Zawsze skuteczna analiza wsteczna #25: Real stwarzał pozory ; zwolnienie Alonso ? Błąd

Wynik niedzielnego el clasico to swoista gra pozorów. Wynik współgra z tezą o niezwykle wyrównanym starciu. Tymczasem momentami wyglądało to, jak spotkanie drużyn z przeciwnych biegunów tabeli. W poniedziałek Real odniósł kolejną porażkę, a w zasadzie dobrowolnie pokusił się o samobója, przynajmniej moim zdaniem. Zwolnienie Alonso uważam za błąd.

Triumf Blaugrany

Klasyk rozpoczął się bardzo spokojnie, by nie powiedzieć nudno. Oczywiście optyczną przewagę zarysowała FC Barcelona, z której jednak niewiele wynikało. Real osadzony w niskim bloku, który to fakt już daje do myślenia. Nikt nie chce przecież oglądać „Królewskich” w ustawieniu, dyspozycji korelującej ze schyłkiem kadencji Carlo Ancelottiego. Tymczasem momentami, szczególnie podczas spotkań z tymi możnymi, takie barwy ten smutny obraz przyjmował. Szybkie wyjścia, wykorzystanie „przednich biegaczy”, ot cała oferta Realu. Remis do przerwy to wynik kapitalny, choć i ten epitet uchodzi za niedopowiedzenie. Błysk Viniciusa, dobre zachowanie Garcii podczas stałego fragmentu. Tylko tyle wystarczyło na remis. Podczas komentarza w czasie rzeczywistym na Instagramie podzieliłem się obserwacją pewnego paradoksu. W drugiej części Real nadał temu widowisku większych proporcji, wyciągnął szable (choć niekoniecznie nimi wojował), próbował być siłą przeciwstawną. Właśnie wtedy Raphinha zadał decydujący cios.

Płynnie przejdę do Barcelony. Nie mogę wyjść z podziwu, jak szybko, kilkoma podaniami, można rozparcelować defensywę oponenta. Mi widzowi ciężko jest to zakodować w momencie trwania, a co dopiero wykonać te manewry własnymi nogami. W konsekwencji takich piłkarskich cukierków, wspomniany Raphinha zmarnował dogodną sytuację, z czego zrehabilitował się kilkadziesiąt sekund później. Potem rzecz jasna jeszcze ustalił wynik. Co tu mówić, postać nieoceniona, nosząca znamiona bestii. Podobnie Joan Garcia. Robert Lewandowski zawsze będzie miał zmysł, doświadczenie, boiskową inteligencję, mimo spadku parametrów motorycznych. Takie mecze są idealną okazją, by ten obfity skarbiec eksponować, co zresztą uczynił. Ekipa Flicka w pełni zasłużenie sięga po kolejny tytuł i ciężko tą opinię jakkolwiek podważyć.

Zbyt szybkie pożegnanie Alonso

Sprawą oczywistą jest, że to nie tak miało być. Minęło dobre pół roku, a idee, z którymi mogliśmy konotować postać trenera Alonso, ciężko dostrzegalne. Mimo tej nietragicznej przecież kadencji, choć bez dwóch zdań rozbieżnej z oczekiwaniami, „papiery rozwodowe” uważam za błąd.

Projekt w Leverkusen dostarczył mi dostatecznej liczby argumentów, by Xabiego Alonso docenić, by ufać mu jako szkoleniowcowi. Tam nie było mowy o przypadku, jednorazowym błysku, braku ciągłości. Nauczył się zespołu w pierwszym okresie, zakończył sezon 22/23 na miejscu pucharowym, wykrzesał maksimum potencjału (a być może i przesunął granicę) z zawodników raczej drugoplanowych, zrobił mistrzostwo i puchar kraju, po czym w klimacie nasycenia ogromnym sukcesem, został srebrnym medalistą Bundesligi. Jego Bayer miał profil, miał tożsamość, miał pieczątkę, która nie pojawiła się w Realu. Pytanie, czy nie pojawiłaby się z czasem. Pytanie, czy dysponował odpowiednimi narzędziami (dysproporcja w jakości formacji ; deficyty wśród obrońców, czy pomocników).

Kiedy jesteś w Realu, nie ma okresów przejściowych. Kiedy jesteś w Realu, musisz odpowiednio zarządzać personaliami. Z pewnością Xabi Alonso na jakichś płaszczyznach zawinił. Na jakich konkretnie, ciężko powiedzieć, musiałbym uczestniczyć w codziennym życiu klubu. My widzieliśmy jedynie wierzchołek góry lodowej, boiskowy efekt wespół z pewnymi znakami (np. kręcenie nosem Viniego). Matematyczna sytuacja nie wygląda jeszcze na straconą, nawet nie jest blisko takowej. Tymczasem Real destabilizuje długi w zamyśle projekt, wraca do punku zero. O tym, czy sam pod sobą kopie dołek, przekonamy się za kilka miesięcy.

Pietuszewski – opinia

Przyszedł mi na myśl jeszcze jeden wątek, w sprawie którego wypada zająć krótkie stanowisko. Na początek Oskar Pietuszewski. Występy młodego Polaka, wiek, zgiełk medialny wokół jego osoby, ilość zespołów zainteresowanych usługami, kwota transferu, to wszystko sprawia, że mamy do czynienia z czymś więcej, niżeli zwykłym, szablonowym transferem. Posłużę się taką oto metaforą. Porto jest jak poziom wody stanowiący wyzwanie dla osoby o przeciętnych umiejętnościach pływackich. Coś pomiędzy wodą głębszą, a tą wzbudzającą prawdziwy respekt. To krok dobry, uzasadniony, który jak każdy, po owocach poznamy. Jedno, to posiadać umiejętności, drugie mieć platformę do ich uwypuklenia, a trzecie to odpowiednio wykorzystać dane szanse. Liczę, że nie będzie to jedna z wielu historii pt. „Zwiedzamy świat i zawijamy do ojczyzny”.

INSTAGRAM

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry