwencjami. Powód jest bardzo prosty. Como uchodzi za drużynę zrównoważoną, świetnie czującą się z piłką przy nodze, przynajmniej solidną w każdym elemencie gry. To coraz rzadziej spotykane zjawisko, szczególnie w kontekście zespołów o teoretycznie mniejszym potencjale kadrowym. Do pewnego momentu gospodarze bili głową w mur. Brakowało „kropki nad i”, elementu wykończenia. Na marginesie dodam, że interesujące było oglądanie Jacobo Ramona, uosabiającego coś pomiędzy obrońcą, a napastnikiem.

W drugiej połowie spotkanie całkowicie wymknęło się spod kontroli Romy. Poniekąd sprawiedliwości stała się zadość. Gol Douvikasa, czerwona kartka Wesleya, ekspansja Como zakończona odkupieniem win Carlosa. Ciężko o gorszy bieg spraw z punktu widzenia gości. Porażka niweluje ich jakikolwiek bufor bezpieczeństwa w tabeli, a o mniejszym natężeniu spotkań nie ma mowy. Como odnosi zwycięstwo mogące mieć kluczowe znaczenie na koniec rozgrywek. Zespół Fabregasa należy zaliczać do grona poważnych graczy. Każde inne stwierdzenie byłoby nieścisłością. Określiłbym ten projekt mianem bogatej, acz dobrze zarządzanej firmy importowo-eksportowej. Jak tak dalej pójdzie, bez sukcesu się nie obejdzie.

Inne świata piłki sprawy w pigułce

Milan miał okazję, by rozpalić iskrę nadziei na tytuł. Mieć szansę, a wykorzystać szansę, to jednak dwie inne kwestie. W Anglii makiaweliczny Arsenal najzwyczajniej nie może już tego wypuścić. Każde inne rozstrzygnięcie uznam skecz kabaretowy lepszego sortu. Co z tego, że Aston Villa gubi oczka, skoro zarówno Chelsea, jak i Liverpool gonią ją z prędkością biegacza amatora. Polska Ekstraklasa jest niesamowita. Czy sporym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Pogoń Szczecin walczy zarówno o puchary, jak i o utrzymanie ? Uważa tą tezę za całkiem trafną. Skoro zahaczyłem Polski wątek, odnotujmy liczbę Oskara Pietuszewskiego. Już nie mam wątpliwości, że mówimy o jednostce posiadającej narzędzia, by stać się zawodnikiem wyjątkowym.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAMA 🫡

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry